Czym jest chleb powszedni?

XVIII niedziela zwykła, lit. słowa: Iz 55,1–3a; Rz 8,35.37–39; Mt 14,13–21

Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj – modlimy się codziennie. W tej prośbie dotykamy jednak prawdziwego misterium. Od strony samego tekstu Modlitwy Pańskiej skupia się ono wokół interpretacji greckiego słowa epiusios, co tłumaczymy na język polski przez „powszedni”. Słowo to występuje tylko jeden jedyny raz właśnie w tym miejscu i dlatego nie można precyzyjnie ustalić, jakie ma znaczenie. Dlatego też istnieje kilka interpretacji tego słowa. „Powszedni”, czyli potrzebny na co dzień, jest jedną z nich.

Problem z interpretacją tekstu Ojcze nasz przedziwnie harmonizuje z tym, co niosą w sobie pierwsze czytanie i dzisiejsza Ewangelia. Bóg przez proroka Izajasza wzywa do przyjścia do Niego, aby się nasycić:

Wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody, przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy. Kupujcie i spożywajcie, dalejże, kupujcie bez pieniędzy i bez płacenia za wino i mleko (Iz 55,1).

Cóż dla człowieka bardziej potrzebnego w życiu. Podobnie reagują tłumy po rozmnożeniu chleba na pustyni. Pan Jezus wytknie im to później. Ale przecież zaspokaja ich potrzebę naturalną i sam wychodzi z inicjatywą nakarmienia tłumów: wy dajcie im jeść (Mt 14,16), a następnie kazał wszystkim usiąść, błogosławił chleb i rozdawał wszystkim do syta.

Każdemu z nas potrzeba takich oczywistych znaków Bożego działania. Inaczej wiara rozpływa się w czystej idei, pięknych wyobrażeniach, zwiewnych nadziejach. Kiedy dotykamy konkretnych znaków, okazuje się, że to, co stanowi obietnicę, nie jest jedynie piękną ideą, ale rzeczywistością. Wydaje się, że do dzisiaj, a nawet szczególnie dzisiaj, zasadniczym problemem wiary jest swoiste rozdwojenie pomiędzy jej treścią a prawdziwymi kryteriami, którymi się kierujemy w naszych wyborach.

Obietnice Boże, jak każde słowo Boże, mają tę cechę, że przerastają nasze zrozumienie i oczekiwania. To jest „naturalne”, bo jesteśmy jedynie ludźmi. Dlatego Bóg, przemawiając do nas, mówi jednocześnie na kilku płaszczyznach. Aby Jego słowo do nas dotarło, musi mieć zrozumiały dla nas kształt. Dlatego dając obietnice, wypełnia je przede wszystkim na płaszczyźnie dostępnego dla nas doświadczenia życiowego. Jednocześnie jednak oczekuje od nas myślenia, abyśmy umieli na podstawie faktów naturalnych wnioskować i dochodzić do głębszej płaszczyzny. Nasz dramat zaczyna się często od tego, że nie potrafimy nawet zauważyć wypełnienia się Jego obietnic na tej naturalnej płaszczyźnie. Tutaj najbardziej przeszkadza nam nasza wyobraźnia.

Nieco dalej w Ewangelii św. Mateusza, po drugim rozmnożeniu chleba, Pan Jezus ostrzega uczniów przed „kwasem faryzeuszów”, oni natomiast martwią się o chleb, którego nie zabrali ze sobą. Wówczas Pan Jezus musi im przypomnieć rozmnożenie chleba. Sam fakt do nich dotarł, ale jakoś nie trafił do ich serca i nie potrafili z niego wyciągnąć żadnych wniosków. Może najlepiej ilustruje brak tego elementarnego rozumienia anegdota o dwóch przyjaciołach, jednym wierzącym, a drugim niewierzącym. Prowadzili między sobą długie dyskusje na temat wiary. Kiedyś niewierzący powiedział: W pewnym momencie byłem bliski uwierzenia. Będąc na pustyni, zabłądziłem i całkowicie wyczerpany przypomniałem sobie o twoim Bogu. Nie mając niczego do stracenia, zacząłem się do Niego modlić o ratunek. „I co” – pyta przyjaciel. „Nic. Jego pomoc nie była mi potrzebna, bo właśnie przechodziła niedaleko karawana”.

Aby zobaczyć działanie Boga, potrzeba w odpowiedni sposób patrzeć. Nasze wyobrażenia, podobnie jak u tego niewierzącego, uniemożliwiają widzenie Jego działania. Bóg najczęściej działa bardzo dyskretnie, nie łamiąc praw natury, wykorzystując zwykłe przypadki, dobroć ludzką itd. Natomiast my oczekujemy czegoś nadzwyczajnego. Kto ma oczy do patrzenia, a uszy do słuchania, potrafi dostrzec Jego działanie. Ta umiejętność bierze się z przytomności nieskupionej jedynie na zaspakajaniu aktualnych potrzeb, ale zwróconej ku przyszłości, patrzącej dalej.

Takie rozeznanie staje się podstawą dostrzeżenia drugiej płaszczyzny, której chleb jest jedynie symbolem. Wspomniane na początku słowo epiusios tłumaczy się także: chleb na życie wieczne, chleb przyszłego życia, co wskazuje na Eucharystię. I tak było podczas cudownego rozmnożenia chleba. Chrystus w ten sposób przygotowywał ludzi do przyjęcia Eucharystii, która będąc pokarmem cielesnym, oznacza i realizuje komunię osobową z samym Panem. Dopiero ona nas prawdziwie nasyca, jak to pisał św. Augustyn: „Stworzyłeś nas Boże jako skierowanych ku Tobie i niespokojne jest nasze serce, póki nie spocznie w Tobie”. Nic tutaj na ziemi nie jest w stanie nas nasycić. I dopiero na tym poziomie potrafimy właściwie zrozumieć sens zarówno pierwszego czytania z proroka Izajasza, jak i znak rozmnożenia chleba.

Jednocześnie nasycenie, jakiego doznajemy przez prawdziwą komunię z Chrystusem, a przez Niego udział w komunii Boga Trójjedynego, daje pełnię nasycenia przerastającą naszą wyobraźnię. Święty Paweł, dotykając tej tajemnicy, pisze w zachwyceniu:

Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? (…) I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani potęgi, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym (Rz 8,35.38n).

Jest to jeden z najpiękniejszych tekstów Nowego Testamentu, podobnie jak tekst pierwszego czytania z Izajasza. Warto o nim pamiętać, gdy przychodzą na nas trudniejsze chwile. Zauważmy, że wśród przeciwności, jakie nam mogą przeszkadzać, wymieniony jest głód. Kiedy wchodzimy w żywą relację z Bogiem, w więź miłości, to nie chodzi już o zaspokojenie tej potrzeby, która była punktem wyjścia do odkrycia Bożej miłości i naszej więzi z Nim. W naszym szukaniu Boga potrzeba, byśmy umieli zobaczyć Jego działanie w życiu, ale trzeba nam pójść dalej, nie zatrzymywać się na potrzebach, jakie sami tu i teraz widzimy, ale zawierzyć Jego obietnicom, które przerastają wszelkie nasze wyobrażenia

Włodzimierz Zatorski OSB

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 4, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także