Czymżeś ty, ludu, poił swego Pana?

Wszyscy Ewangeliści podają, że na krzyżu Jezusowi podano do picia - no właśnie, co? W przekładach czytamy o occie, ale jaki to był ocet? Taki, jak używany do robienia korniszonów?

W greckim tekście Ewangelii Jezusa na krzyżu pojono to oksos. Etymologicznie, oznacza to napój o ostrym, cierpkim smaku. Pierwsze znaczenie, jakie podają słowniki, to podłej jakości, tanie wino, vin ordinaire, jak czytamy w nieocenionym słowniku Liddella i Scotta. Pojawia się to znaczenie u autorów klasycznych. Z niego rozwinęło się kolejne: ocet (vinegar) robiony z takiego wina. Czyli raczej ocet winny… Jedyny przykład zastosowania tego płynu w celu zadania komuś cierpienia znajduje się w "Żabach" Arystofanesa, gdzie oksos ma być komuś wlany w nozdrza. Podejrzewam jednak – wolę nie próbować – że jakikolwiek płyn, wlany w większej ilości do nosa, przyjemnych doznań raczej nie wywołuje.

Jan podkreśla, że ocet podano Jezusowi "aby się wypełniło Pismo" – stąd Jezusowe "Pragnę", które ma doprowadzić do spełnienia się Pisma co do joty. Jest to nawiązanie do Psalmu 22:15, w którym autor skarży się na okrutne pragnienie, i, jeszcze wyraźniej, do Psalmu 69:21, gdzie psalmista skarży się na wrogów, iż poili go – i tu mamy znowu, w Septuagincie, oksos, a w tekście hebrajskim – homec. Tomek Dekert, równie nieoceniony jak panowie Liddell i Scott, zwrócił uwagę, że hebrajskie słowo ma ten sam rdzeń, co czasowniki i rzeczowniki związane z zakwasem, używanym do robienia chleba. Tak, z tym (za)kwasem, który bezwzględnie należało usunąć z każdego domu przed świętem Paschy, i następującym po nim tygodniu Przaśników.

W Księdze Liczb pojawia się oksos (sprawdzałem tylko w Septuagincie tym razem) jako napój robiony z wina lub sycery, zakazany nazirejczykom (Lb 6:3). Jest to zatem coś w rodzaju kwaskowego lub nieco gorzkiego napoju, dobrze gaszącego pragnienie, a nie mającego nic wspólnego z octem, jakiego współczesne gospodynie używają do pikli, korniszonów etc. Myślę, że można to porównać z naszym kwasem chlebowym czy podpiwkiem, ewentualnie z legendarnym kompotem, o którym opowiadają kolejne roczniki braci na Służewie.

To, co żołnierze podali Jezusowi, to właśnie taki napój. Rzymianie nazywali to posca, mieszaniną kwaśnego (niedojrzałego) wina i wody, która świetnie gasiła pragnienie, i była normalnym napitkiem żołnierzy. Był to więc raczej gest litości wobec Skazańca, kiedy podano Mu nasączoną tym napojem gąbkę.

Co jednak zrobić z Psalmem 69, w którym to wrogowie gnębią psalmistę owym napojem? Chodzi tu raczej o wzgardę: pogrążony w smutku psalmista dostaje tani napój, może i dobrze gaszący pragnienie, ale jednak nie dający pocieszenia takiego, jakie dałoby wino, które – jak czytamy w Psałterzu – rozwesela serce człowieka. W nawiązaniu do tego psalmu, "ocet" podany Jezusowi może – w zamyśle Ewangelistów – podkreślać kontrast: oto prawdziwy Król żydowski dostaje zupełnie niekrólewski napój. Wciąż jednak nie jest to płyn, mający powiększyć fizyczne cierpienie Umierającego, jakim byłby znany nam ocet spirytusowy.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.