Czy Kościół katolicki potrzebuje reformy?

W cieniu artykułów poświęconych wyborowi nowego przewodniczącego Episkopatu Polski umyka pytanie, czego od niego oczekują katolicy. Ale któż by miał to wiedzieć? Kto by tam pytał katolików o to, czego się spodziewają po nowym przewodniczącym, przecież wiadomo, że spodziewać się czegokolwiek nie warto. Wobec tego "na przekór myśli kilka".

Po pierwsze: medialnie, a to znaczy powszechnie, Kościół katolicki postrzega się jako organizację, której poglądy rozpięte są pomiędzy ideologią Radia Maryja a intelektualną papką Arki Noego. Z tym, że rozgłośnię przedstawia się jako głos dominujący. Katolik – znów w obrazie medialnym – to przeciwnik aborcji, in vitro i związków homoseksualnych plus kilku innych seksualnie zorientowanych zagadnień. Obraz to iście rozkoszny. Postępowy katolik, to ktoś, kto krytykuje naukę Kościoła w którymś z wymienionych punktów lub też krytyką miażdży struktury Kościoła w ogólności. Zaznaczę dla porządku, że powszechny opis Kościoła uważam za co najmniej nie grzeszący precyzją. Od wewnątrz sprawy wyglądają zgoła inaczej.

Po drugie: zmiany społeczne i gospodarcze w Polsce są faktem i nie da się zamieść pod dywan informacji o tym, że klasa średnia porzuca praktyki religijne, a co się z tym łączy, klasa uboższa porzuci je w ślad za bogatszymi. Wzorzec to iście europejski. Niestety od Stanów i Brazylii dzieli nas ocean, który w sposób nieuzasadniony w dobie globalnej wioski, stanowi dla światopoglądu barierę nie do przebycia. Dziw, że Wikingom się udało, a katolikom nie. Fakt pozostaje faktem, że obecnie rynek i powodzenie ekonomiczne jest głównym napędem zjawisk społecznych. Niewidzialna ręka rynku kieruje nie tylko wartością złotego (ręce spekulantów łatwiej złapać na gorącym uczynku) ale kształtuje osobowość i poglądy statystycznego Kowalskiego.

Nie dla wszystkich jest pewnie zrozumiała zawiła wolta, na którą sobie pozwalam. Przykład: rynek nie troszczy się o ciebie, musisz się sam zatroszczyć o siebie. Rynek wycenia twoją wartość na podstawie ciężaru portfela i zdolności, które portfel pozwalają obciążyć. Zrób wszystko, by portfel nabrał obłych i zarumienionych kształtów. Nie musi z ciebie wyjść prosię, wystarczy, że odetniesz te elementy światopoglądu, które rozpraszają twoją energię i uwagę. Skup się na portfelu! Ponownie zaznaczę: nie mam nic przeciwko ciężkim portfelom, a wolny rynek uważam za mechanizm sprawiedliwy i właściwy. Jedyne zastrzeżenie, jakie chciałbym tu zrobić jest takie, że ideę wolnego rynku przejmuję od Amerykanów, a więc jednego z najbardziej religijnych społeczeństw współczesnego świata.

Po trzecie: Benedykt XVI. Działania papieża mogą się podobać lub nie ale ignorować ich się nie powinno. Nie tylko dlatego, że byłoby to w złym tonie, ale przede wszystkim dlatego, że – jak wierzę – jego poczynania mają charakter prorocki. Rezygnując z mowy religijnie zabarwionej: działanie papieża jest oparte o solidną analizę sytuacji i zbudowaną w oparciu o nią skuteczną strategię. Jaka jest dominanta tejże strategi? Integracja wyznawców wokół tradycyjnie katolickich wartości, a więc stworzenie wyrazistej tożsamości wyznawców.

Co wynika ze złożenia powyższych trzech punktów i jak się one mają do wyboru przewodniczącego Episkopatu? Kościół jako taki nie wymaga reformy. Reformy wymaga jego działanie. Po pierwsze na polu układania ludziom w głowach. Po drugie w życiu publicznym. Po trzecie we wspólnocie wiernych.

Ad 1. Od kilku dobrych lat odnoszę wrażenie, że hierarchia kościelna nie przejmuje się za nadto tym, jak Kościół jest postrzegany. Poza wyjątkowymi posunięciami arcbpa Kazimierza Nycza, Fundacji św. Mikołaja i Gościa Niedzielnego nie znam żadnych kampanii społecznych, które miałyby pomóc ludziom i zmienić wizerunek Kościoła. Wtłoczenie Kościoła w sztucznie wypreparowaną dychotomię pomiędzy rozgłośnię a progresistów zdaje się w zasadzie nikogo nie razić. A mnie razi i po oczach bije. Gros katolików nie odnajduje się w żadnym z przeciwstawianych sobie obozów. Ale skąd o tym mają wiedzieć, jak im nikt tego nie powiedział? Skoro są zmuszeni opowiedzieć się po którejś z dwóch opcji, nie opowiadają się po żadnej, bo żadna z dwóch nie jest ich opcją. Pozostają niezaangażowani.

Ad 2. W sferze publicznej nie jest lepiej. Klasyczny model działania katolika w debacie politycznej polega na rozdzieraniu szat, a współcześnie koszuli. Rozdartych koszul widzieliśmy wiele. Gdy koszuli ktoś nie rozerwał, to katolik z niego żaden. Kompromis polityczny to zło, które katolikowi powinno być obmierzłe i ohydne. Dlatego wielu ze "światłych" ludzi w rozdartych koszulach się dąsa. Mają czyste sumienia, ale i głowy puste. Podobnie się sprawy mają z businessem. Powszechnie pokutuje przeświadczenie, że pieniądz to podejrzana sprawa. Lepiej, żeby katolicki interes był ubrany w rozciągnięty i wytarty sweter, niż w garnitur z metką Hugo Bossa. Nie wierzycie? Zajrzyjcie tu i ówdzie. Na palcach jednej i może pół ręki można policzyć sukcesy gospodarcze firm katolickich. Oczywiście na niebie kilka jaskółek krąży i tłuste muchy zjada. Pamiętam spotkanie z arcybiskupem Kazimierzem Nyczem, na którym zachęcał młodych polityków, działaczy społecznych i businessmanów do większego zaangażowania w życie publiczne. Mówił zrozumiale i jasno, lepiej niż niejeden spośród uczestników.

Ad 3. Wspólnota wyznawców to społeczność trudna, a życie w niej wymagające. Podstawowym problemem nie jest w niej życie moralne, ale życie wierne. Drobna acz ważka to różnica. Moralnym można być i bez religii. Wiernym Bogu przez moralność być można tylko, gdy się wierzy. Wzmacnianie wiary nie odbywa się wyłącznie intelektualnie (a nawet tego aspektu współcześnie nie ceni się zbytnio). Wiarę kształtuje również doświadczenie. W Kościele katolickim liturgia jest właściwą przestrzenią dla rozwijania doświadczenia. Zaniedbania w tej dziedzinie są ogromne. Dlatego dobrze wspominam msze odprawiane przez arcybiskupa Kazimierza Nycza, podczas których z szacunkiem i oddaniem sprawował święte obrzędy.

W tych trzech dziedzinach przyda się reforma. Gdyby ktoś mnie pytał, wiem, kogo chętnie bym widział jako lidera Episkopatu. Pewnie też już wiecie.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Tomasz Grabowski OP

Tomasz Grabowski OP na Liturgia.pl

Od początku zaangażowany w działalność Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego, w latach 2005-2010 jego dyrektor, a od przekształcenia w Fundację – prezes w latach 2010-2016. Od września 2016 r. prezes Wydawnictwa Polskiej Prowincji Zakonu Kaznodziejskiego „W drodze” w Poznaniu i stały współpracownik Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.