Być sercem w Kościele

sermonKomentarz do czytań na XXVI Niedzielę zwykłą roku B

Różnie w ciągu wieków interpretowano zdanie: Extra Ecclesiam salus nulla - poza Kościołem nie ma zbawienia. Najbardziej niebezpieczne, moim zdaniem, jest takie myślenie, które mówi nam, że wystarczy zapisać się do Kościoła, czyli ochrzcić się, a cała reszta już jest załatwiona.

Nic bardziej błędnego. Słowo „chrześcijanin” nie pochodzi od słowa „chrzest”, ale od słowa „Chrystus”. Zatem chrześcijanin, to tak naprawdę człowiek chrystusowy, a nie tylko ochrzczony. Prawdziwy chrześcijanin, to ktoś, kto trwa w relacji, w komunii z Chrystusem. I to nie zewnętrznie poprzez różne formy religijności i pobożne praktyki. Najważniejsze jest trwanie w miłości do innych ludzi, przyjaciół i nieprzyjaciół, moich rodaków i obcokrajowców, katolików, innowierców i ateistów, a zwłaszcza do wzgardzonych, bezbronnych i zagubionych. Nie jest możliwe bycie prawdziwym uczniem Chrystusa, jeśli nie kochamy szczerze innych ludzi i to bardzo konkretnie, czyniąc dobro tym, którzy aktualnie tego najbardziej potrzebują, niezależnie, czy są naszymi przyjaciółmi czy wrogami.

Podobno Jurij Gagarin, kiedy wrócił ze swojej wyprawy w kosmos, stwierdził, że Boga nie ma, bo Go w przestrzeni kosmicznej nie widział. Drogę do Boga nie mierzy się w kilometrach czy latach świetlnych, w ilości spełnieniu praktyk religijnych czy długości pacierzy. To droga w głąb, poprzez przeżywanie swojego życia, oddając je z miłości do innych. Tak żył i żyje Chrystus, a to On jest naszą Drogą do Boga, jedynym Pośrednikiem. Wczytując się w nauczanie św. Jana możemy to wyraźnie dostrzec: „Kto trwa w miłości, trwa w Bogu, bo Bóg jest miłością”. „Kto miłuje, ten zna Boga, a kto nie miłuje, nie zna Boga”.
 
Sobór Watykański w Konstytucji dogmatycznej o Kościele, wprost mówi, że „ Nie dostępuje zabawienia, choćby był wcielony do Kościoła , ten, kto nie trwając w miłości, pozostaje wprawdzie w łonie Kościoła ciałem, ale nie sercem” [KK 14].
Cóż zatem, czy Kościół nie jest nam potrzebny? Wystarczy czynić dobro? To, co daje nam Chrystus w Kościele, ma nam pomóc wzrastać w podobieństwie do Boga, ma nas uzdolnić do kochania, tak, jak nas Bóg ukochał. Łączymy się w komunii z Chrystusem, aby Jego moc była w nas i poprzez nas docierała do innych. Taka jest wola Boga, Jego zamysł realizowany w Kościele i poprzez Kościół. Głupotą byłoby mówienie: „Chrystus – tak, Kościół – nie”. Jednak, to, co ostatecznie czyni nas zjednoczonymi z Chrystusem, a więc – chrześcijanami, to nasza postawa czynnej miłości w relacjach z innymi. Karl Rahner mówił o anonimowych chrześcijanach, którzy poprzez dobroczynność są uczniami Jezusa, nawet o tym nie wiedząc. To jest tak, jak w opowieści Jezusa o sądzie w Ewangelii Mateusza: „Byłem głodny…, spragniony…, przybyszem…, nagi…, chory…, w więzieniu…, bo wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. Ci anonimowi chrześcijanie, według opisu św. Mateusza, będą bardzo zdziwieni. Oni po prostu czynili dobro, nie mijali obojętnie ludzi w potrzebie, przeżywali swoje życie w miłości i to bardzo konkretnej, codziennej, czasami bardzo prostej.
 
Można być fizycznie z dala od Kościoła i być blisko Chrystusa, a także można być mocno praktykującym katolikiem a z Chrystusem nie mieć nic wspólnego, a nawet więcej, można gorszyć innych swoim antyświadectwem, siejąc nienawiść i pogardzając innymi, tymi np., co nie chodzą do Kościoła lub robią dobre rzeczy bez współpracy z Kościołem. Po owocach poznajemy drzewo, a chrześcijaństwo po miłości bliźniego. Czasami warto uczyć się od „niedowiarków”, co to znaczy być chrześcijaninem, co to znaczy być po prostu człowiekiem, bo to chyba znaczy to samo. Niech dobro, czynione przez tych, którzy nie działają pod naszą banderą, nie tylko nas nie gorszy, pobudza do zazdrości i zawiści, ale niech nas bardziej cieszy, bo „kto trwa w miłości trwa w Bogu”. W końcu przecież o to nam wszystkim chodzi, żeby ludzie byli blisko Boga.
 
o. Marcin Mogielski OP

 

 

Zobacz także

Tomasz Dekert

Tomasz Dekert na Liturgia.pl

Urodzony w 1979 r., doktor religioznawstwa UJ, wykładowca w Instytucie Kulturoznawstwa Akademii Ignatianum w Krakowie. Główne zainteresowania: literatura judaizmu intertestamentalnego, historia i teologia wczesnego chrześcijaństwa, chrześcijańska literatura apokryficzna, antropologia kulturowa (a zwłaszcza możliwości jej zastosowania do poprzednio wymienionych dziedzin), języki starożytne. Autor książki „Teoria rekapitulacji Ireneusza z Lyonu w świetle starożytnych koncepcji na temat Adama” (WAM, Kraków 2007) i artykułów m.in. w „Teofilu”, „Studia Laurentiana” i „Studia Religiologica”. Mąż, ojciec czterech córek i dwóch synów.