Boga obchodzą nasze potrzeby

Słusznie wielowiekowa tradycja Kościoła widziała w dzisiejszej scenie zapowiedź Eucharystii, wyrażonej wiele wieków później w trafny sposób przez Tomasza z Akwinu: O święta Uczto, na której przyjmujemy Chrystusa odnawiamy pamięć Jego męki, duszę napełniamy łaską i otrzymujemy zadatek przyszłej chwały. 

Nic się nie zmieniło; ciało jest bolesne, jeść musi i oddychać powietrzem i spać; ma cienką skórę, a tuż pod nią krew; ma spory zasób zębów i paznokci; kości jego łamliwe, stawy rozciągliwe” („Tortury” Wisława Szymborska)
 

Słusznie wielowiekowa tradycja Kościoła widziała w dzisiejszej scenie zapowiedź Eucharystii, wyrażonej wiele wieków później w trafny sposób przez Tomasza z Akwinu: O święta Uczto, na której przyjmujemy Chrystusa odnawiamy pamięć Jego męki, duszę napełniamy łaską i otrzymujemy zadatek przyszłej chwały. Zobaczmy w niej jednak jeszcze inny wymiar, nazwijmy go „wymiarem ludzkim”. Oto Bóg zaspokaja potrzebę głodu swoich słuchaczy. Potrzebę prostą i podstawową. Czy na tej podstawie nie należałoby wysnuć wniosku o tym, że Bóg nie jest oddalony czy obojętny wobec naszych radości i zmartwień. Że nasze potrzeby, potrzeby nie tylko naszej duszy ale i naszego ciała stanowią przedmiot Bożej troski, mówiąc tak zwyczajnie, one Boga „obchodzą”. Czy wymowa tej Ewangelii nie kryje w sobie rozwinięcia faktu Wcielenia, że nie wolno za szybko przeskakiwać od tego co ziemskie i ludzkie, do tego co niebieskie i wieczne. Dominikanie to do znudzenia powtarzają – łaska buduje na naturze, co nie mniej i więcej znaczy tyle że tę naturę trzeba także w nas nieustannie ocalać.

Dla uzmysłowienia podam przykład, z życia Brata Alberta, Adama Chmielowskiego. To jest znana historia świętego, który pracował z ludźmi z marginesu. To jest dowód nie przez dyskurs ale przez wskazanie. Brat Albert pierwsze co robił ze spotkanymi biedakami, to zaczynał od dawania im śniadania. Tym właśnie poturbowanym i poranionym przez życie. Po co? No po to żeby ktoś nie pił naczczo… Pisał w swoim dzienniku – Dajemy tym ludziom jeść i to jest rodzaj przeciwdziałania, przeciwko porannej wódce. Tak właśnie. To zawstydzająca szkoła życia dla nas, bo kiedy spotykamy człowieka, który dotknął dna, na przykład dna alkoholizmu, to może nie warto głosić mu od razu rekolekcji, a najpierw zatroszczyć się jego wątrobę. A dopiero potem przyjdzie czas na inne, głowę, serce, także i duszę. Od tego trzeba zacząć. Najpierw trzeba dać człowiekowi jeść i pić, uratować mu życie, dać pracę, potem zacząć mu głosić rekolekcje… Nasza cielesność jest ważna.

Ewangelia o cudzie rozmnożenia to w końcu także inna ważna i często bagatelizowaną w naszym codziennym życiu wiarą prawda – Chleb jest przeznaczony do jedzenia, a nie do wpatrywania się w niego. Chrystus rozdaje go siedzącym tłumom, co przypomina, że to co pierwsze w Jego przesłaniu zamyka się w słowach „Bierzcie i jedzcie”, a nie: „Patrzcie, adorujcie”. Słusznie nauczeni dodajemy pośpiesznie, że powiedział także: „To czyńcie na moją pamiątkę”, co ma przypomnieć o konieczności wprowadzania Słowa w życie. Ale przyjęcie jest pierwsze. Bóg w tej Ewangelii jest hojny i nie skąpi. Wszyscy uczestnicy ewangelicznej sceny odchodzą nasyceni. Bóg daje wszystkim do sytości, to znaczy nie racjonuje porcji, nie wydziela, nie różnicuje odbiorców. To wszystko zupełnie inaczej, w odróżnieniu od nas którzy często własną wiedzą, umiejętnościami czy zwyczajną dobrocią dzielimy się ostrożnie i z namysłem, dbając o to by ktoś nie uzależnił się od nas, bądź my sami nie zostali zmuszeni do wzięcia odpowiedzialności wyższej niż przeciętna za zawiązane relacje. To jest Bogu obce. Przejmująco pisał o tym von Balthazar w „Duchu Chrześcijańskim”: „Wszak to Bóg Ojciec rozdaje nam Eucharystycznego Syna, a Bóg Duch Święty sprawia, że niewysłowione pomnożenie jednokrotnego wydarzenia stale się powtarza. Przede wszystkim jednak Ten, który się oddał, zamordowany na krzyżu, wykrwawiony, poraniony, nie cofnie nigdy swego oddania się. Nigdy nie będzie scalał swych cząstek eucharystycznych, aby powstała całość. Jako zmartwychwstały żyje także w stanie oddania się i wykrwawienia”.

Jeśli z całych sił naszego serca przylgniemy do tego wstrząsającego cytatu, świadectwa wiary to da nam znać o sobie absolutna, pozbawiona wszelkich póz i udawania bezradność, bo bezradność okazuje się wtedy, gdy przywracane są właściwe proporcje człowiekowi i Bogu. I przyznamy, że to naprawdę wielka tajemnica wiary. I życia nam nie starczy żeby to zrozumieć. Obyśmy nie zatrzymali się tylko na jej niezwykłości i cudowności, a szukali tego co jest źródłem. Sensacja jest Ewangelii obca. Jezus natychmiast usuwa się na bok jak tylko spostrzegł gotowy do obwołania go królem tłum. Nie w sensacji tkwi siła tej sceny ale w fakcie tego że Ten Chleb nas trawi i doprowadza do tego, że coraz bardziej upodabniamy się do Tego który go rozdaje.

Roman Bielecki OP

Zobacz także