Bóg wzięty na ręce

Nadal świętujemy narodzenie Pana, trwa w nas radość z tajemnicy Wcielenia, tego cudu miłości. To odmieniło nasze życie, na nowo stworzyło człowieka. W tym zaskakującym wydarzeniu Bóg ostatecznie i w pełni wypowiedział swoją miłość.

Dał nam swego Jednorodzonego Syna, byśmy mogli dostąpić wiecznego życia. Chrystus, przychodząc w ubóstwie i ciszy, do samego końca objawia nam, jakim jest Bogiem, jak blisko człowieka chce się znaleźć, jak bardzo zależy Mu na każdym z nas. Dzisiejsza liturgia przypomina, jak wiele się zmieniło wraz z przyjściem Jezusa: oto bowiem ciemności świata zostały rozproszone w sposób ostateczny i trwały, bo na ziemię zstąpiła prawdziwa Światłość, mająca moc wydobyć z człowieka ogrom dobra i urzeczywistnić je.

Symeon z Jezusem

Za cud Bożej miłości winniśmy uwielbienie i dziękczynienie dla Wszechmogącego i niewidzialnego Boga. Chrystus, który jest Światłością, zaprasza do tego, byśmy odtąd trwali w Jego miłości. Dzisiejsze czytanie z Pierwszego Listu św. Jana bardzo wyraźnie przypomina nam o potrzebie zakorzenienia w Chrystusie i w Jego miłości, o konieczności stawania w prawdzie na drodze do Boga. Potrzeba nam światła Chrystusa, abyśmy mogli rozpoznać cel naszego pielgrzymowania, byśmy nie pozostawali ślepi wobec Objawienia, które się dla nas i w nas dokonuje, ponieważ ciemności ustępują, a świeci już prawdziwa światłość (1 J 2,8). Miarą naszej przynależności do Boga jest miara doskonałości, jaka ma się w nas dokonywać każdego dnia z łaski i za sprawą Chrystusa. Chrystus swoją mocą jest w stanie przenikać wszystkie rzeczy tego świata, stwarzać je na nowo, czynić bardziej wyraźnymi i bardziej prawdziwymi, niż były dotąd.

Przypominamy sobie dzisiaj też inną prawdę o Jezusie: o Jego człowieczeństwie, które wybrał jako znak dla nas. Jako prawdziwy człowiek, Chrystus podlega bowiem prawu żydowskiemu. Przyniesiony zostaje przez Józefa i Maryję do świątyni jerozolimskiej, ponieważ wedle obowiązującego prawa każde dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu (Łk 2,23). Emmanuel – „Bóg z nami” – przyjął wszystko to, co było udziałem człowieka. Syn Boży, Wcielone Słowo, wyczekiwany przez wieki i upragniony od pokoleń – ten, w którym spełnia się obietnica Przymierza, jako sposób objawienia się światu wybiera drogę niepojętą i niezrozumiałą. Wbrew temu, czego się spodziewano, przychodzi bezbronny.

W świątyni czeka na Niego Symeon, człowiek święty. Ten, który zaufał Bogu i nie tracił wiary w Jego zapewnienie: że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego (Łk 2,26). To on za natchnieniem Ducha Świętego przybywa do świątyni po to, by dać świadectwo o Jezusie, by w dziecku rozpoznać Boga. By dotknąć obiecanego zbawienia. Wielkim paradoksem jest to, że gdy Symeon bierze w swoje ramiona Dziecię, to tak naprawdę sam zostaje przygarnięty przez Boga. Teraz może już spokojnie odejść z tego świata, z poczuciem wypełnienia misji, jaką Pan mu powierzył – ocalenia wierności. Symeon jest tym, który pokazuje nam, na czym polega droga ufności i cierpliwości w oczekiwaniu na Objawienie. To człowiek niezwykłej nadziei – podtrzymującej przy życiu, nadającej sens i przybliżającej do Światła. Prawy i pobożny – wyczekujący spotkania z Bogiem, potrafiący żyć obietnicą Pana. Obietnica ta stanowiła źródło jego wiary i jednocześnie cel drogi. Czekał na jej spełnienie bardzo długo i była to próba jego miłości, próba wytrwałości w przylgnięciu do Boga. Każdego dnia podejmował trud tego, by jeszcze raz zaufać, by na nowo uwierzyć w to, że Mesjasz się objawi, by z zaufania uczynić treść swego życia. Czuwał spokojnie, wrażliwy na natchnienia Bożego Ducha, gotowy na przyjęcie Mesjasza. Nie ma w nim niepokoju i gwałtowności, ale pełne miłości zawierzenie kochającemu Panu.

Nie pozwolił, by oczekiwanie zmieniło się w bierność, nie chciał się do niego przyzwyczaić, a jednocześnie czekanie na znak od Władcy nie było jedyną podstawą jego życia. Fundamentem stało się osobiste spotkanie z Panem – Jego obietnica, która zrodziła ożywczą tęsknotę, zdolną podtrzymywać nadzieję. Symeon prawdziwie rozpoznał Boga – rozpoznał nie tylko jako spełnienie swych oczekiwań, ale jako światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twojego, Izraela (Łk 2,32). I jest Symeon człowiekiem odważnym w przyjmowaniu i przekazywaniu Prawdy. Duch Boży dał mu poznanie tajemnic zbawienia: Oto ten przeznaczony jest na upadek i powstanie wielu w Izraelu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu (Łk 2,34-35).

Trzeba nam czerpać z odważnej nadziei Symeona, uczyć się otwartości na Objawienie, które się dokonuje; potrzeba, aby blask odwiecznego Słowa ożywiał w nas wrażliwość na natchnienia Ducha Świętego. Pobożny starzec ze świątyni Jerozolimskiej to ten, który daje świadectwo trwania, czuwania nie lękliwego i pełnego niepokoju, ale połączonego z pewnością, że obietnica się spełni, że spełnia się w każdej chwili, że Zbawienie jest blisko i że się nam udziela.

 

Zobacz także