Bóg stał się człowiekiem, aby człowiek mógł stać się bogiem

Komentarz do czytań i Lit. godzin Ur. Narodzenia Pańskiego

W dniu dzisiejszym święte Chrześcijaństwo wspomina trzy narodzenia, które każdego chrześcijanina powinny tak cieszyć i taka napawać radością, że w szczęsnym uniesieniu winien on wyskakiwać w górę i wykrzykiwać z miłości, wdzięczności i wewnętrznej rozkoszy. A kto nie odczuwa w sobie takiego przymusu, niech się zatrwoży.

Brakująca reszta

wieczorna msza wigilijna: Iz 62,1-5; Ps 89,4-5.16-17.27.29; Dz 13,16-17.22-25; Mt 1,1-25

Papież Pius XII, zwracając się do grupy belgijskich pielgrzymów w 1938 roku, stwierdził, że duchowo wszyscy jesteśmy Semitami. Słowa te wypowiedziane w przededniu II wojny światowej były przede wszystkim wyrazem solidarności z Narodem Wybranym w doświadczeniu jego prześladowania. Ta solidarność rozciąga się również na liturgiczne wspomnienie Bożego Narodzenia. Szczególnie w tekstach mszy św. wigilijnej możemy poczuć atmosferę tęsknoty za Mesjaszem, która przepełniała serca Izraelitów. Właściwie cały okres Adwentu był dla nas jednym wołaniem tęsknoty. Tęsknoty za wypełnieniem obietnic danych przez Boga patriarchom. Wszyscy starotestamentalni bohaterowie, którzy towarzyszyli naszej modlitwie podczas Adwentu, spotykają się w czytanym podczas liturgii rodowodzie Jezusa: Abraham był ojcem Izaaka; Izaak ojcem Jakuba; Jakub ojcem Judy i jego braci. Tysiące lat historii, tradycji i ludzkiego doświadczenia, spotykają się w tym Dziecku, które ma się narodzić w Betlejem. Nie wszystko w tej historii było proste, łatwe, sielankowe, nie wszystko kończyło się heppy endem. Nie wszystko było bezgrzeszne. W tej historii znajdzie swoje miejsce ból Racheli, która nie mogła mieć dzieci, żal Dawida, który wysłał człowieka na śmierć, ale przeżył śmierć swoich dwóch synów, wstyd Rachab prostytutki. Obok nich swoją modlitwę do Boga wznosi starzec Symeon, i prorokini Anna, Elżbieta raduje się z odwiedzin Matki Mesjasza, i nawet Abraham, jak sam Jezus to powiedział, rozradował się z Jego przyjścia. Wszyscy oni tęsknili. Ci sprawiedliwi i ci grzeszni, ponieważ każdemu z nich brakowało Boga.

I Bóg też tęsknił. O tej tęsknocie opowiadają właśnie czytania wigilijnej liturgii. Tęsknota człowieka znajduje swoją odpowiedź w tęsknocie Boga. Tęsknocie Boga za Narodem Wybranym, za każdym człowiekiem, za tym człowiekiem, którym jestem ja. Przez wzgląd na Syjon nie umilknę, przez wzgląd na Jerozolimę nie spocznę. Przez wzgląd na dane temu Narodowi obietnice Bóg nie umilkł. I przyszedł już nie tylko do tego Narodu, ale do każdego człowieka. Oto jestem – jestem przy tobie. Jestem twoim życiem, twoim czasem. Ja płaczę twoimi łzami; płacz nimi wraz ze mną, moje dziecko. Ja jestem twoją radością; nie lękaj się być radosny. (…) Jeśli rachunek twoich myśli i twoich życiowych doświadczeń nie zgadza się, to właśnie ja jestem ową brakującą resztą i wiem, że ona – owa reszta, która cię przywodzi do rozpaczy – jest w istocie rzeczy moją miłością, której jeszcze nie pojmujesz (K. Rahner). Mesjasz – Jezus z Nazaretu, jest prawdziwą resztą Izraela, jedynym z Narodu Wybranego, który zawsze pozostał wierny wezwaniu Ojca. Emanuel – Bóg z nami. Jest dzisiaj tutaj. Przyszedł do wszystkiego. Nawet do mojej duszy.

Święte zamieszanie

msza w nocy: Iz 9,1-3.5-6; Ps 96,1-3.10-13; Tt 2,11-14; Łk 2,10-11; Łk 2,1-14

W ostatniej wygłoszonej przez siebie homilii wybitny prawosławny teolog Aleksander Schmemann, wzniósł do Boga taką modlitwę: Błogosławimy Cię Panie za nasze rodziny, za mężów, żony, szczególnie za dzieci, które uczą nas, jak sławić Twoje święte imię w radości, ruchu i świętym zamieszaniu. Bóg jest życiem i ci najmniejsi z nas, którzy przychodzą na Pasterkę, są dla nas żywą katechezą mówiącą o tym, co wydarzyło się w Betlejem. Również tamtej nocy, pomimo uporczywie śpiewanej przez nas kolędy Cicha noc, w Izraelu wcale nie było cicho i spokojnie. Wręcz przeciwnie. Cesarz zarządził przeprowadzenie spisu ludności w całym państwie, wszyscy przejeżdżali z miejsca na miejsce. W gospodach nie było wolnych pokoi, wszystkie kwatery przepełnione. Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Jednym słowem obraz współczesnego społeczeństwa, w którym człowiek zmuszony decyzją władcy musi przenosić się z miejsca na miejsce. Jedni do Betlejem, inni do Dublina. Ale to jeszcze nie koniec zamieszania. Po Narodzinach Matka Boża nie czuwała sama nad snem Dzieciątka, jak w polskiej kolędzie. Pierwsi zamieszania narobili aniołowie. Najpierw jeden, a potem przyłączyło się do niego mnóstwo zastępów niebieskich. I jeszcze do tego śpiewali. Rozpowiedzieli o Narodzinach pasterzom, którzy od razu pobiegli do Betlejem. Tam wcale nie było ciszy i spokoju. Bóg jest życiem i narodził się w ciele pośród zgiełku tego świata. W tę noc, kiedy władcy ziemscy liczyli swoich poddanych, narodził się On, który przyszedł, aby odkupić nas od wszelkiej nieprawości i oczyścić sobie lud wybrany na własność.

Jednak pośród tego zgiełku, a może pod nim, pod jego powierzchnią, płynie spokojna rzeka ciszy. Św. Ignacy Antiocheński pisał w liście do Efezjan, że nie pojął książę tego świata dziewictwa Maryi ani Jej macierzyństwa, podobnie jak i śmierci Pana, owych trzech głośnych tajemnic, które dokonały się w ciszy Boga. Kiedy Bóg daje życie światu, dokonuje to w ciszy. Jego cisza towarzyszyła Maryi w dzień poczęcia Jezusa, kiedy Życie pojawiło się w Jej łonie. Jego cisza towarzyszyła narodzeniu Jezusa, kiedy Życie zostało dane Izraelowi. Jego cisza towarzyszyła śmierci Jezusa, kiedy Życie zostało dane światu. Trzy głośne tajemnice, lepiej byłoby powiedzieć dosłownie za greką, krzyczące tajemnice, najbardziej ludzkie: poczęcie, narodzenie i śmierć, zostają osłonięte przez ciszę Boga. I nie jest to jedynie milczenie Boga, ale jak mówi św. Ignacy hesychia Theu wyciszenie i spokój Boży.

Pomimo całego zgiełku związanego z naszym życiem, gdzieś głęboko w nas możemy znaleźć źródło ciszy i pokoju, i powtórzyć za Aleksandrem Schmemannem: Panie, dobrze nam tutaj.

Narodziny Liturgii

msza o świcie: Iz 62,11-12; Ps 97,1.6.11-12; Tt 3,4-7; Łk 2,14; Łk 2,15-20

Kiedy metropolita Filaret Drozdow w 1825 roku rozpoczynał kazanie bożonarodzeniowe zacytował tekst homilii wygłoszonej kilkaset lat wcześniej przez św. Grzegorza z Nazjanzu: Chrystus się narodził, sławcie Go! A następnie zrobił coś jeszcze dziwniejszego, zaczął czytać obszerne fragmenty kazania św. Grzegorza. Można powiedzieć, że całe kazanie Filareta jest utkane z cytatów Grzegorza. Nie był to jedynie wynik zaniedbania lub niedostatecznego przygotowania się do głoszenia, ale świadomy wybór uczyniony przez metropolitę. Twierdzi on, że jeżeli możemy powtarzać jedno zdanie z kazania, to możemy również powtórzyć całość. Jesteśmy spadkobiercami tradycji Ojców, jesteśmy przekazicielami ich wiary. Moje usta, jego słowa. Można powiedzieć, że w tej krótkiej formule wyraża się istota Liturgii.

Czytania mszy świętej sprawowanej o świcie wzywają nas do zabrania głosu. Wzywają nas do tego abyśmy podnieśli głos: mówcie do Córy Syjońskiej: Oto twój Zbawca przychodzi. Słowa te są dla nas wezwaniem do przebudzenia. Kiedy aniołowie zostawili pasterzy w polu, oszołomionych Dobrą Nowiną, ci mówili nawzajem do siebie: Pójdźmy do Betlejem i zobaczmy, co się tam zdarzyło i o czym nam Pan oznajmił. Apostolstwo zaczyna się od głoszenia sobie nawzajem. Pasterze najpierw zapytywali sami siebie, próbowali zrozumieć to, co się wydarzyło, byli da siebie nawzajem świadkami anielskiego zwiastowania. W tradycji dominikańskiej każdy klasztor nazywany jest „świętym kaznodziejstwem”, ponieważ bracia wezwani są przede wszystkim do tego, aby sobie nawzajem głosić Dobrą Nowinę. Dopiero potem idą „na krańce świata”. Można powiedzieć, że to cały klasztor jest „bratem kaznodzieją”, a nie tylko pojedynczy bracia, którzy w nim mieszkają. Świadectwo wspólnoty zakonnej podobnie jak świadectwo wspólnoty parafialnej, zawsze jest szczególnie wyraźnym znakiem obecności Boga, który swoją łaską jednoczy ludzkie serca. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali (J 13,35).

Pasterze nie poprzestali jedynie na głoszeniu sobie nawzajem, ale poszli do Betlejem, aby oddać pokłon Dziecięciu. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione (…) A wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co im pasterze opowiadali. Pasterze, w obecności Jezusa, głoszą już nie tylko sobie nawzajem, ale wszystkim innym. Ten moment oddania chwały i zarazem dania świadectwa, ma szczególnie liturgiczny charakter. Możemy powiedzieć, że Boże Narodzenie jest również świętem „narodzenia liturgii”. To, co cielesne znajduje dziś szczególne miejsce w adoracji. Pokłon pasterzy przed Dzieckiem jest pierwszą liturgią, pierwszą adoracją, przed Tajemnicą Wcielenia, która potem rozciągnie się na całość naszego liturgicznego życia. Jest to również czas dania świadectwa o spotkaniu z aniołami, o własnym wewnętrznym doświadczeniu.

O świcie, w dzień Bożego Narodzenia czytania wzywają nas do przebudzenia, do zabrania głosu, do dania świadectwa o własnej wierze, tak by wszyscy inni się dziwili. Szczególnym miejscem dania takiego świadectwa jest Liturgia, która sama jest świadectwem wiary i życia Kościoła. Powtarzamy słowa, od setek lat te same, słowa radości i chwały. Powtarzamy świadectwo pasterzy. I nie ma w tym nic dziwnego, że pewien pasterz Filaret, powtarza słowa innego pasterza Grzegorza, nawet, jeżeli dzieli ich kilkaset lat historii. Kościół powtarza wciąż te same słowa, które głosi w Liturgii, nasze usta, jego słowa. Obudźmy się i powtarzajmy: Chrystus się narodził, sławcie Go!

W Jego cieniu

msza w dzień: Iz 52,7-10; Ps 98,1-6; Hbr 1,1-6; J 1,1-18

Dobrze znane nam słowa Ewangelii, a Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas, przeczytajmy dziś trochę inaczej.Greckie słowo „zamieszkało” można przetłumaczyć w duchu semickim jako „rozbiło swój namiot”. Każdy koczownik, każdy żyjący na pustyni i wędrujący w poszukiwaniu pastwisk, rozbijał namiot, aby zbudować dom. W Starym Przymierzu domem Boga był Namiot Spotkania, Arka Przymierza, a następnie Świątynia Jerozolimska. Szczególnym miejscem przebywania Bożej obecności była szekina. Jak pisze o tympapież Benedykt XVI: Święty obłok, szekina, jest znakiem obecności samego Boga. Obłok osłaniający namiot Objawienia wskazywał na obecność Boga. W Nowym Testamencie wszystkie atrybuty przysługujące Bożej obecności znajdują swoje wypełnienie w Chrystusie. Jezus jest świętym namiotem, nad którym unosi się obłok obecności Boga, a „cień” jego okrywa także innych. W dzień Bożego Narodzenia pochylamy się właśnie nad tą tajemnicą, nad faktem, że Jego cień okrywa także innych, czyli nas.

To, co wydarzyło się w Betlejem jest początkiem tego, co dzieje się w naszym sercu. W kolekcie czytamy: Boże, Ty w przedziwny sposób stworzyłeś człowieka i w jeszcze cudowniejszy sposób odnowiłeś jego godność, daj nam uczestniczyć w Bóstwie Twojego Syna, który przyjął naszą ludzką naturę. Dzięki Wcieleniu możliwe jest dla nas uczestnictwo w Bóstwie Jezusa Chrystusa. Jest to tajemnica, która absolutnie przekracza granice naszych możliwości poznawczych, a zbliżyć się możemy do niej jednie przez wiarę.

Twój Bóg zaczął królować. Słowa proroka Izajasza z pierwszego czytania, mówią o naszym sercu, które jest celem Wcielenia. Wielokrotnie Ojcowie Kościoła powtarzali tę prawdę w prostej formule: Bóg stał się człowiekiem, aby człowiek mógł stać się bogiem. Nie dokonuje się to jednak automatycznie przez zetknięcie Bożej natury w ludzką. To, co wydarzyło się w Jezusie różni się od tego, co dzieje się w naszej duszy. Pięknie i celnie pisał o tym św. Augustyn: Bóg pragnie uczynić cię bogiem, ale nie przez naturę, tak jak miało to miejsce w przypadku Tego, którego zrodził, ale przez dar i usynowienie. Tak jak przez człowieczeństwo stał się On uczestnikiem naszej śmiertelności, tak poprzez wywyższenie uczyni nas uczestnikami Swojej nieśmiertelności. Dar usynowienia jest tym, co otrzymaliśmy wraz z Wcieleniem. Narodzenie Jezusa w Betlejem jest początkiem życia Bożego w naszym sercu.

O tej tajemnicy w piękny sposób opowiada dominikanin Jan Tauler w kazaniu na Boże Narodzenie. W dniu dzisiejszym święte Chrześcijaństwo wspomina trzy narodzenia, które każdego chrześcijanina powinny tak cieszyć i taka napawać radością, że w szczęsnym uniesieniu winien on wyskakiwać w górę i wykrzykiwać z miłości, wdzięczności i wewnętrznej rozkoszy. A kto nie odczuwa w sobie takiego przymusu, niech się zatrwoży. Z tych trzech narodzin pierwsze i najdoskonalsze jest narodzenie Jednorodzonego, Syna, którego Ojciec rodzi w tożsamości istoty, a odrębności Osób. Drugim dziś wspominanym – jest macierzyńska płodność, która stała się udziałem dziewiczej czystości i doskonałej nieskazitelności. Trzecie polega na tym, że Bóg codziennie i o każdej godzinie w rzeczywisty i duchowy sposób rodzi się przez łaską i miłość w każdej duszy dobrej.

Serce każdego chrześcijanina może stać się codziennie i o każdej godzinie miejscem, w którym rodzi się Bóg. Serce każdego chrześcijanina może stać się Namiotem Spotkania. Serce każdego chrześcijanina może stać się betlejemską stajnią.

Kosmiczna rewolucja

komentarz do Liturgii Godzin

FreskLiturgia Godzin jest wejściem w tajemnicę uświęcenia czasu. Czas ten nie jest jedynie czasem mierzonym przez zegarek. Być może coraz bardziej gubimy związek z czasem wyznaczanym przez przyrodę. Istnieją jednak takie miejsca na ziemi, gdzie przyroda nie daje o sobie zapomnieć. Dotkliwie doświadczamy tego w Petersburgu. Kiedy w hymnie podczas jutrzni w Adwencie modlimy się: dlatego światło poranka przenika serca weselem, zdajemy sobie sprawę, że wokół nie ma żadnego światła, nie ma żadnego poranka, a ciemności będą zalegały ziemię przynajmniej do godziny dziesiątej. Natomiast latem, kiedy w hymnie nieszporów niedzieli IV tygodnia czytamy: oto już gaśnie blask słoneczny, dlatego ześlij światło w serca, doskonale wiemy, że blask słoneczny zgaśnie dopiero około północy. Trzeba natomiast przyznać, że nigdzie nie czeka się tak na wiosnę jak w Petersburgu i nigdzie nie odczuwa się bardziej, co znaczy życie niż w tym „kamiennym mieście”.

Życie wyznaczane przez rytm przyrody mogło jednak stać się niewolą. W całym pogańskim świecie gwiazdy uchodziły za żywe istoty obdarzone rozumem i troszczące się o świat. Astrologia opanowała starożytnych i zgodnie z ich zapatrywaniami, los każdego człowieka zależał od gwiazdy, pod którą się urodził. Świadectwo tej zależności znajdujemy jeszcze u św. Augustyna. Przed swoim nawróceniem nie tylko był zwolennikiem astrologii, ale potrafił również sporządzać horoskopy. Bliscy starali się skłonić go do porzucenia tych „bredni”, jednak większy na mnie wywierała wpływ powaga autorów tych dzieł i ciągle nie znajdowałem dostatecznie mocnego i niewątpliwego dowodu na to, że trafne przepowiednie astrologów trzeba przypisać przypadkowi, a nie umiejętności czytania z gwiazd. Można powiedzieć, że Augustyn zmagał się z pytaniem, z którym nie mogą poradzić sobie do dzisiaj niektórzy z chrześcijan. Kto wyznacza rytm naszego życia?

W zmaganiu się z astrologią oczywiście musiał pojawić się argument Gwiazdy, która przywiodła magów do betlejemskiej groty. Obszernie na ten temat wypowiadają się Ojcowie Kościoła. Ostatniopapież Benedykt XVI przypomniała nam niektóre z argumentów w sporze z astrologami. Ojcowie Kościoła w tym wyjątkowym epizodzie, opowiedzianym przez św. Mateusza, widzieli swego rodzaju kosmologiczną «rewolucję», wywołaną przez przyjście na świat Syna Bożego. Podczas gdy teologia pogańska oddawała boską cześć żywiołom i siłom kosmosu, wiara chrześcijańska, wypełniając objawienie biblijne, wielbi jedynego Boga, Stwórcę i Pana całego wszechświata. Św. Grzegorza z Nazjanzu, mówił, że w chwili, w której trzej Królowie, prowadzeni przez gwiazdę, adorowali nowego Króla Chrystusa, nastąpił koniec astrologii, gdyż od tej pory gwiazdy poruszają się po orbitach wyznaczonych przez Chrystusa. Rzeczywiście w tej scenie jest odwrócone ówczesne pojmowanie świata, które w inny sposób na nowo dochodzi dzisiaj do głosu. To nie żywioły świata, prawa materii rządzą ostatecznie światem i człowiekiem, ale osobowy Bóg rządzi gwiazdami, czyli wszechświatem; prawa materii i ewolucji nie są ostateczną instancją, ale rozum, wola, miłość – Osoba. (Spe salvi 5). Tę „kosmiczną rewolucję” dokonaną przez Wcielenie Syna Bożego zauważa również św. Augustyn i po zmaganiach z argumentami astrologów, stwierdza: Nie wierzymy w zależność jakiegokolwiek człowieka od gwiazd. Tym bardziej nie wierzymy, aby układ gwiazd wyznaczał doczesne narodziny Tego, który jest odwiecznym Stwórcą i Panem wszystkich rzeczy. Gwiazda, którą widzieli magowie, nie rządziła Chrystusem narodzonym w ciele, ale dawała świadectwo. Nie dlatego Chrystus się narodził, że ona zaświeciła, ale dlatego ona zaświeciła, że Chrystus się narodził. Jeżeli można tak powiedzieć, nie gwiazda była fatum dla Chrystusa, ale Chrystus był fatum dla gwiazdy (Przeciw Faustowi, II 5).

Chrystus jest prawdziwym centrum Wszechświata, jak również jest centrum Liturgii. Jego, jako gwiazdę zapowiadali prorocy. Już Balaam prorokował: Widzę go, lecz jeszcze nie teraz, dostrzegam go, ale nie z bliska: wschodzi Gwiazda z Jakuba, a z Izraela podnosi się berło (Lb 24,17). W piękny sposób przedstawił to anonimowy autor fresku w katakumbach św. Pryscylli. Przedstawiając postać Madonny z Dzieciątkiem umieścił obok niej proroka (Balaama lub Izajasza), który wskazuje na gwiazdę znajdującą się nad głową Niewiasty. Od tego momentu rozpoczyna się czas Jezusa, Gwiazdy wschodzącej z Jakuba, który wyznacza rytm naszego życia. Liturgia Godzin wyznaczana przez czas przyrody, jest przede wszystkim wyznaczana przez czas Chrystusa, przez Jego pełnię czasu.

Ilustracja: Niewiasta z Dzieciątkiem, Katakumby św. Pryscylli, II wiek.

Zobacz także: Trzy Msze uroczystości Narodzenia Pańskiego

Zobacz także

Wojciech Surówka OP

Wojciech Surówka OP na Liturgia.pl

Ur. 1975, dominikanin, duszpasterz, dyrektor Instytutu Nauk Religijnych św. Tomasza z Akwinu w Kijowie.