Być bliżej Ciebie chcę…

... czyli wspomnienie z Georgii i tęsknota za niebem

Najwyższy czas podzielić się tym, czego doświadczyłem podczas ostatniej wyprawy do USA. To był wyjazd na Południe, w miejsca, gdzie powstał śpiewnik Sacred Harp, gdzie coroczne zjazdy śpiewaków (tzw. Sacred Harp convention) mają tradycję sięgającą XIX wieku, a śpiew ma wyraźnie religijny charakter. Spróbuję coś więcej napisać o okolicznościach wyjazdu, a tymczasem garść obrazków z Hoboken w stanie Georgia. Kto ciekaw, może sobie poczytać o tym, co niektórzy nazywają stylem Hoboken. Zadziwiające, jak bardzo śpiew w Hoboken jest pieśnią korzeni, by użyć hasła jarosławskiego festiwalu. A propos, rodzina Lee z powodzeniem mogłaby wystąpić na festiwalu, gdyby nie to, że forma występowania wydaje się w ich wypadku niezbyt odpowiednia. Polecam stronę, która zawiera różnorodne materiały o śpiewaniu w Hoboken – i do czytania, i do słuchania, i do oglądania. Tymczasem moje osobiste wspomnienie.

Do Hoboken dotarliśmy pewnego piątkowego wieczoru. Była to daleka droga z metropolii na głuchą prowincję. Dom Davida i Kathy – liderów śpiewającej społeczności – okazał się tak gościnny, że od razu poczuliśmy się u siebie. Po kolacji nastąpiły krótkie rodzinne śpiewy i gawęda. Obecne były cztery pokolenia rodziny i bliscy krewni. Na przykładach mogliśmy się przekonać, czym się różni powszechny sposób śpiewania znanych nam pieśni od tego z hobokeńskich spotkań z Sacred Harp, a także od najbardziej ukochanego sposobu, w jaki śpiewa się w domach i w kościele. Najkrócej mówiąc: w Hoboken śpiewa się bardzo wolno i zdobnie, przy czym śpiew – by tak rzec – domowo-kościelny charakteryzuje się pewną rozlewnością; muzycznie mówiąc: niemal zanikiem miary taktu. Ze słów Davida zapamiętałem zachętę, żeby nie imitować innych, ale cenić sobie swój sposób śpiewania, właściwy dla własnej grupy, która spotyka się regularnie. Inne zapamiętane słowa brzmiały mniej więcej tak: Mogę mojemu tatusiowi i moim bliskim powiedzieć, że ich kocham, ale kiedy wspólnie śpiewamy, mówimy to sobie jeszcze lepiej i piękniej. Była też mowa o tym, co zrozumiałe tylko dla zżytych śpiewaków: o tym, co skrywa niuans głosu, uśmiech czy drobny gest.

Następnego dnia wieczorem było comiesięczne śpiewanie w auli szkoły podstawowej. Kiedy nadeszła moja kolej, poprowadziłem Nearer, My God, to Thee, znane dobrze jako Być bliżej Ciebie chcę. Chciałem usłyszeć, jak brzmi ta pieśń właśnie tam. Zbyt dobrze wiem, jak bardzo potrafi być sentymentalna i lukrowana. Prowadziłem w tamtejszym tempie, wolno, a w zasadzie patrzyłem z początku na Davida, który z pierwszego rzędu tenorów właściwie kierował całym spotkaniem. Jak to brzmi, można sprawdzić w zeszłorocznym nagraniu. Byłem do głębi serca poruszony – słowami, melodią, harmonią, brzmieniem głosów, poczuciem, że wiemy, o czym śpiewamy, przekonaniem o jedności w śpiewie. Jakby tego było mało, któryś ze śpiewaków wzniósł ręce w uniesieniu (rzecz, której na żadnych innych śpiewach Sacred Harp nie spotkałem), inny miał mokre oczy, a jeszcze inny wstał z przejęcia (też rzecz mi nieznana). W przerwie rozmawiałem z tym ostatnim śpiewakiem, dzieląc się swoim wzruszeniem. Wskazując w górę, powiedział: To Jemu trzeba dziękować i rozpłakał się. Uściskaliśmy się – baptysta z Południa i polski zakonnik.

Z Hoboken żegnaliśmy się wśród łez. Niedzielne śniadanie, poruszająca modlitwa przed nim, wesołe docinki starego dobrego małżeństwa, pieśń pożegnalna i uściski na ganku, słowa Davida: Jeśli nie spotkamy się po tej stronie rzeki, to mocno wierzę, że zobaczymy się na drugim brzegu.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Błażej Matusiak OP

Błażej Matusiak OP na Liturgia.pl

Obecnie w dominikańskim klasztorze w Pradze. Publikacje: Hildegarda z Bingen. Teologia muzyki (Kraków 2003); recenzje płytowe w Canorze, cykl audycji „Musica in Ecclesia” w Radiu Józef.