Czy tylko nieliczni będą zbawieni?

Komentarz do liturgii XXI niedzieli zwykłej roku C

Pytanie postawione w dzisiejszej Ewangelii Jezusowi: Czy tylko nieliczni będą zbawieni? zmusza nas do zastanowienia się nad celem naszego życia. Żeby jednak móc to zrobić, trzeba zacząć od pytania, jak wygląda nasze codzienne życie? Wstajemy rano i przez cały dzień jesteśmy zapracowani, zagonieni, zaharowani. Jedyna myśl, jaka nam w tych zmaganiach towarzyszy, to: jak przeżyć, jak przetrwać, jak związać koniec z końcem, żeby nie było gorzej.

Czy w tym całym zagonieniu mamy czas, żeby zastanowić się: dokąd to nasze życie zmierza, dokąd prowadzi, jaki jest jego cel? Co z tego o co się staram, o co tak usilnie zabiegam zostanie mi jeszcze w ręku? Jak szybko mijają chwile, jak szybko mija czas, za dzień, za rok, za chwilę razem nie będzie nas… Mądre słowa starej piosenki.

Popatrzmy przez chwilę za siebie. Wydaje się, jakby to było wczoraj: małe dzieci dopiero co szły do szkoły, a tu już matura za pasem, już trzeba pomóc im wybrać przyszłość, zawód, a tu już: mamo, tato, ja się żenię i ani się nie obejrzałem jesteś już dziadkiem. Czas ucieka szybko, jak świat za oknami jadącego pociągu. Jest tylko jedna mała różnica: pociąg ludzkiego życia nigdy nie zwalnia, ale raczej stale wydaje się przyspieszać.

Jakże często z zazdrością patrzymy na życie na zachodzie, oglądając przeróżne telenowele czy filmy. Jacy ci ludzie piękni, jacy bogaci. Ale czy naprawdę szczęśliwi? To dlaczego biorą narkotyki, dlaczego nadużywają alkoholu, dlaczego rozwodzą się, dlaczego popełniają samobójstwa? Jeżeli to co doczesne, to o co walczymy, zabiegamy – nie daje szczęścia, jeżeli jesteśmy ciągle niezadowoleni, smutni, przygnębieni, to znak, że szczęście tu na ziemi nie jest naprawdę możliwe. Św. Augustyn powiedział: niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Tobie Panie.

Żywot wieczny – ojczyzna niebieska, z której wzięliśmy swój początek i do której wracamy przez całe nasze życie, to jest nasz prawdziwy i ostateczny cel. Tylko ktoś, kto był za granicą dłuższy czas zrozumie, co to znaczy tęsknić do ojczyzny. Tu chętnie się wraca i zawsze się tęskni. I nawet w nowym miejscu w innym świecie może być pięknie, uroczo, czarująco, ale człowiek zawsze będzie tęsknił i odczuwał nostalgię. Tak naprawdę tutaj na ziemi jesteśmy jedynie lokatorami, a nie gospodarzami. Jakże często nasze ziemskie domy, które dziś są nasze, pozostają, a zmienia się jego właściciel. Jakże wielu z nas zapominając o tym, żyje tu na ziemi tak, jakby to życie nigdy nie miało się skończyć, jakby tu na ziemi miało trwać wiecznie. Gdzie jest nasz wieczny odpoczynek? Czy na cmentarzu? Czy śmierć miałaby być kresem tego wszystkiego? Pismo Święte mówi: i pójdzie człowiek do swego mieszkania wiecznego… Agnostycy i ateiści zarzucają nam księżom, że mamimy ludzi, że oszukujemy ich obiecując im raj po śmierci. Przecież – powiadają tego nikt nie sprawdzi. Oto rozmowa dwóch bliźniaków, która odbyła się w brzuchu ciężarnej matki:

Pierwszy zapytał drugiego:
– Wierzysz w życie poporodowe?
– Jasne. Coś musi tam być. Mnie się wydaje, że my właśnie po to tu jesteśmy, żeby się przygotować na to co będzie potem.
– Głupoty – odparł drugi – Żadnego życia po porodzie nie ma. Jak by ono niby miało według ciebie wyglądać?
– No nie wiem, ale pewnie będzie więcej światła. Może będziemy biegać, a jeść będziemy buzią….
– No ty chyba na głowę upadłeś. Przecież to nie ma sensu! Po pierwsze biegać się nie da! A kto widział żeby jeść ustami! Przecież my odżywiamy się przez pępowinę.
– No ja nie wiem jak to tam będzie na prawdę, ale może zobaczymy wreszcie naszą mamę i ona się będzie o nas troszczyć.
– Mama? Ty wierzysz w mamę? Kto to według ciebie w ogóle jest?
– No przecież ona jest wszędzie wokół nas… Dzięki niej żyjemy. Bez niej by nas nie było.
– Nie wierzę! Żadnej mamy jeszcze nie widziałem czyli, że jej nie ma…
– No jak to? Przecież jak jesteśmy cicho, możesz posłuchać jak śpiewa, albo poczuć jak głaszcze nasz świat. Wiesz, ja myślę, ze prawdziwe życie zaczyna się dopiero później, jak stąd wyjdziemy.

Zapytasz: po co ja mam się jeszcze tym dziś zmartwić, przecież mam tyle problemów dnia codziennego. Nie chodzi o zamartwianie, ale o świadomość tego, dokąd zmierzam. Trzeba mieć świadomość, że całe moje życie, moje codzienne decyzje i życiowe wybory będą miały wpływ na to, gdzie znajdę się kiedyś w  wieczności.

Jest taka teoria we współczesnej teologii eschatologicznej, czyli mówiącej o rzeczach ostatecznych: każdy z nas w życiu wybiera. I przyzwyczaja się do tego. Po jakimś czasie to przyzwyczajenie staje się jego naturą. Wybiera zawsze w ten sam sposób. Otóż teoria ta głosi, że po śmierci człowiek staje na rozdrożu, a przed nim otwierają się tunele – czarny i biały. W zależności od tego jak wybierał w czasie swojego ziemskiego życia, on sam podejmę decyzję, który z tych tuneli wybrać. I jego natura będzie tak silna, że gdybym nawet wiedział, że ta druga droga jest dla niego lepsza, wybierze zgodnie ze swoim dotychczasowym życiem! Dlatego warto już teraz zacząć przeżywać swoje życie z Bogiem i w sposób godny!

I to nie stanie się kiedyś tam w nieokreślonej bliżej przyszłości. To się dzieje już teraz. Od chwili naszego narodzenia dojrzewamy do wieczności. Może to smutne i przykre, ale rozpoczęliśmy, każdy z nas, swój pochód ku śmierci! I choć nie wiemy, kiedy ona nastąpi, to każdy dzień przybliża nas do tej chwili. Jak powiedział mądry poeta: nasze życie to trochę trudu tutaj na ziemi, a potem tylko radość, radość, radość w życiu wiecznym.

Piotr Cuber OFMConv.

 

Zobacz także