Bóg stał się Kimś bliskim

1 stycznia – urocz. Świętej Bożej Rodzicielki, liturgia słowa: Lb 6, 22–27; Ga 4, 4–7; Łk 2, 16–21

Dzisiaj przeżywamy oktawę Narodzenia Pańskiego, uroczystość Bożej Rodzicielki. Po spontanicznej radości, bo „Dziecię się nam narodziło”, „narodził się Zbawiciel”, przychodzi czas na refleksję: czym jest dla nas Boże Narodzenie? Jakie ma dla nas znaczenie? W Ewangelii św. Łukasz wskazuje na refleksję NMP: Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu (Łk 2,19).

Niestety, bywa często tak, że po wspaniałym wydarzeniu, nawet po doświadczeniu cudu, stopniowo przechodzimy do poprzedniego porządku, tak jak gdyby się nic nie stało. Nie wiadomo, czy tak właśnie nie było z pasterzami, którzy odeszli, wielbiąc Boga i rozpowiadając innym o Narodzeniu. Z dalszej części Ewangelii znamy ludzi cudownie uzdrowionych przez Pana Jezusa, którzy tak zachwycili się swoim uzdrowieniem i tak na nim skupili, że zupełnie zapomnieli o Tym, który ich uzdrowił. Do jednego z nich powiedział Jezus: Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło (J 5,14). Ten jednak nie umiał skorzystać z tego ostrzeżenia.

Okazuje się, że udzielona łaska musi zostać przez nas nie tylko zauważona, ale trzeba ją rozważyć, zrozumieć jej sens, aby tym bardziej zawierzyć Bogu. Samo wydarzenie czy cud są znakiem, który wskazuje na głębię więzi, jaka istnieje między nami i Bogiem. Taką refleksję zawarł św. Paweł w Liście do Galatów:

Gdy nadeszła pełnia czasu, Bóg zesłał swojego Syna, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo (Ga 4,4n).

Chrystus przyszedł na świat po to, abyśmy mogli stać się dziećmi Bożymi. Byśmy już nie byli niewolnikami, ale synami i dziedzicami. Ten fakt całkowicie zmienia nasze życie. Czy zdajemy sobie dobrze z tego sprawę? Sposób, w jaki żyjemy, raczej wskazuje na to, że nie. Wystarczy tylko pomyśleć: jestem dzieckiem Boga i dziedzicem Jego królestwa! Czy może być większa godność i cel w życiu?! Nie! To dlaczego tak dużo w nas niezaspokojonej ambicji, pragnień, pożądań, uczucia zawodu? Gdybyśmy prawdziwie zdawali sobie sprawę z naszej godności, to co byłoby dla nas najważniejsze? Zastanówmy się: jak powinniśmy żyć?
Myślę, że każdy powinien podjąć trud takich rozważań i refleksji. Teraz czas jest szczególnie do tego sposobny.

Nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej (Ga 4,7).

Nie musimy się już lękać, że będziemy przez Boga odrzuceni czy karani jak niewolnicy, nie musimy upominać się o uznanie swojej godności. Kiedy jeszcze sobie przypomnimy, jak Bóg przyjmuje marnotrawnych synów – obraz tego ukazuje znana przypowieść ewangeliczna – to nasz lęk powinien całkowicie ustąpić. Co zatem jest najważniejsze?

Mądry król przede wszystkim stara się o dobre wychowanie swojego syna, następcy tronu. Dla królewicza najważniejsza jest nauka mądrości, dzięki której będzie mógł potem dobrze rządzić podwładnymi. Właśnie o to prosił Boga Salomona, który został królem, następcą swojego ojca Dawida: Racz więc dać Twemu słudze serce pełne rozsądku (1 Krl 3,9). Dosłownie – modlił się o „serce słuchające”, czyli serce, które potrafi usłyszeć głos Boga i przez to uczyć się od Niego mądrości i dojrzałości. Ta prośba bardzo się spodobała Bogu. Dążenie do takiej postawy powinno być przedmiotem naszego największego wysiłku.

Zauważmy, że właśnie tak postępowała Najświętsza Maryja Panna. Ona zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu, czyli skupiała się na słuchaniu głosu, który pochodził od Boga. Nigdy nie miała ambicji, aby uważano Ją za kogoś wielkiego. Nie znamy żadnej sceny, w której starałaby się podkreślić, że jest Matką Rabbiego czy Mesjasza. Nigdy nie próbowała korzystać ze swoich przywilejów, ale, jak napisał Jan Paweł II, nieustannie uczyła się ze zrozumieniem przyjmować od Boga wszelkie łaski, jakich Jej udzielał.

W dzisiejszym pierwszym czytaniu z Księgi Liczb Bóg przez Mojżesza każe Aaronowi błogosławić lud następująco:

Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie swoje oblicze i niech cię obdarzy pokojem (Lb 6,24–26).

Zwrócić swoje oblicze do kogoś to znaczy wejść z nim w przyjacielską zażyłość, stać się kimś bliskim. Otóż to błogosławieństwo stało się najpełniej faktem przez narodzenie się Bożego Syna jako Człowieka! Bóg stał się nie tylko Kimś bliskim, ale wręcz naszym krewnym! To niezwykła tajemnica! Ale relacja jest wzajemna, domaga się z naszej strony podobnej odpowiedzi: zwrócenia naszego oblicza ku Bogu. I to jest najważniejsza sprawa w naszym życiu: zwrócić do Boga nasze prawdziwe oblicze.

Włodzimierz Zatorski OSB

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 1, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także