Czuwając, z ufnością oczekujemy

Liturgia pierwszej niedzieli adwentu dotyka w swej tematyce spraw ostatecznych. Podobnie, jak w ciągu ostatnich dni, teksty przypominają o doczesnym końcu ludzkiego życia. Adwentowa myśl sięga jednak o krok dalej: zachęca do czujnego wyczekiwania Chrystusa. To jeszcze więcej, niż wizja końca czasów i królowania Chrystusa - odnajdujemy w niej także swoje miejsce.

*W Ewangelii Chrystus wzywa uczniów do czujności, aby dzień sądu nie zastał ich jak potrzask. Środkiem do celu ma być uwolnienie się od ociężałości serca: obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych. To właśnie zbytnia koncentracja na szarej codzienności lub nietrwałych przyjemnościach uśmierza naszą czujność: chrześcijańskie oczekiwanie, pełne nadziei, niecierpliwie wypatrujące powrotu Pana, który przecież odszedł tylko na chwilę. W prefacji usłyszymy: On ponownie przyjdzie w blasku swej chwały, aby nam udzielić obiecanych darów, których, czuwając, z ufnością oczekujemy (I prefacja adwentowa).

Tę samą myśl podejmuje formularz mszalny. Kolekta ewangelijny nakaz czujności odnosi do nas samych, stawiając nas poprzez modlitwę w samym centrum wydarzeń. Fundamentalne słowa Chrystusa modlitwa Kościoła przekłada na konkret, nie trywializując lecz krystalizując ich przesłanie. Poprzez dobre uczynki mamy się przygotować na paruzję – ponowne przyjście Chrystusa.

O dniu, który mamy przywitać w czujności czytamy w dzisiejszej Ewangelii: przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Kolekta zaś brzmi: Wszechmogący Boże, spraw, abyśmy przez dobre uczynki przygotowali się na spotkanie przychodzącego Chrystusa, a w dniu sądu, zaliczeni do Jego wybranych, mogli posiąść Królestwo niebieskie. Z przygotowaniem wiąże się więc stała postawa i przemiana serca wbrew światu. Choć ów dzień przyjdzie na wszystkich, tylko wybrani posiądą Królestwo niebieskie. Ci, których wybierze Chrystus – ci, którzy wybrali Chrystusa.

Czujnie oczekiwać Królestwa Bożego to w dzisiejszym świecie zawracać rzekę kijem. W ciągłym pośpiechu, zabieganiu, pogoni za milionem ważnych spraw może się wydawać, że nie dla każdego taka czujność jest dostępna. Ale wbrew pozorom nie jest to wymaganie ponad ludzkie siły. Pierwszym krokiem do spełnienia go jest modlitwa – regularna, wierna; osobista, ale przede wszystkim liturgiczna. W modlitwie nad darami słyszymy: Panie, nasz Boże, przyjmij te dary, które otrzymaliśmy dzięki Twojej dobroci, Ty nam je dałeś, abyśmy mogli odprawiać eucharystyczną Ofiarę, spraw, aby ona stała się dla nas zadatkiem wiecznego zbawienia (modlitwa nad darami). Bóg daje nam chleb i wino po to, abyśmy mogli sprawować Eucharystię. A tak łatwo przywłaszczyć sobie te dary, aby najpierw zaspokoić potrzeby doczesności. Kiedy jednak najpierw myślimy o sobie biorąc do ręki chleb lub patrząc na zegarek, darów i czasu dla Pana Boga może już nie wystarczyć.

Liturgia przedziwnie uczy nas Bożej logiki. Z niezwykłą delikatnością udowadnia, że im więcej czasu poświęcimy na modlitwę, tym więcej zyskamy go dla wszystkich innych ważnych spraw. Z Eucharystii wychodzimy bowiem przemienieni: Boże, nasz Ojcze, niech owocny będzie dla nas udział w tym Sakramencie, przez który nas, pielgrzymujących na ziemi, podtrzymujesz w drodze do nieba i uczysz całym sercem miłować to, co wieczne.

Cóż za przedziwna nauka, która wciąż na nowo napełnia serca nadzieją.

Michał Wsiołkowski

 

Zobacz także