Chorał jest śpiewem powszechnym – rozmowa z Marcinem Bornus-Szczycińskim

Dawną liturgię w takim natężeniu – nie jednorazową mszę czy nieszpory, co praktykowaliśmy często, ale cały tydzień bardzo jednolitej liturgii. W dodatku wziąłem udział w niektórych liturgiach tak uroczystych, jakich nigdy nie widziałem i nie spodziewałem się nawet, że takie w naszej tradycji katolickiej istnieją. To wszystko zostało perfekcyjnie przygotowane.

Jakie są Twoje wrażenia po zeszłorocznych warsztatach Ars Celebrandi? Odbywały się po raz pierwszy i według nowatorskiej formuły. Czy ona się sprawdziła?

Dawną liturgię w takim natężeniu – nie jednorazową mszę czy nieszpory, co praktykowaliśmy często, ale cały tydzień bardzo jednolitej liturgii. W dodatku wziąłem udział w niektórych liturgiach tak uroczystych, jakich nigdy nie widziałem i nie spodziewałem się nawet, że takie w naszej tradycji katolickiej istnieją. To wszystko zostało perfekcyjnie przygotowane.

Sama liczba uczestników wskazuje, że istnieje potrzeba nauczenia się tego rytu. Mnie osobiście zachwycił widok 25 księży – od neoprezbitera do prałata, w każdym wieku – którzy pragnęli uczyć się tego rytu, i to nie tylko od innych kapłanów, lecz także od ministrantów. Taki prosty znak pokory nie jest oczywistą sprawą. To piękni ludzie, wielką radością było na nich patrzeć i uczestniczyć w ich działaniach.

Wyjątkową cechą tych warsztatów jest to, że obejmują nie tylko naukę celebracji i ministrantury dla kapłanów i ministrantów, lecz także obszerną część muzyczną: warsztaty chorałowe i polifoniczne oraz organowe. Wszyscy ćwiczą to, co do nich należy, a następnie łączą siły na wspólnych celebracjach. Co się będzie działo w Licheniu od strony muzycznej?

Zwykle to w trakcie okazuje się, co jest najciekawsze. Planuje się najlepiej, jak można, według schematu kalendarza i stopnia uroczystości, i jest to bardzo skomplikowane. Chodzi o to, żeby muzyka nie odstawała od całości celebracji, nie była ich słabym punktem, lecz integralną częścią. Warsztaty muzyczne będą miały różny charakter zależnie od tego, dla kogo będą przeznaczone. Księża będą mogli rozwiązać wątpliwości dotyczące śpiewu kapłańskiego – służymy im pomocą w wyjaśnianiu szczegółów technicznych. Przede wszystkim zaś będziemy pracować ze scholami. Schole będą dwie: męska i żeńska. Wszystko jest tak zaplanowane, żeby w śpiewie gregoriańskim te schole się nie łączyły. Służą w codziennych, ale oddzielnych celebracjach, nie obserwują się nawzajem, nie porównują i nie krytykują. Mimo dużej liczby celebracji – bo jest wielu kapłanów, a nie ma wszak koncelebry – wszystko jest tak zaplanowane, żeby każdy uczestnik brał udział w tylko jednej mszy w ciągu dnia. Dodatkowo jeden dzień jest przeznaczony dla zespołu polifonicznego i ten zespół będzie mieszany.

Do kogo skierowane są warsztaty Ars Celebrandi? Czy zwykły wierny zainteresowany liturgią wyniesie z nich korzyść?

Każdy może przyjechać i skorzystać. Chorał gregoriański dawniej był wykonywany głównie przez osoby duchowne albo przynajmniej przygotowujące się do stanu duchownego; nie było to ograniczenie formalne, lecz taki był zwyczaj. Jednak niejako wbrew temu, co właśnie powiedziałem, jest on śpiewem powszechnym. Każdy ma do niego dostęp. Oczywiście jest on różny – istnieją różne stopnie włączania się czy wykształcenia – ale na tym polega tajemnica chorału, że w moim przekonaniu łączy on wszystkie poziomy przygotowania do śpiewu, tak że ci, którzy są bardzo zaawansowani, mogą śpiewać wspólnie z tymi, którzy dopiero zaczynają. Osoby początkujące, które nigdy z chorałem nie miały do czynienia, są jak najbardziej mile widziane. Notacja chorałowa jest logiczna, nieskomplikowana, łatwo ją wyjaśnić i każdy uczestnik pod wodzą kantorów może się włączyć w spójną całość. Ale także śpiewakom zaawansowanym gwarantujemy wykorzystanie ich umiejętności.

Obecnie istnieje kilka różniących się między sobą praktyk wykonawczych chorału, a warsztaty Ars Celebrandi są otwarte dla wszystkich. Jak planujecie zapewnić, aby wszyscy czuli się na nich dobrze?

Używamy najpopularniejszych nut śpiewu gregoriańskiego, czyli Liber usualis, księgi wydanej po raz pierwszy w 1903 roku. Uważamy, że ten zapis jest ważnym elementem tradycji ciągłej; w tej dzisiejszej formie już od ponad stu lat towarzyszy liturgii. Postanowiliśmy nut w żaden sposób nie zmieniać, czyli nie dopisywać żadnych pauz, żadnych przedłużeń, wynikających z nowszych badań nad historycznym kształtem tej muzyki. Respektujemy je w takiej formie, w jakiej są. Wypracowujemy taki sposób śpiewania chorału gregoriańskiego, który jest do zaakceptowania zarówno dla śpiewaków praktykujących chorał solesmeński, jak i tych, którzy poszukują rozwiązań bardziej historycznych czy związanych z żywą tradycją. W zeszłym roku się to powiodło, ten sposób śpiewania został zaakceptowany przez uczestników, i będziemy go kontynuować.

Jakimi słowami chciałbyś zachęcić do udziału w tegorocznych warsztatach liturgicznych Ars Celebrandi?

Dla tych, którzy z klasycznym rytem rzymskim stykają się po raz pierwszy, warsztaty Ars Celebrandi są jego dobrą wizytówką; będą mieli celebracje na tak wysokim poziomie, jaki rzadko można spotkać. Ale także osoby praktykujące ten ryt od dawna dowiedzą się w Licheniu wielu rzeczy i doznają radości uczestniczenia w tym przedsięwzięciu.


Z Marcinem Bornus–Szczycińskim, śpiewakiem, badaczem muzyki dawnej, pedagogiem, prowadzącym w ramach Ars Celebrandi warsztaty chorału gregoriańskiego, rozmawiała Dominika Krupińska.

 

Zobacz także