Botanika i zoologia, czyli papirus na pustyni, a gołąbek na ramieniu

Prof. Jerzy Manteuffel był prekursorem papirologii w tym kraju. Nie przepadał za nim prof. Krokiewicz, kiedy więc po wojnie obaj znaleźli się na Uniwersytecie Warszawskim, Krokiewicz nie chciał się zgodzić na obecność Manteuffla na filologii klasycznej. Papirus to roślina, argumentował, więc miejsce papirologii jest na wydziale biologii.

Istotnie, papirus jest rośliną, występującą w Egipcie, z której wykonywano materiał piśmienniczy, zwany również papirusem. Papirolodzy zajmują się badaniem tekstów greckich i rzymskich (i to niekoniecznie literackich), zachowanych na papirusach.

Rozmawiałem kiedyś z pewnym amerykańskim baptystą, który twierdził, że cały Pięcioksiąg jest dziełem Mojżesza, pisanym w czasie wędrówki Izraela przez pustynię. Zapytałem, na czym Mojżesz miałby spisywać święte księgi: Na papirusie, który produkowano tylko w Egipcie? Na pergaminie, którego wytwarzanie wymagało ogromu specjalistycznej pracy? A może na glinianych lub kamiennych tabliczkach, do przenoszenia których potrzebne byłyby odpowiednio przystosowane pojazdy? Amerykanin spojrzał na mnie zdumiony i powiedział: Skoro Bóg mógł zsyłać Izraelitom mannę z nieba, to mógł im też zesłać z nieba papirus, a nawet papier! Na ten argument odpowiedzi dać nie umiałem…

Na średniowiecznych wyobrażeniach świętych Ewangelistów możemy zobaczyć, że na ramieniu każdego z nich siedzi gołąb, wyobrażający Ducha Świętego, z dziobem w uchu Ewangelisty – dyktuje im, co mają napisać. Słowo po słowie.

Mam wrażenie, że takie podejście do Biblii, jak opisane powyżej, wciąż jest popularne. Niektórzy najchętniej przyjęliby, że Biblia po prostu spadła z nieba, od razu gotowa, od razu w całości, i najlepiej od razu na papierze, bo papirus zbyt kruchy. A skoro to niemożliwe, to nie ma innego wyjścia: Duch Święty dyktował każdemu autorowi słowo po słowie, co ma napisać – na tym przecież ma polegać biblijne natchnienie. Nawet czasami udało Mu się tak sformułować zdania, aby wydawało się, że dany autor lepiej lub gorzej władał np. greką. Przecież dla Boga nie ma nic niemożliwego, jak wszyscy – w tym i piszący te słowa – wierzymy.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.