De fide orthodoxa

Nie, nie chcę pisać o Janie Damasceńskim (aczkolwiek zacny to autor). Ostatnie natomiast spory o to, czy katolicyzm ma jakieś pierwszeństwo przed innymi wyznaniami, czy jest depozytariuszem pełni prawdy, podczas gdy inne wyznania są nimi tylko po części, albo w ogóle od niej odpadły, przypomniały mi coś, co może powinno wyznaczać perspektywę tego rodzaju dyskusji. Chodzi mianowicie o odpowiedź na pytanie: Czym jest ortodoksja?

Zacząć wypada od ustaleń pojęciowych. Być może filolog będzie mógł sfalsyfikować moją intuicję, ale wydaje mi się, że gr. orthodoxos (od którego, jak mi się zdaje, jest derywowany rzeczownik orthodoxia) pochodzący ze złożenia orthosdoxa, zawiera w sobie pewną ciekawą dwuznaczność, wynikającą z dwuznaczności rzeczownika doxa. Orthos oznacza "prawidłowy", "właściwy", natomiast doxa to albo "chwała", "splendor", albo "mniemanie", "pogląd". Złożenie ich obu można więc odczytywać zarówno jako "chwała tego, co prawidłowe" (stąd "prawo-sławie"), jak też jako "prawidłowe mniemanie".

Chrześcijańska ortodoksja od samego początku wykuwała się w ogniu polemik. Okres od II do V wieku (a zwłaszcza dwa ostatnie), w którym ukonstytuował się zasadniczy zrąb ortodoksyjnej nauki był czasem, kiedy powstawało mnóstwo różnego rodzaju teorii, koncepcji, a nawet systemów teologicznych, które próbowały opisać rzeczywistość Boską, zbawienie, etc. Część z tych teorii (choć może właściwiej byłoby powiedzieć hipotez)*, tworzona przez jednych chrześcijan, stawała się (od razu lub później) przedmiotem krytyki ze strony innych, którzy przeciwstawiali im odmienne teorie. Jedni przeszli do historii jako heretycy, drudzy jako obrońcy ortodoksji. Trzeba tu zauważyć i podkreślić jedną rzecz. Aktywność teologiczną do ok. połowy V w., a więc do Soboru Chalcedońskiego, można, jakkolwiek zabrzmi to kontrowersyjnie, postrzegać jako opartą na konflikcie teorii. Oczywiście jest zasadnicza różnica pomiędzy sporami z końca II w. a tymi z końca IV lub początku V w., ale zasadnicza struktura pozostaje ta sama: teorie, którym przeciwstawiają się inne teorie, przy czym każdy z "teoretyków" ma przekonanie o własnej ortodoksji i tworzy swoje teorie w opozycji do heterodoksyjnych, we własnym mniemaniu, aspektów teorii innych.

Dość interesująco z takim oglądem historycznego kontekstu wykuwania się chrześcijańskiej ortodoksji współgra pewien odcień znaczeniowy terminu doxa, związany z jego stosowaniem przez Platona. Otóż w Państwie (477a-b) dokonuje on rozróżnienia pomiędzy wiedzą prawdziwą i pewną (episteme; utożsamiana przez niego z poznaniem umysłowym) a mniemaniem czy opinią (doxa; utożsamiana z ułomnym poznaniem zmysłowym). Wydaje mi się, że warto spróbować przez pryzmat tego platońskiego rozróżnienia odczytać termin ortodoksja. Określałby on wówczas twierdzenie, które nie jest pewne, opiera się bowiem na ułomnych narzędziach poznania, ale jest prawidłowe. Właściwa hipoteza. Coś, czego nie można odrzucić, gdyż jest prawidłowe, ale co, w swojej warstwie poznawczej (a więc również w sposobie formułowania, w swoim wymiarze językowym) jest niepełne i ograniczone.  

Ciekawą ilustracją (jeśli można to tak określić) takiego rozumienia ortodoksji jest twórczość Grzegorza z Nyssy. Był on m.in. jednym z głównych twórców ostatecznego kształtu dogmatu trynitarnego, to dzięki niemu (i jego bratu, Bazylemu) mówimy dzisiaj o jednej ousia w trzech hypostaseis, a homoousios z Credo nie jest narażone na interpretację modalistyczną itd. Jednocześnie jednak jest chyba pierwszym z Ojców, który tak mocny nacisk położył na niepoznawalność Boga, na teologię apofatyczną, która swoje apogeum osiągnęła jakieś dwieście lat później w pismach Dionizego Areopagity. To Grzegorz właśnie, w swojej, doktrynie epektasis (określenie Jeana Daniélou) zawarł przekonanie, że najważniejszą cechą naszego poznawania Boga jest to, że stanowi ono proces nieskończony, trwający bez przerwy (zob. np. traktat Życie Mojżesza). Z jednej więc strony tworzenie prawidłowego języka, w który ujmuje się największe tajemnice, a z drugiej świadomość, że ów język nie jest w stanie spełnić swojego zadania. Orto-doksja. Prawidłowe mniemanie.

Kontekst walki, sporu, jaki towarzyszył powstawaniu chrześcijańskiej ortodoksji, i który ciągle towarzyszy sporom międzywyznaniowym sprzyjał zapomnieniu o jej dynamicznym charakterze. Wracając do Platońskiego rozróżnienia można by powiedzieć, że zaczęliśmy doxa nadawać sens episteme. Pytanie (wcale nie retoryczne) czy słusznie?

 

  

_____________________________________

*) Pisząc o "teoriach" lub "hipotezach" mam na myśli pewną zasadniczą różnicę, jaka zachodzi pomiędzy perspektywą tamtych czasów, a naszą. My, rozważając jakąś koncepcję zapytamy czy jest ona zgodna z nauką Kościoła, rozumiejąc pod tym sformułowaniem jakąś zamkniętą całość, która stanowi ostateczne kryterium orto- bądź heterodoksyjności owej koncpecji. Tamte czasy natomiast owej zamkniętej całości nie miały, gdyż ona dopiero powstawała.

 

 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Tomasz Dekert

Tomasz Dekert na Liturgia.pl

Urodzony w 1979 r., doktor religioznawstwa UJ, wykładowca w Instytucie Kulturoznawstwa Akademii Ignatianum w Krakowie. Główne zainteresowania: literatura judaizmu intertestamentalnego, historia i teologia wczesnego chrześcijaństwa, chrześcijańska literatura apokryficzna, antropologia kulturowa (a zwłaszcza możliwości jej zastosowania do poprzednio wymienionych dziedzin), języki starożytne. Autor książki „Teoria rekapitulacji Ireneusza z Lyonu w świetle starożytnych koncepcji na temat Adama” (WAM, Kraków 2007) i artykułów m.in. w „Teofilu”, „Studia Laurentiana” i „Studia Religiologica”. Mąż, ojciec czterech córek i dwóch synów.