Czy my jesteśmy z Nim?

Boże Narodzenie, Msza w dzień, liturgia słowa: Iz 52,7–10; Ps 98(97),1.2–3ab.3cd–4.5–6 Hbr 1,1–6 J 1,1–18

Pewna Żydówka przyszła ze swoim synkiem do rabbiego, aby go oddać na nauki. Mistrz zaraz na wstępie zagadnął malca: „Dam ci, chłopcze, złotego guldena, jeżeli mi powiesz, gdzie mieszka Bóg”. „A ja dam ci dwa – odpowiedział malec – jeżeli mi powiesz, gdzie On nie mieszka”.

Ta piękna anegdota ukazuje wspaniale tajemnicę o Bożej wszechobecności. Bóg jest obecny wszędzie. On jako Stwórca przenika i podtrzymuje wszystko w istnieniu. Gdyby przestał, rozpadłoby się w niebyt. Jest to prawda, którą może wypowiedzieć nie tylko chrześcijanin, ale także żyd, mahometanin, hindus itd. Dzisiejsza uroczystość mówi jednak coś więcej: Bóg zamieszkał na ziemi i stał się Człowiekiem!

Dlaczego potrzebne było, aby się wcielił? Co Go do tego skłoniło i co to wcielenie dla nas znaczy?

Czytamy w dzisiejszej Ewangelii: W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła (J 1,4n). Przez swoje przyjście chciał nas oczyścić z ciemności grzechu i wprowadzić w życie. Inaczej mówiąc, Bóg podjął w ten sposób problem zła, jakie istnieje na świecie. Ten problem, niestety, często powoduje kryzys wiary, a nawet zwątpienie u ludzi bardziej wrażliwych na zło. Mówią oni: „Jeżeli Bóg jest wszędzie i nic nie może się dziać bez Jego zgody, to dlaczego jest tyle zła na świecie!?”. Odpowiada na to pytanie inna anegdota.

Kiedyś mężczyzna, widząc nieszczęście głodnego, żebrzącego dziecka, wołał w modlitwie do Boga: Panie, jak możesz do czegoś takiego dopuścić? Co robisz, aby nie było takich tragedii? W nocy podczas snu Bóg przemówił do niego: „Stworzyłem ciebie!”.

Ta mądra anegdota pokazuje, że Bóg nie chce wszystkiego za nas robić – stworzył nas po to, byśmy z Nim współdziałali; jesteśmy Jego sługami w zaradzaniu potrzebom pojawiającym się w życiu. Bóg nie chce nam narzucić zbawienia, uwolnienia od zła – bez naszej woli i naszego udziału. Gdyby to zrobił, tym samym odebrałby nam wolność, największą wartość, jaką zostaliśmy przez Niego obdarowani. Zamiast partnerami, bylibyśmy Jego niewolnikami.

Ale On nie tylko wskazuje drogę zbawienia i mówi, co mamy robić, ale sam staje się jednym z nas w walce ze złem! Dlatego opowiada się po stronie człowieka pokrzywdzonego, ubogiego, słabego. W odpowiedzi na pytanie o Jego rolę wobec zła na świecie, staje jako Człowiek, słaby i ubogi, po stronie dobra. Przyjmuje na siebie cały ciężar zła i grzechu, aby na krzyżu je pokonać. W ten sposób nie odbiera nam wolności. Wzywa, ale nie narzuca, wzywa do tego, abyśmy poszli Jego drogą. Stając się Człowiekiem, stał się bratem wszystkich ludzi. Ubogie warunki Jego narodzenia powodują, że szczególnie bliski jest biednym, odrzuconym i prześladowanym. Pamiętamy, że później powie: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili (Mt 25,40).

Radość z narodzenia Pańskiego wpierw bierze się stąd, że stał się On naszym bratem i domownikiem. Znaczy to, że każdy człowiek jest Jego bratem, szczególnie ten najmniejszy i ubogi! W tym dniu musimy pamiętać, że ta prawda odnosi się przede wszystkim do dzieci poczętych, bo one są najmniejsze i najbardziej bezbronne. Chrystus przez swoje narodzenie całkowicie staje po ich stronie. Bóg nie jest już jedynie Bogiem wszystkiego, ale jest Emanuelem, Bogiem z nami. A dokładniej – z tymi, którzy wprowadzają pokój, z cierpiącymi prześladowania dla sprawiedliwości, płaczącymi, ubogimi… Ale ten fakt stawia nas wobec pytania: czy my jesteśmy z Nim? Przy czym pytanie to nie odnosi się do naszych ideowych wyborów, ale do konkretnych postaw. Tak jak On stał się naszym bratem przez Wcielenie, tak i my przez nasze czyny naprawdę stajemy się Jego braćmi i siostrami lub nie. Dopiero komunia z braćmi przynosi nam pełnię radości czerpaną z dzisiejszego święta.

Włodzimierz Zatorski OSB

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 1, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także