Ciasto

Pierwszy piątek miesiąca. W Kościele lokalnym wspomnienie własnych grzechów. Dzień dla wszystkich pobożnych poczciwców skrupulatnie prowadzących rachunek sumienia.

Instytucję pierwszego piątku miesiąca traktowałem przez palce, odkąd dotarło do mnie, że jestem katolikiem. Z szacunkiem wobec stojących bez szemrania w kolejce, z wyrozumiałością dla pobożnych życzeń, by schludnym sumieniem cieszyć Pana Jezusa.

A w obecnej mojej parafii w pierwszy piątek i msza pełna ludzi, i stroje prawie niedzielne, jakby i obiad wcale nie miał być bezmięsny. Zgromadzony w kościele, dobrze sobie znany lud patrzy z litością na każdego klękającego przy kratce, gdy na chwilę każdy ma przyzwolenie, by jawnie posiadać powszednie i niepowszednie grzechy. Z całym wstydem i skruchą, z poczuciem odpowiedzialności za społeczny czyn wiary.

Ale ja tu nie tylko o tym. Bo właśnie dziś zostałem obdarowany ciastem. Pierwszorzędny sernik. Cymes na dzień spowiedzi.

„Upiekłam, ale wiesz, dziś pierwszy piątek miesiąca, to tak pasuje”.

Serdeczne to zdanie niosłem na talerzu, kroiłem i smakowałem wraz z sernikiem. Bo skąd to pożenienie ciasta z piątkiem? I to tym pierwszym w miesiącu? Tu wzmożony dzień spowiedzi, a tu słodycz dla podniebienia. Pasuje jak piernik do wiatraka albo róża do kożucha.

Ale nie. Jedząc, poznałem, że konfesjonał ma jednak szczególny związek z tym sernikiem. Że w tym pierwszopiątkowym powiewie uroczystości, w tej świątecznej pokucie i w tym pieczeniu, smakowaniu ciasta na okoliczność wyznania win, jest prawdziwy aromat Ewangelii.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Mateusz Czarnecki

Absolwent Polonistyki UJ, zajmuje się redakcją książek. Mąż wspaniałej żony i tato czterech córek. Mieszka na wsi polskiej.