Czy szata zdobi kapłana?

Niestety mistagogia, czyli wtajemniczenie, jest praktyką bardzo zaniedbaną w Kościele zachodnim. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa i jeszcze jakiś czas potem, dominującą taktyką duszpasterską, jaką stosowano w Kościele, szczególnie w sferze życia sakramentalnego, było przede wszystkim nieustanne wtajemniczanie w ryty i symbole wiary.

Niestety mistagogia, czyli wtajemniczenie, jest praktyką bardzo zaniedbaną w Kościele zachodnim. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa i jeszcze jakiś czas potem, dominującą taktyką duszpasterską, jaką stosowano w Kościele, szczególnie w sferze życia sakramentalnego, było przede wszystkim nieustanne wtajemniczanie w ryty i symbole wiary.

Rafał Korona: Czym jest liturgia, Ojcze?

Paweł Gużyński OP: Wychodząc od znaczenia samego terminu „liturgia” należy powiedzieć, że jest to publiczne sprawowanie kultu Bożego dla duchowego pożytku ludzi. Liturgia tworzy uprzywilejowaną przestrzeń bezpośredniego i pewnego kontaktu z Bogiem.

Dlaczego liturgia posługuje się symbolami?

J.E. Millais, Chrystus w domu rodzicówPosługiwanie się symbolami to najbardziej adekwatny sposób, przybliżania człowiekowi sacrum Boga. Współcześni ludzie używając słowa „symbol” mają na myśli jakąś zastępczą, wręcz trefną rzeczywistość, mówią na przykład: napij się tylko troszeczkę, tak symbolicznie. Posługują się tym słowemznaczeniu określającym jakiś surogat rzeczywistości, a to z pojęciem symbolu par excellence nie ma nic wspólnego. Symbol w sensie istotnym jest czymś, co pozwala nam wejść w kontakt z tymi rzeczywistościami, które nie są dostępne wprost dlatego, że są niewyrażalne, niepojęte, często niematerialne. Takim, bodaj najbliższym dla nas przykładem jest nasze własne ciało – ono jest symbolem naszej osoby. Nasze ciało pozwala wejść w kontakt z tym, co jest niewidzialne, bo istota każdego z nas, nasza osobowość, to dzięki czemu jesteśmy tym kimś właśnie, a nie kimś innym, jest przecież wprost niedostępne, niewidzialne. Dlatego, jeżeli mówimy o rzeczywistościach świętych, o Bogu, który jest niewidzialny i niepojmowalny, symbole są absolutnie niezbędne. Dramatem współczesności jest to, że ludzie stracili umiejętność poznawania rzeczywistości za pomocą symboli; zaczęło liczyć się tylko to, co empiryczne, w dodatku w oświeceniowym tego słowa znaczeniu. To dramat, bo redukujemy rzeczywistość tylko i wyłącznie do tego, co można zjeść, posmakować, zmierzyć, zważyć… Natomiast rzeczywistość jest bardziej złożona, jej nieempiryczne sfery są wyrażane i opisywane zawsze poprzez symbole. Dla przykładu miłość dlatego, że jest rzeczywistością duchową oraz niepojmowalną, wyraża się ją i doświadcza się jej przede wszystkim za pomocą symboli. Mężczyzna zakochany ofiaruje kobiecie kwiaty lub posługuje się innego rodzaju symbolami, aby zakomunikować ukochanej: „Słuchaj, to co mam ci do przekazania jest niewyrażalne. Choćbym nie wiem jakich słów użył, to nie jestem w stanie wypowiedzieć tego, co łączy mnie w tym momencie z tobą”. Jeśli potem zawierają małżeństwo, to pojawiają się kolejne symbole: obrączki, suknia ślubna itd. Jeżeli chcemy uczestniczyć w liturgii, to nie obejdziemy się bez symboli, które pozwalają nam wejść w rzeczywisty kontakt z tym, co najbardziej niepojęte, czyli sacrum Boga.

Jeśli symbole mają odwoływać się do rzeczywistości niematerialnej, sakralnej – wydaje się, że nie zawsze tak było. Na przykład szaty liturgiczne – dzisiaj wyraźnie odstają od ubioru laikatu. W przeszłości działo się tak w dużo mniejszym stopniu, gdyż Kościół wzorował się na stroju rzymskim, czyli czerpano inspirację przy tworzeniu szat ze stroju świeckiego.

Benedykt XVI i rabin Arthur SchneierNiekoniecznie, bo liturgię kształtowały nie tylko wpływy rzymskie, początkowo również żydowskie. Liturgia chrześcijańska rodzi się w Jerozolimie, jest przedłużeniem liturgii żydowskich. Mircea Eliade – jeden z największych filozofów religii – powiedziałby, że chrześcijaństwo dokonało rewaloryzacji symboli Starego Testamentu. I więcej jeszcze, ono wchłania w siebie wszystkie naturalne symbole, które do tej pory funkcjonowały w przestrzeni sacrum i przez rewaloryzację nadaje im nowe, własne znaczenie. Natomiast oczywiście, pewne stroje wzięły się z rzeczywistości codziennej, ale przez fakt użycia ich w liturgii zostały uświęcone, a więc automatycznie wyłączone z przestrzeni profanum. Tym samym stały się szczególne i uroczyste, tak samo, jak stało się to z budynkami pierwotnie świeckich bazylik. Jedną z najbardziej podstawowych form poznawczych, jakie stosujemy wobec rzeczywistości, to dzielenie jej na sacrum i profanum. Nawet zdeklarowani ateiści, którzy wyrzekają się Pana Boga wszem i wobec, najczęściej sami nie wiedząc o tym, używają tego rozróżnienia. Dzieje się tak, chociażby wtedy, gdy mówią, że: wszystkie ulice tego świata są takie same, z wyjątkiem tej, na której spotkali swoją ukochaną. Zatem dzielą rzeczywistości na to, co zwyczajne i to, co szczególne.

Strój liturgiczny prezbitera dzisiaj raczej nikogo nie zaskakuje, choć pewnie wiele osób nie wie, co symbolizują alba, stuła czy ornat. Jakie jest znaczenie tych podstawowych szat liturgicznych?

Św. WawrzyniecChciałbym uniknąć w tym momencie udzielenia wyjaśnienia w formie podania definicji typu: alba jest białym strojem oznaczającym czystość, dziewiczość itd., bo taka definicja człowiekowi współczesnemu niczego nie wyjaśni, gdyż potraktuje ją jako przykład li tylko przez kogoś ustalonej konwencji. Symbol nie jest konwencjonalny, tylko naturalny. Problem polega na tym, o czym mówiłem wcześniej: na umiejętności czytania symboli, obcowania z nimi, poznawania i docieranie do tej sfery rzeczywistości, z którą symbol chce nas połączyć. Na przykład, jeśli chcemy powiedzieć coś o wymowie ornatu w kolorze czerwonym, to będziemy musieli przynajmniej porozmawiać o Duchu Świętym, o męczennikach, o apostołach, gdyż czerwień ma bardzo wiele odcieni i bardzo wiele znaczeń. Za każdym razem spojrzenie na ten symbol pod innym kątem będzie nam coś innego opowiadało, ponieważ symbol jest wielowarstwowy. Jeżeli sięga się do rzeczywistości nadprzyrodzonej, wiecznej, która jest niepojmowalna, to symbol, który wskazuje na tę rzeczywistość, jest również niewyczerpywalny. Niestety mistagogia, czyli wtajemniczenie, jest praktyką bardzo zaniedbaną w Kościele zachodnim. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa i jeszcze jakiś czas potem, dominującą taktyką duszpasterską stosowaną przez Kościół, szczególnie w sferze życia sakramentalnego, było przede wszystkim nieustanne wtajemniczanie w ryty i symbole wiary. Nie tylko wyjaśnianie znaczenia, gdyż to byłoby za mało. Co innego jest wiedzieć, że kolor czerwony oznacza na przykład krew męczenników, a co innego, uczestnicząc w tym symbolu, dotrzeć do smaku i zapachu tej krwi, a na to właśnie pozwala symbol. Od samego początku o Eucharystii mówiono „symbol”, a dzisiaj trzeba mówić, że jest to „realny symbol” albo „prawdziwy symbol”.

Co powiedzieć osobie niewtajemniczonej w chrześcijańską symbolikę, która pyta nas na przykład o strój liturgiczny? Udzielając wyjaśnienia, pozostać na pewnym poziomie ogólności?

W dzisiejszych czasach jeśli oczekuję, aby ktoś w konkretnej sytuacji zachował się w określony sposób, bo liczę na to, że jest człowiekiem kulturalnym, najczęściej da mi on do zrozumienia, iż czuje się przeze mnie przymuszany, że jestem opresyjny i narzucam mu jakieś normy, które nie wiadomo skąd wziąłem. Jest to rodzaj bezmyślności powielanej przez mnóstwo różnych osób (nawet, jak mawiamy – całkiem poważnych), które nie są świadome tego, w jaki sposób powstaje kultura i co oznaczają ustalone kanony zachowań w najróżniejszych sytuacjach. Dlatego naszemu niewtajemniczonemu rozmówcy częstokroć najpierw trzeba wytłumaczyć bardzo podstawową rzecz, że strój, jaki noszą pewne osoby, odpowiada w sposób naturalny roli i funkcji, jaką pełnią społecznie i dlatego nie ma tu miejsca na dowolność czy wyłącznie konwencję. Z takim właśnie wyjaśnieniem musi się na początek zmierzyć. Jeżeli jest człowiekiem intelektualnie oraz duchowo dociekliwymi powinno go to zainteresować. Jeżeli jest ignorantem, to mundur policjanta, sutanna księdza, fartuch lekarza będą znaczyły dla niego to samo bez istotnej różnicy jakościowej.

Jeden z Ojców Kościoła, Teodor z Mopsuestii, odnośnie stroju liturgicznego diakonów mówi między innymi: „Są oni ubrani w szaty godne tej rzeczywistości, szaty bardziej jaśniejące niż oni sami, ponieważ są one dostosowane do wielkości ich służby (…)”Ołtarz w bazylice w Licheniu

Owszem omija i to nie tylko w tej materii. W naszych realiach przyjęło się, że byle bohomaz otaczany kultem przeciwstawia się ostro talentom malarskim. I nie chodzi o to, że nie jest godna szacunku i bezwartościowa czyjaś autentyczna pobożność, lecz o niezgodę na przerost pobożności nad kompetencją. Nie dostrzega się istotnego związku autentycznej pobożności z pięknem. Kościół w Polsce grzeszy niestety pod tym względem – vide m.in. Licheń. Pozornym pocieszeniem jest fakt, iż nie jesteśmy odosobnieni w tego typu skłonnościach. W wielu innych krajach takie nurty są podobnie silne, zwłaszcza w znaczących sanktuariach: Fatima, Santiago de Compostela i tak dalej, gdzie sprzedaż wszelkiej religijnej tandety bije rekordy.

Ogólne wprowadzenie do Mszału Rzymskiego dozwala, aby w zdobieniu szat liturgicznych pojawiły się tak zwane „ozdoby figuralne”Wyrób firmy Urbanowicz - Haft

Tu zaczyna się wielka dyskusja, bo jak się analizuje dokumenty soborowe, to wydaje się, że nie ma w nich postulatu wielkich zmian. Bardzo wyraźnie podkreślają one łączność z tradycją oraz głębokie jej zrozumienie, czyli powrót do najczystszych źródeł liturgii, aby czerpiąc właśnie z nich dalej kreować światem świętych rzeczywistości. Stało się tak tylko w niewielu przypadkach, a w wielu pozostałych wszystko poszło po linii, którą należałoby nazwać uwspółcześnianiem czy unowocześnianiem. To nie były i nie są najlepsze kierunki, tym bardziej że człowiek współczesny, przychodząc na liturgię, oczekuje na przykład, że będą piosenki, które słyszy w radio, że będą jego hity, że będzie fajnie. Byłem już stawiany przed takimi wyborami, że para, która prosiła, abym pobłogosławił im ślub, pytała, czy na koniec mógłby być Elton John. To jest świadectwo tego, że ludzie są dramatycznie wykorzenieni z tego, czym jest doświadczenie sacrum. W świętym świecie liturgii wszystko powinno być szczególnego rodzaju, nic nie może kalką i to prostą kalką doczesności. Należy powiedzieć, że to uwspółcześnianie, unowocześnianie najczęściej kończyło się porażką. I dzisiaj kościoły na Zachodzie – tam, gdzie zaczynają z powrotem być pełne – są pełne tam, gdzie liturgia jest sprawowana w zgodzie z tradycją. Tradycyjnie, nie w sensie tradycjonalistycznym, lefebrystowskim, tylko tam, gdzie jest sprawowana sakralnie, gdzie na przykład są pieśni subtelnie opowiadające o Panu Bogu, inne, niż te z dnia codziennego. Można powiedzieć, że praktyczne próby realizacji postulatów soborowych bardzo często poszły nie w tym kierunku co trzeba, o czym zresztą w swoich książkach wspomina papież Benedykt XVI.

Zawęźmy kwestię tylko do samych szat liturgicznych, mamy przejście: ornat rzymski – ornat współczesny. Czy to było uwspółcześnianie „na siłę”, czy w zmianie stylistyki kryło się coś głębszego?

Nie słyszałem, ani nie dostrzegłem nigdy, żeby było w tym coś szczególnie nowego, głębokiego, istotnego. Jedno temu towarzyszyło: trzeba wrócić do prostoty ewangelicznej. Miała być prostota, a wyszło prostactwo. Nie dostrzegam we współczesnym kroju szat liturgicznych niczego odkrywczego i nowego. Fakt, że podjęto próbę wymyślenia szat liturgicznych jak gdyby od nowa, stał się początkiem końca tej idei, bo najczystsze źródła liturgii nie są wymyślone, ale objawione. Wszystkie symbole powstają w sposób naturalny, więc również i jeden z nich, czyli szaty liturgiczne, powstaje tak samo. Tego nie da się wymyśleć lub zaprojektować. Katedr nie projektowano tak, jak się projektuje dzisiaj. Dlaczego również Tower Bridge ma mnóstwo elementów, które są niefunkcjonalne i z punktu widzenia współczesnego konstruktora są zbyteczne, ponieważ nie przenoszą żadnych obciążeń, do niczego się nie przydają. Dzisiaj nie takie mosty się buduje, ale po takich nowoczesnych mostach nikt jakoś chętnie nie spaceruje. Na spacer szukamy mostu z duszą.

Rozmawiali: Rafał Korona i Łukasz Lasocki – twórcy chrześcijańskiego sklepu NiebieskiSklep.pl oraz szat liturgicznych „Mystiria”.

Paweł Gużyński OP – dominikanin, przeor klasztoru oo. Dominikanów w Łodzi, rekolekcjonista, aktywnie zabiera głos w mediach m.in. w programach stacji Religia TV.


Literatura:

[1] Teodor z Mopsuesti, Diakoni i aniołowie, [w:] Eucharystia pierwszych chrześcijan. Ojcowie Kościoła nauczają o Eucharystii, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 1987, s. 297.

[2] Sobór Watykański II, Konstytucja o liturgii świętej, Pallotinum, Poznań 2002, KL 124, s. 76.

[3] Ogólne wprowadzenie do Mszału rzymskiego, Pallotinum, Poznań 2006, OWMR 344, s. 95.

 

Zobacz także