Dajmy się zaskoczyć

Dopiero w tę niedzielę, praktycznie na końcu Adwentu, w modlitwach liturgicznych przywoływana jest tajemnica zwiastowania. Dopiero teraz ukonkretnia się obietnica nadejścia Pana. Przez poprzednie tygodnie Kościół jakby rozbudzał w sobie tęsknotę za Bogiem. Musieliśmy czekać tak długo, zanim wreszcie usłyszeliśmy: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwą Go imieniem Emanuel (antyfona na komunię). Izrael wyczekiwał Pana kilka tysięcy lat – teraz nowy Lud Wybrany ponownie przeżywał i celebrował to oczekiwanie, niecierpliwość, niepewność. Dziś przypominając sobie, jak Bóg przez zwiastowanie ostatecznie potwierdził, że Jego pierwsze przyjście jest bliskie i nieuchronne, Kościół podsyca swą nadzieję, że ponowne nadejście Pana również z pewnością nastąpi.

Giotto, ZwiastowanieA jednak, w dzisiejszych modlitwach widać też niecierpliwość i wręcz zamieszanie. Jakby wszystko było przeżywane naraz: pewność, że Mesjasz przyjdzie; radość, że zwiastowanie – ‘pierwszy akord’ Zbawienia – się wydarzyło; niecierpliwość, że Bóg jeszcze nie przyszedł; oczekiwanie tego, co będzie potem. Na przykład, w antyfonie na komunię przypominany jest fragment proroctwa Izajasza, który właśnie teraz się wypełnia, zaś w antyfonie na wejście, również za Izajaszem, wołamy już nie mogąc się doczekać: Niebiosa, spuście Sprawiedliwego jak rosę, niech jak deszcz spłynie z obłoków, niech się otworzy ziemia i zrodzi Zbawiciela. W kolekcie, zaczynającej się Wszechmogący Boże, przez zwiastowanie anielskie poznaliśmy wcielenie Chrystusa, Twojego Syna (…), zaraz ‘wybiegamy’ do przodu: (…) prosimy Cię, wlej w nasze serca swoją łaskę, abyśmy przez Jego mękę i krzyż zostali doprowadzeni do chwały zmartwychwstania. I w takim wewnętrznym napięciu, rozdarciu między radością z tego, co już się stało, a oczekiwaniem tego, co jeszcze nadejdzie, odbywa się dzisiejsza liturgia.

I właśnie to napięcie pomaga nam uświadomić sobie, że przecież tak naprawdę nie wiemy, co się stanie; że jesteśmy bezradni wobec tajemnicy Wcielenia. Możemy znać pewne fakty dotyczące Jezusa; możemy też wiedzieć, jak przebiega rok liturgiczny: które wydarzenie, jak i kiedy jest celebrowane; ale za każdym razem, wraz z Kościołem, na nowo stajemy w zdumieniu wobec życia Chrystusa. Możemy wiedzieć, że się narodził, nauczał, umarł i zmartwychwstał – ale to nie zmienia naszej tęsknoty, niecierpliwości, niepewności. Bo to, o czym wiemy obiektywnie, musi się jeszcze dokonać w nas samych.

Już wkrótce Chrystus się narodzi: znów mamy szansę nie tylko ‘powspominania sobie’, jak to Bóg był kiedyś na ziemi i ewentualnie obchodzenia rocznic wydarzeń z czasu Jego pobytu tutaj, ale też przejścia z Jezusem Jego życia, wręcz doświadczenia go. Dajmy się wreszcie naprawdę zaskoczyć! Nie przeżywajmy wszystkiego ‘jak zawsze, co roku’! Słuchajmy, czytajmy o Chrystusowym życiu, począwszy od zwiastowania i narodzin, jakby po raz pierwszy. Jak o czymś zbyt cudownym, by mogło się dziać, a jednak realnie się dokonującym. Niech słowa aniołów skierowane do pasterzy, które już niedługo usłyszymy: Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz Pan (Łk 2,10-11), również nam zaprą dech w piersiach i niech nas pociągną do tego, byśmy poszli i zobaczyli, co się tam zdarzyło (por. Łk 2,15).

Zobacz także