Chrzest Pański – objawienie Jezusowi jego duchowej tożsamości

A gdyby tak chociaż na chwilę zaprzestać teologicznych i skądinąd porywająch dywagacji o Chrzcie Pańskim, które idą gdzieś het od Ojców, gdyby dać sobie spokój z uwłaczającą prezentacją chrztu Jezusa jako przedstawienia, jakie wystawia Trójca dla zbudowania zgromadzonego ludu i po prostu starannie streścić ewangeliczny tekst?

W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. W chwili gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na Niego. A z nieba odezwał się głos: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”.(Mk 1.9 – 11)
 
Jak streścić ten zwięzły tekst, by niczego nie dodawać od siebie i niczego nie ujmować? O czym z typową dla siebie lakonicznością opowiada Marek?
 
Podczas chrztu w Jordanie Jezus od samego Boga dowiaduje się kim jest dla Jedynego: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie.
 
Tylko tyle i aż tyle! Jezus nie zyskuje świadomości tego, kim jest. Przeczucie swojej duchowej tożsamości – szczególnej relacji wiążącej Go z Bogiem – naszło Go w świątyni Jerozolimskiej dobrych kilkanaście lat temu, gdy uświadomił sobie, że nie jest biologicznym synem Józefa. Jak każde adoptowane dziecko musiał przejść kryzys tożsamości – kryzys zawsze dramatyczny. Optymalne jego przewyciężenie przez człowieka zawsze owocuje pogłębioną świadomością Boga jako tego, kto jest prawdziwym Ojcem. Z taką świadomością Jezus żyje lat osiemnaście. Po czym nad Jordanem sam Bóg objawia Mu jego tożsamość. Mówi Mu, kim jest dla Niego Jedynego Boga. Słyszy: jest Synem umiłowanym, w którym Ojciec ma upodobanie.
 
Dla dojrzałego człowieka przez fakt adopcji uwrażliwionego na sprawę swojej najgłębszej tożsamości, dla człowieka pobożnego o absolutnym religijnym słuchu, który w trudnym milczeniu rozwierającym się nad tajemnicą swego początku wyczuwa szczególną więź łączącą go z Bogiem, wreszcie dla prawowiernego Żyda, w krwi którego płynie prawda o jedyności Boga, usłyszane słowa są uszczęśliwiającym wstrząsem.
 

Niedziela Chrztu Pańskiego jest prawdziwie wielkim świętem dla każdego, kto rozumie powagę własnej tożsamości duchowej, dla każdego, kto serio walczy o jej rozpoznanie, kto w swoim i tym ziemskim, i duchowym życiu dotarł do prawdy o własnym powołaniu, kto doświadczył bólu świadomości odstąpienia od niego, zaburzenia swojej duchowej tożsamości. Święto takich jak Mojżesz, którzy lata żyli jakby rozpęknięci pomiędzy dwoma odmiennymi porządkami, święto wszystkich, którzy uczciwie poszukiwali prawdy, kim są, jakimi chce ich Bóg. Myślę, że jest to także święto wszystkich adoptowanych dzieci.

Z pewnością zaś jest to święto Jana Chrzciciela i święto wszystkich jemu podobnym, którzy rozpoznali, że w tym a tym czynie spełnia się ich misja, definitywnie realizuje się zadanie przez Boga zlecone. Przecież w momencie chrztu Jezusa posłannictwo Jana osiąga apogeum – pójdzie…żeby serca ojców nakłonić ku dzieciom. Czyż nie te słowa Boże unoszą się nad całym jego życiem, słowa dwukrotnie powtórzone przez proroka Malachiasza i archanioła Gabriela? Teraz jest świadkiem, jak serce Ojca skłania się ku Synowi. Czyż może zobaczyć, coś bardziej osobiście go uszczęśliwiającego? 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marian Grabowski

Marian Grabowski na Liturgia.pl

Dr hab. fizyki teoretycznej, profesor zwyczajny nauk humanistycznych. Kierownik Zakładu Filozofii Chrześcijańskiej Wydziału Teologicznego UMK w Toruniu. Zajmuje się aksjologią nauki, etyką, antropologią filozoficzną. Autor m.in. książek: "Historia upadku", "Pomazaniec. Przyczynek do chrystologii filozoficznej", "Podziw i zdumienie w matematyce i fizyce".