Brewiarz świeckich, brewiarz zakonników

Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się takie samo: ta sama idea, ten sam zbiór modlitw, ta sama książka. Brewiarz. Odmawiają go zarówno świeccy, jak i zakonnicy. W dominikańskich klasztorach służewieckim i krakowskim coraz częściej pada pytanie o to, dlaczegoby więc - w ramach duszpasterstwa świeckich - nie połączyć modlitewnych wysiłków tak jednych, jak i drugich i nie odmawiać brewiarza wspólnie? Przede wszystkim dlatego, że przez takie praktyki niszczy się specyfikę powołania zarówno zakonników, jak i świeckich. Ale po kolei.

Najpierw słów kilka o modlitwie chórowej, którą dominikanie, jako nieliczni w Polsce zakonnicy odmawiają uroczyście: w stallach znajdujących się w kościele, śpiewając po łacinie chorał gregoriański, z odpowiednim porządkiem godności i obowiązków w chórze, włączając w to celebransa w dni wyższej rangi, wykorzystując kadzidło itp. Po każdych nieszporach odprawiają procesję do kaplic świętych: Matki Bożej, Dominika, Jacka czy Czesława (Wrocław). Świeccy o ile są w kościele mogą w nawie włączać się przez słuchanie, śledzenie czy medytowanie celebrowanej wyłącznie przez zakonników modlitwy. Jaki jest jej cel?

Jest nim przede wszystkim uświęcenie czasu. Sprawowana liturgia zabiera im czas po to, by oddać go (poświęcić) Panu Bogu. To bradzo proste, ale ważkie stwierdzenie, bo bez poświęcenia czasu nie można go uświęcić. Nie chodzi im o przerwę, którą zamiast spędzić na kawie, poświęcą pobożnym praktykom, o chwilę odpoczynku przed różnego rodzaju odmianami Dziennika TV. Celem poświęconego czasu jest celebrowanie bożych tajemnic w określonych porach dnia. W ten sposób święte treści wypełniają każdy kolejny dzień. Z biegiem lat przeżywanych w zakonie – uświęconych – sytuacja się odwraca: celem przeżywanego dnia, dzięki liturgii stają się boże tajemnice, a nie jakakolwiek inna praca. Pierwsze: poświęcić czas.

Powyższe stwierdzenie nie wystarcza, by pokazać różnicę pomiędzy rolą modlitwy chórowej zakonników, a modlitwą brewiarzową śieckich. Każdy, kto odmawia liturgię godzin, uświęca czas. Nawet jeśli robi to w sposób nieuroczysty i krótko. Pójdźmy więc dalej. Drugą cechą liturgii godzin celebrowanej przez zakonników jest oddanie Bogu chwały. Często pod tym truizmem nic się już nie kryje. A jednak! By oddać chwałę Bogu, najpierw trzeba jej doświadczyć, a potem ją wyrazić. Nie można tego zrobić niechlujnie, w sposób banalny czy błahy. Celebracja bez tego odniesienia jest kulturowym i niezrozumiałym rytuałem. Jeśli nie chodzi o wyrażenie boskiej chwały i przez to oddanie jej Bogu, to chodzi o ryty. Ryty mogą się zmieniać według upodobań zgromadzonych, według zmian zachodzących w kulturze, świadomości, teologii. Ale dostojność celebracji nie ma uzasadnienia w kulturze i świadomości współczesnych, tylko w bojaźni przed Bożą chwałą, która się przejawia od wieków w Kościele. (Bardziej współczesnym językiem można powiedzieć: w doświadczeniu Bożej obecności.) Zakonnicy, a szczególnie ci, którzy wywodzą się spośród kanoników regularnych lub kongregacji mniszych, żyją między innymi po to, by w bojaźni (szacunku i pokorze) chwałę Bogu oddawać. Ta rola wymaga już nie tylko czasu, ale pieczołowitego przygotowania, a nade wszystko uroczystego celebrowania liturgii. Drugie: uroczyście i w bojaźni oddawać Bogu chwałę.

I ostatni, trzeci, specyficzny rys zakonnego odmawiania brewiarza. Zakony i katedry biskupie były znakami ciągłości i stałości Kościoła. Przez tradycyjne i uroczyste formy liturgiczne zdawały się dowodzić, że mimo różnych zmian w świecie, społeczeństwie i kulturze Kościół trwa niezmiennie, rośnie budowany o dawne wzorce i sprawdzone metody. Zmiany nie dotykały tych zamkniętych struktur tak dotkliwie, jak innych obszarów ludzkiego życia. Tradycja w liturgii zakonnej i katedralnej w wyraźny sposób dochodziła do głosu. Nie była tylko formą pamięci o minionych pokoleniach chrześcijan, ale była włączeniem się w ich sposób myślenia, odczuwania, modlitwy. W liturgii katedr i zakonów chrześcijanie sprzed wieków wciąż żywo oddziaływali na sposób myślenia i działania Kościoła. Trzecie: wyrażać jedność Kościoła w historii.

Osoby świeckie żyją innym niż zakonnicy życiem. To oczywiste. Mniej oczywiste, a może trochę wstydliwe jest stwierdzenie, że z inną formą życia łączy się inna duchowość. Wbrew pozorom we współczesnym Kościele, a z pewnością pośród zakonników nie jest to popularne ujęcie kwestii. Może dlatego, że życie zakonników nie charakteryzuje się radykalnym zerwaniem ze świeckimi formami życia i spędzania czasu, a może dlatego, że dawne formy zakonnej obserwancji nie są dla nas zrozumiałe. Tak czy inaczej zakonnicy niechętnie podkreślają różnice pomiędzy nimi a świeckimi. Różnice są oczywiste: szybkie tempo życia, skupienie uwagi na zapewnieniu utrzymania sobie i rodzinie, laickie środowisko pracy, troska o dzieci itp., to rzeczy, o których zakonnicy nie mają pojęcia i pojęcia mieć nie muszą. Świeccy katolicy z trudem wykrawają czas na modlitwę, medytację i liturgię.

Skąd więc bierze się pomysł wspólnego uroczystego odmawiania godzin brewiarzowych? Czy nie jest to zupełne pomylenie środków duszpasterskich? Z pewnością większość zaangażowanych w życie duchowe świeckich oczekuje od zakonników nauki modlitwy. Co jednak da im nauka modlitwy nieadekwatnej do ich sposobu życia? Po co wprowadzać ludzi mających mało czasu w trudne, odległe im formy chorału gregoriańskiego, łaciny, archaicznego przekładu Biblii czy skomplikowanych form pobożności? Brewiarz dla świeckich – wzorem księży diecezjalnych – to godziny kanoniczne do odmówienia w czasie, który uda się im wygospodarować pomiędzy rozlicznymi obowiązkami. Nie wymaga się od nich ani śpiewu, ani uroczystego charakteru celebracji. Więcej, nie wymaga się celebracji w ogóle.

Owszem, jeśli znajdzie się grupa osób, która chce nauczyć się tradycyjnych form liturgicznych, należy poświęcić im czas i zaangażowanie: uczyć melodii, tłumaczyć znaczenie gestów i słów. Pod tym względem zarówno Wrocław, Warszawa i Kraków przedstawiają ciekawą ofertę duszpasterską. Nie ma co się łudzić, że drogę, którą bracia w zakonach pokonują latami, a często przez całe życie, osobom świeckim uda się pokonać na skróty. To ciężka praca, podczas której najpierw oswoją się z formą, nauczą się powtarzać dźwięki i gesty, będą coraz lepiej rozumieli podstawowy sens psalmów, później z czasem sens duchowy, kiedyś wreszcie forma przestanie skupiać ich uwagę i zaczną przeżywać Bożą chwałę.

Wprowadzenie osób świeckich do zakonnych stall, by uczestniczyły w modlitwie braci, to nie tylko błąd duszpasterski, ale precyzyjna metoda na uniemożliwienie spełnienia stawianych zakonnikom celów. W sytuacji, gdy zaprasza się osoby świeckie do stall, naturalną tendencją jest ułatwienie im wejścia w liturgię zakonną. W imię ułatwiania uszkadza się jej charakter. Rezygnuje się najpierw z łaciny, co pociąga wyrzucenie melodii antyfon i tych części officium, o których nie mamy wiedzy, jak należy je wykonać w języku polskim, rezygnuje się z trudnych form takich, jak responsoria prolixa czy procesje ze śpiewem antyfon. Po kilku zabiegach tego typu liturgia braci ani odpowiednio do ich powołania nie uświęca czasu, ani nie jest wyrazem wiary poprzednich pokoleń, ani nie odpowiada doksologicznemu charakterowi powołania zakonnego. I wszystko to w imię duszpasterstwa.

Magma, która powstaje dzięki takim pseudo-rozwiązaniom tworzy niejasną i nieprzejrzystą społeczność, w której od nikogo nie wymaga się wiele, a najmniej od zakonników. Kościół powstający na takim budyniowatym zrównaniu nie świadczy ani o tych, którzy odeszli, ani o chwale Tego, w którym wiecznie żyją. Może i miło jest, gdy do nielicznego chóru zakonników dołączają czysto śpiewające panny i kawalerowie, ale czy jest to właściwe zarówno dla panien i kawalerów, jak i zakonników?

Zobacz także

Tomasz Grabowski OP

Tomasz Grabowski OP na Liturgia.pl

Od początku zaangażowany w działalność Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego, w latach 2005-2010 jego dyrektor, a od przekształcenia w Fundację – prezes w latach 2010-2016. Od września 2016 r. prezes Wydawnictwa Polskiej Prowincji Zakonu Kaznodziejskiego „W drodze” w Poznaniu i stały współpracownik Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.