Co zaśpiewać na Mszy? Uroczystość Narodzenia Pańskiego

Chodzę od kilku dni i myślę, czym by tu zaskoczyć siebie i innych i jakie cudowne, nowe kolędy zaproponować do zaśpiewania. A guzik.

Proponowałam w zeszłym roku. Proponuję dokładnie te same – Wśród nocnej ciszy, Z narodzenia Pana, Jezu, śliczny kwiecie, Pójdźmy wszyscy do stajenki, Bóg się rodzi. Dlatego, że Boże Narodzenie jest tylko raz w roku, a ja te kolędy właśnie lubię najbardziej. I jeszcze Jezus malusieńki, Bracia, patrzcie jeno, Dzisiaj w Betlejem, Ach, ubogi żłobie, Szczęśliwa kolebko….. mogę tak bardzo długo wymieniać. I w dodatku nie zamierzam wertować śpiewników w poszukiwaniu lokalizacji owych śpiewów. Są wszędzie. Na głosy, z solówkami, z partiami dla orkiestry, dla bębenków, w tysiącu możliwych wariacji.

Dzisiaj ma być o radości – bo tęsknoty adwentowe się wypełniły, mamy Zbawcę, którego nazwano Zwiastunem Bożych Zamiarów (Antyfona na wejście). Ma być o radości – bo ujrzały wszystkie krańce ziemi zbawienie przychodzące od Boga (Antyfona na komunię). Ma być o radości – bośmy są prości jak pasterze co pobiegli do żłóbka i prosto nam się cieszyć trzeba, choć może nie rozumiemy jak wielkiej tajemnicy jesteśmy uczestnikami. Bóg narodził się w Betlejem z Maryi Dziewicy. O tym trzeba śpiewać. Najlepiej tak jak śpiewa się w naszej parafii od zawsze, modlić się z ludźmi tak, jak oni lubią – żeby świątynie trzęsły się w posadach, a do nieba unosił się wielki głos radości.

W Boże Narodzenie nawet mój Tata, który już prawie z domu nie wychodzi ze względu na wiek i chorobę, każe się zaprowadzić do kościoła, bo – jak mówi – tylko raz w roku może pośpiewać na całe gardło o „pasterzach, co klękają i bydlętach śpiewających”, poczuć się częścią wielkiej wspólnoty i ucieszyć się tak zwyczajnie po ludzku, bez skomplikowanych teologicznych wywodów. Więc ja jestem z tej frakcji, która w Boże Narodzenie chce śpiewać utwory znane od dzieciństwa, pachnące choinką i piernikami, niezmienne, proste, moje.

Życzeń świątecznych czas. Wierzymy, że niedostępny, niewidzialny, niedotykalny nasz Bóg, objawił się z miłości w Swoim Synu, który zamieszkał wśród słabych, grzesznych ludzi, w ich ziemskiej rzeczywistości. Stał się dostępny, widzialny, bliski. Życzę, by wypowiadane „wierzę” w tę tajemnicę i obecność Boga z nami wyrażało się w prostej radości, w świadectwie życia, w świadomości bycia kochanym. Dobrego świętowania!

Link do repertuaru

PS. Udało nam się przeżyć koniec świata. Ale wobec uzasadnionych przeczuć, że przed nami jeszcze niejeden alarm, pozwolę sobie – niejako czując się wywołana do odpowiedzi przez mego znakomitego kolegę, Mateusza Solarza, w poprzednim komentarzu – zaproponować swój utwór na koniec świata. Mało liturgiczny, ale jakże wymowny. „To już jest koniec, nie ma już nic, jesteśmy wolni, możemy iść”. Coś tam jest jeszcze o robaczkach, czyli o Bożych stworzeniach, ale przesłanie refrenu najważniejsze. Czyli mój typ – Elektryczne Gitary, tak bardziej po polsku.

 

Zobacz także