Czy bogowie są (nie)śmiertelni?

Wspominałem jakiś czas temu, że często ostatnio słucham „Eddy poetyckiej”, zwanej też „Eddą starszą”, a przede wszystkim najciekawszej pieśni spośród zawartych w niej: Völuspy. Ciekawy to poemat, dający ogólny zarys nordyckiej mitologii od początków świata aż do jego końca. A mitologia także ciekawa, gdyż bogowie w niej są śmiertelni. (Jedyna taka znana mi mitologia – może ktoś zna inną, spoza Europy?) Jak już wspominaliśmy z Tomkiem Dekertem w komentarzowej rozmowie do innego wpisu, tekst Völuspy ma w sobie niezwykłą moc, poetycką gwałtowność przeszywającą aż do szpiku kości czytelnika, którego nie przerażają zawarte w niej obrazy.

Śmiertelni bogowie. Pismo rzadko mówi o Bogu jako o nieśmiertelnym; pojawia się to określenie dopiero w greckich tekstach biblijnych, tzn. w Księdze Mądrości i niektórych listach św. Pawła. Dwa są tam słowa na nieśmiertelność: athanasiaaphtharsia. To drugie tak naprawdę nie ma nic ze śmiertelnością wspólnego, filologicznie, bo oznacza raczej niezniszczalność. Pochodzi od czasownika phtheiro (częściej używano od niego złożenia, diaphtheiro), który znaczy ‘niszczyć’, do którego dodano tzw. alpha privativum, czyli, doslownie, „alfa pozbawiające” [znaczenia wyraz po nim następujący]. Tak samo w athanasiathanatos, śmierć; athanatos ho thanatos, mówili Grecy. (Myślę, że po powyższych wywodach tłumaczyć tego nie trzeba; ho to rodzajnik.)

Ale jest inne jeszcze greckie słowo, które oznacza nieśmiertelność, a sam jego dźwięk daje niesłychaną przyjemność lingwistyczną (jeśli ktoś wierzy w teorię estetyki lingwistycznej i powiązania znaczenia słowa z jego dźwiękiem; ja wierzę): ambrosia. Kojarzy się głównie z pokarmem bogów, który przecież zapewniał im właśnie nieśmiertelność. (Wprawdzie Cyceron gdzieś pisze, że bogowie czerpali życie ze składanych im ofiar zwierzęcych, ale to zupełna głupota.) Ambrosia jest pokrewna z polską martwotą, chociaż pewnie tego nie widać. ‘A’ jest, oczywiście, zaprzeczeniem; co mamy dalej? W poezji greckiej pojawia się przymiotnik brotos, który oznacza śmiertelnego człowieka, a pochodzi z wcześniejszej formy *mbrotos, która z kolei pochodzi z *mrotos. Połączenie ‘mb’, bardzo eufoniczne, pojawia się w różnych językach, miłośnicy Quendich coś o tym wiedzą. W grece ‚b’ weszło między ‚m’ i ‚r’, i zachowało się, jeśli przed taką zbitką pojawiła się samogłoska – jak w ambrosia. A od rdzenia *mrot- mamy w łacinie mort-, jak mors, mortis, czy polskie martwy.

Żeby było jeszcze ciekawiej: nie-śmiertelny także dokładnie odwzorowuje grecką ambrozję. Nasze ‘nie’ i greckie ‘a’ przeczące powstały z tego samego, tzn. z ‘n’. (Powinno pod tym ‘n’ być takie kółeczko, na oznaczenie sonantu, z którego może powstać samogłoska, ale chyba się nie da wstawić.) Co więcej, z tego ‘n’ pochodzi też łacińskie ‘in-’, jak w in-mortalis (> immortalis). Ten sam sposób mówienia o nieśmiertelności – zawsze przez zaprzeczenie. Czy da się inaczej? Ktoś ma pomysł? (Z owego ‘n’ pochodzi też germańskie un-, on-, ó-, ú-, czy celtyckie in-, an-.) I chodzi o nieśmiertelność, a nie o wieczność, to zupełnie różne pojęcia. Nieśmiertelność jest sobie w stanie człowiek wyobrazić, wieczności – już nie.

Śmiertelni bogowie z „Eddy” dbali jednak o młodość: jedli jabłka, których strzegła bogini Idun (jej imię znaczy ‘odmłodzicielka’). Niemały był kłopot, kiedy olbrzym Thjazi porwał Idun – bogini Freya ze zgrozą zauważyła u siebie pierwszy siwy włos. Ale wszystko dobrze się skończyło, Idun wróciła do Asgardu, siedziby bogów, którzy mogli się cieszyć swą młodością – do czasu.  Heim ríð þú, Óðinn, ok ver hróðigr! Do domu jedź, Odynie, i ciesz się – mówi inna volwa – dopóki Ragnarök (czyli Koniec) nie nadejdzie, a z nim ruina.

Jak napisał kiedyś Tolkien: „Władca Pierścieni” jest opowieścią o śmierci, i o pragnieniu nieśmiertelności. Jako że wiosna przypomina o przemijaniu i śmierci, warto nad tym pomyśleć. I zajrzeć do "Eddy", bo warto.

P.S. Skorzystam z przysługującego mi prawa: Ponieważ wpis jest o filologii, proszę o komentarze filologiczne tylko! I proszę pamiętać, że mitologia (zwłaszcza porównawcza) jest bardzo silnie związana z filologią.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.