Bóg przychodzi w niestosownym momencie

Komentarz do liturgii XVI niedzieli zwykłej

Johannes Vermeer, Chrystus w domu Marty i Marii, 1654-55 (detal)Bóg zawsze przychodzi w najbardziej niestosownym momencie – wtedy gdy jest bardzo gorąco, gdy życie praktycznie zamiera, a każdy ruch jest wielkim wysiłkiem. Jest delikatny, nie narzuca się, dyskretnie staje obok, przedstawia się jako potrzebujący. Jest jakiś taki nie „boski”, zwyczajny. Można Go pomylić z wędrowcem.

Johannes Vermeer, Chrystus w domu Marty i Marii, 1654-55Tak zobaczył Boga Abraham pod dębami Mamre, tak mogła Marta spotkać Jezusa wraz z uczniami. Stali przed nimi ci, którzy byli w drodze, spragnieni, głodni. Potrzebowali przyjęcia w imię świętego prawa gościnności, solidarności, współczucia. Niby codzienna sprawa, ale taka inna, niż te dziejące się do tej chwili.

Dom Marty, namiot Abrahama  zostają otwarte na Boga, choć oni raczej o tym nie wiedzą. Wobec gości czynią to, co jest w ich ludzkiej mocy, ale czynią to z radosnym naddatkiem – podpłomyki z najczystszej mąki, Marta zabiegana wśród rozmaitych posług (narzuca się skojarzenie, że  „stają na głowie” dla gości). Czy przeczuwali, że przyjmują kogoś więcej niż zwykłych podróżnych? Może tak, bo Przychodzący mimo zwykłości byli jacyś inni.

To Abraham i Marta, ale jeszcze jest Maria i Sara. Te kobiety przyjmują odmienną postawę – nie działają, obserwują  sytuację, słuchają (Sara właściwie podsłuchuje), są w tle siedzące „u nóg Pana”.  Są obecne, ale milczące. I to ku nim kieruje się spojrzenie Boga, i to one otrzymują obietnicę… Sara otrzymuje niemożliwe – dar poczęcia syna, a Maria tajemniczą „najlepszą cząstkę – dobry udział, który nie zostanie jej odebrany”. Obie stają się miejscem działania i doświadczenia mocy Boga.

I nie jest tak, że Sara i Maria są lepsze od Abrahama i Marty, ale są po prostu  inne. Gdyby nie zaproszenie Boga przez Abrahama i Martę, obietnica nie zostałaby dana w taki sposób. Potrzebna była ich czujna gotowość, działanie – „pochwycenie i zatrzymanie Boga”, aby  padły słowa obietnicy, potrzebne było słuchanie Mari i Sary aby obietnica została wysłuchana i przyjęta. 

I chyba o to chodzi, by nie przegapić odwiedzin Boga, otworzyć się, przygotować to, co najlepsze i wsłuchując się, czekać na Jego słowo.

Ewa Kopiec CHR

Zobacz także