Cisza i ból

 

…Cierpienie

Czekam w ciemnościach. Kiedyś nadejdzie dzień także dla nas, kiedyś zniknie wszelka wątpliwość – nikt nas nie wyrzuci poza łono matki w chłód i ciemność, kiedyś i my zostaniemy zbawieni – my ostatni, ukryci, odarci z człowieczeństwa…

…Moja matka… Słyszę płacz dzieci – rodzą się tutaj – witane i oczekiwane, ale słyszę też ten drugi płacz – tych, które tutaj zabito. Błądzą korytarzami szukając swoich matek, swoich ojców, swoich braci i sióstr, na zawsze uwięzieni. Wołają. Kto ich usłyszy? Kto usłyszy mój płacz w ciemnościach? Jaką siłę może mieć urodzone w piątym miesiącu dziecko? Kto mnie odnajdzie w ciemnościach, uniesie ku sobie, przytuli, odegna chłód, który mnie otacza, który pragnie wessać mnie w siebie? Obmyje z krwi i ubierze w szatę świąteczną, szatę oczekiwania, szatę uroczystą? Jak wielka jest samotność porzuconego! Jak wielkie jest cierpienie tych, którym odmówiono człowieczeństwa!

Skazują nas i zabijają… Ale kto jest naszym sędzią? Gdzie jest nas oskarżyciel i gdzie jest nasz obrońca? Gdzie jest ława przysięgłych potwierdzająca zasadność wyroku? Któż się wyborni wobec sądu, jeśli my – najbardziej niewinni – nie możemy? Oskarżono nas o życie! Zarzucono nas wtargniecie w czyjąś prywatność bez aktu własności… A przecież ile bierzemy tyle dajemy: za życie – życie, za śmierć – śmierć.

Jest ranek. Oto pochylają się nade mną. Dłonie podnoszą mnie. Ale ja wiem, że jest już za późno. Teraz mogę odejść, teraz, kiedy i we mnie zobaczono człowieka…

Skazano mnie na śmierć jak zbrodniarza, rzucono na bok jak śmieć, jak odpad… a oto nagle stałem się dzieckiem. Bo żyję. Bo przeżyłem. Żyłem już wcześniej, ale nie zyskałem życia – a teraz okazało się, że próbowano mnie zabić! Oto lekarz zamiast zabiegu dokonał zbrodni – bo ja przeżyłem – pozostawiony sam kilka ciemnych godzin, owinięty w prześcieradło jak w śmiertelny całun.

I zmartwychwstanę…

Ale droga do zmartwychwstania wiedzie nas przez Otchłań…

 

Panie Jezu Chryste, Synu Boga żywego, zmiłuj się nad nami, grzesznymi…

 

***

„W 2010 roku Chłopczyk urodzony w 22. tygodniu ciąży zmarł na oddziale intensywnej opieki medycznej szpitala w Rossano (południowe Włochy). Dziecko było ofiarą późno terminowej aborcji. Jego matka, po raz pierwszy w ciąży, zdecydowała się na jej przerwanie po badaniach prenatalnych, których wyniki lekarz zinterpretował jako wskazujące na występowanie wady wrodzonej. Dziecko przeżyło aborcję i urodziło się żywe. Lekarze i personel medyczny pozostawili je, aby umarło. Następnego dnia chłopczyk został znaleziony żywy – kapelan szpitala zatrzymał się na krótką modlitwę za zmarłych przy malutkim ciałku zawiniętym w operacyjną chustę. Ku swojemu zaskoczeniu odkrył, że noworodek owinięty szpitalna chustą i własną pępowiną porusza się i oddycha. Kapelan natychmiast podniósł alarm. Wezwani lekarze błyskawicznie zorganizowali przewiezienie dziecka na specjalistyczny neonatologiczny oddział intensywnej terapii. Ratunek przyszedł jednak zbyt późno, dziecko zmarło. Sprawą zajęła się włoska policja. Pracownikom szpitala postawiono zarzut umyślnego zabójstwa. Włoskie prawo w określonych przypadkach zezwala na przerwanie ciąży, ale lekarze mają bezwzględny nakaz ratowania życia dziecka, które aborcję przeżyło.”

W wielu jednak krajach, także w Polsce, dzieciom, które przeżyją swoją aborcję, częstokroć nie udziela się żadnej pomocy, ale pozostawia na boku by umarły z zimna i głodu (zob. http://prawdaoaborcji.wordpress.com/2012/09/27/szpitalne-dzieciobojstwo/). Osobie skazanej na „indukcję” nie przysługują bowiem żadne, nawet najbardziej podstawowe prawa czy opieka. Jest w tym logiczna konsekwencja aborcji. Żaden lekarz, położna czy pielęgniarka asystująca przy „zabiegu” nie mogłaby normalnie funkcjonować, gdyby nie wytworzyła w sobie dystansu do tego, co robi albo w czym uczestniczy, oraz pewnego rodzaju nieczułości do „obiektu terminacji”. Dystans ten odnosi się też – czego często nie zauważają zwolennicy dziecka „tylko na życzenie” ze względu na „dobro kobiety” – nie tylko do dziecka, ale także i może przede wszystkim, do jego matki. Im bardziej lekarz jest wydoskonalony w aborcji, na tym mniejsze zrozumienie, troskę i pomoc może liczyć kobieta, która do niego przychodzi. Brak współczucia ze strony personelu medycznego z jakim spotykają się często kobiety roniące i rodzące martwe dzieci, jest w dużej mierze konsekwencją aborcji dokonanych przez inne kobiety. Jeśli wcześniej inna matka „wymagała” od lekarza aby spowodował „poronienie”, trudno oczekiwać, że pięć minut później on pochyli się z troską nad tą, która swoje dziecko utraciła. Jeśli wcześniej świadomie doprowadził do śmierci bezbronnej osoby, to fizyczne i psychiczne cierpienie jakiejś kobiety nie obudzą w nim współczucia. Inaczej musiałby żyć w permanentnej schizofrenii.

Nie można jednocześnie bronić praw jednych pozbawiając przy tym praw drugich. Nie można być za i przeciw życiu, tak jak nie można jednocześnie leczyć i zabijać. Trzeba w końcu wybrać. I przyjąć całościowe konsekwencje swojego wyboru.

Wolność bowiem nie polega na robieniu tego, czego się chce, ale na wolności ponoszenia konsekwencji swoich wyborów.

Czy jesteśmy gotowi żyć w świecie, w którym władzę oddamy śmierci? Dotknie się ona wszystkiego. Nie będzie dziedziny ani w naszym życiu, ani w naszych relacjach, na których ona nie położy swojej pieczęci. Zażąda od nas daniny życia, daniny z tego, co czyni nas ludźmi. Ogołoci nas z wszelkiej godności. A w końcu pozostawi tylko pustkę i rozpacz. I wieczne wygnanie.

„Dwie są bowiem drogi: życia i śmierci. I wielka jest różnica między nimi…”

 

 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.
Cisza i ból

Zobacz także

Agnieszka Myszewska-Dekert

Agnieszka Myszewska-Dekert na Liturgia.pl

Matka pięciorga dzieci. Z wykształcenia pedagog rodziny i katecheta. Pisze artykuły, tworzy opowieści a także chrześcijańskie midrasze. Zafascynowana Pismem Świętym jako żywym Słowem i Przestrzenią w której "żyjemy, poruszamy się i jesteśmy", stara się Je coraz bardziej poznawać i zgłębiać. Publikowała w kwartalniku eSPe i miesięczniku List. Autorka książek: "Modlitwa - nieustanna wymiana miłości" (Kraków, 2001) oraz "Cynamon i Marianna. Baśń inicjacyjna" (Kraków 2015).