Cierpliwość i realizm

Poniedziałek XIII tygodnia zwykłego, lit. słowa: Rdz 18,16–33; Mt 8,18–22

Nie zniszczę przez wzgląd na tych dziesięciu (Rdz 18,32).

Jak łatwo „wyhandlować” u Boga miłosierdzie, jeśli znajdzie się choćby niewielkie dobro. Pan Jezus opowiedział w Ewangelii przypowieść o zasiewie, w której gospodarz, ze względu na ocalenie dobrego ziarna, nie pozwala zniszczyć chwastów przed żniwami. Jeżeli jest nawet niewiele dobra, Bóg stara się je pielęgnować i wzmacniać, aby wzrastało.

Wielka jest Jego nadzieja i ufność położona w człowieku. Niestety, w Sodomie, jak wiemy z dalszej historii, nie znalazło się nawet dziesięciu sprawiedliwych!

Taka sytuacja powinna wzbudzić naszą refleksję. Ogromne miłosierdzie Boga i Jego cierpliwość stają się często sposobnością do lekceważenia niebezpieczeństwa. Istnieje zdumiewająca nieodpowiedzialność ludzi wobec grożącej tragedii. Dzisiaj bardzo mocno narzuca się w kontekście Sodomy zagrożenie katastrofą ekologiczną i zupełnym brakiem poważnej refleksji całej społeczności ludzkiej na ten temat. Potworne szkody, jakie powstają codziennie na Ziemi, są przerażające, a świadomość tego jest, niestety, niewielka. Czy to wynik głupoty, czy braku odwagi poniesienia konsekwencji i koniecznej rezygnacji z dotychczasowego komfortu?

Podobna jest sytuacja w dziedzinie wychowawczej w wymiarze społecznym. Brak często podstawowej kultury, brak sztuki opanowywania własnych chęci i ograniczania własnych popędów, brak szacunku do drugiego człowieka. Brutalizm, chamstwo, wulgaryzm, seksizm… lansowane jako styl życia. O co chodzi? Tragedia wisi w powietrzu. Czy liczenie, że jakoś to będzie? Tak to dzisiaj wygląda. Zupełnie podobnie jak w Sodomie przed tragedią.

Na świecie jednak przecież o coś chodzi! Życie nie jest jedynie do przeżycia lepszego lub gorszego, bardziej lub mniej wygodnego. Ono jest etapem przed czymś o wiele poważniejszym. W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus wskazuje na powagę wyboru Jego i jego nauki wobec tego, co dzieje się na świecie. W obu przypadkach kandydatom na uczniów stawiane są duże wymagania. Pierwszy, uczony w Piśmie, słyszy zdanie o braku jakiegokolwiek zabezpieczenia materialnego na tej drodze. Nauka Ewangelii to nie spokojne studia dające potem awans absolwentowi, a z awansem także dobrą pracę i zarobek. To raczej los żołnierza, którego wojna może zaprowadzić w najtrudniejsze sytuacje. Tak było w życiu św. Pawła. Drugi kandydat na ucznia pragnie jedynie pójść „pogrzebać ojca”. Pewnie nie chodziło o fakt, że ojciec właśnie umarł, ale o sytuację spodziewanej niedługo śmierci. Wymaganie: Pójdź za Mną, a zostaw umarłym grzebanie ich umarłych! (Mt 8,22), brzmi surowo, bez miłosierdzia. Inaczej zachował się Eliasz, gdy Elizeusz chciał się pożegnać ze swymi rodzicami. Pan Jezus w tej odpowiedzi zawarł wymaganie, które wprost wypowiedział gdzie indziej: Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien (Mt 10,37). Sprawa królestwa Bożego jest wartością, której nie można w żaden sposób porównywać do trosk dotyczących tego świata, nawet jeżeli są to troski dla nas najważniejsze. Aby pójść za Chrystusem i stać się Jego uczniem, trzeba „opuścić wszystko”. Konkretnie oznacza to, że nic nie może być ważniejsze niż sprawa królestwa Bożego i miłość Chrystusa. Być może, brak takich zdecydowanych świadków wiary jest powodem braku poważnego traktowania wiary i jej wymagań?

Włodzimierz Zatorski OSB

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 4, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także