Dlaczego Rebeka miała welon na twarzy, czyli o starożytnych ceremoniach ślubnych

W ceremonii małżeństwa ważnym elementem było zawarcie umowy między rodzicami panny młodej i rodzicami pana młodego albo nim samym. Najczęściej mężczyzna zainteresowany jakąś kobietą wysyłał do ojca wybranki swoich przedstawicieli – dziś powiedzielibyśmy swatów – i ci ustalali szczegóły umowy: ile ojciec da córce w posagu i jakiej wysokości dar (mohar) złoży mu pan młody za żonę.

Z dr. Andrzejem Mrozkiem, znawcą literatury starożytnego Bliskiego Wschodu, judaistą, rozmawiają Anna Dąbrowska i Sławomir Rusin

W Księdze Rodzaju zawarta jest opowieść o małżeństwie Izaaka i Rebeki. Czy kojarzenie i zawieranie małżeństw w czasach Patriarchów wyglądało tak, jak opisuje to Księga?

Trzeba pamiętać, że to, co wiemy o zwyczajach na Bliskim Wschodzie tamtego czasu, najczęściej dotyczy cywilizacji miejskich, zurbanizowanych, bo w miastach żyli pisarze, którzy zapisywali różne tradycje. Niewiele wiemy o zwyczajach ludów koczowniczych, a takimi byli początkowo tak Aramejczycy, jaki i Amoryci. Abraham jest przedstawiony w Biblii jako syn błądzącego, wędrującego Aramejczyka Harama. Badacze datują jego pojawienie się na czasy Hammurabiego (XVIII w. przed Chr.), ale wówczas o Aramejczykach jeszcze nie słyszano, w przeciwieństwie do Amorytów. Zatem próbuje się interpretować spółgłoskowy zapis arm jako amr i tłumaczyć „Amoryta”.

Prawdopodobnie część tradycji opisanych w Biblii pochodzi z okresu przedurbanizacyjnego. Mogły one być zachowywane wśród ludów koczowniczych albo przyniesione przez nie do miast. Nie wszystkie zwyczaje praktykowane np. w Babilonii, Mezopotamii czy z Asyrii znajdują odzwierciedlenie w tekstach biblijnych.

W ceremonii małżeństwa ważnym elementem było zawarcie umowy między rodzicami panny młodej i rodzicami pana młodego albo nim samym. Najczęściej mężczyzna zainteresowany jakąś kobietą wysyłał do ojca wybranki swoich przedstawicieli – dziś powiedzielibyśmy swatów – i ci ustalali szczegóły umowy: ile ojciec da córce w posagu i jakiej wysokości dar (mohar) złoży mu pan młody za żonę. Co ciekawe, w przypadku rozpadu małżeństwa kobieta zabierała wiano ze sobą, a mężczyzna nie otrzymywał z powrotem moharu.

Czy do zawarcia kontraktu i w ceremonii ślubnej konieczna była obecność świadków?

Pierwszymi świadkami byli swaci, którzy ustalali i negocjowali wysokość wiana i moharu. Te pertraktacje mogły trwać dość długo. Biblia ukazuje nam np. historię Jakuba, który chcąc poślubić ukochaną Rachelę musiał wypełnić szereg warunków narzuconych przez jej ojca. Gdyby nawet po jakimś czasie okazało się, że wybranka nie spełniła jakichś warunków umowy, np. nie była dziewicą, pan młody nie mógł zażądać zwrotu moharu czy innych prezentów.

Kontrakt małżeński nie musiał być pisemny, ale często miał taką formę. W Elefantynie w Egipcie zachowało się wiele umów spisywanych na papirusie. Mimo że pochodzą z dużo późniejszego okresu niż czasy Abrahama, możemy na ich podstawie wnioskować, co w czasie sporządzania małżeńskiej umowy było najważniejsze.

Najwyżej cenionymi kandydatkami na żony były dziewice?

Za dziewice rzeczywiście składano wyższy mohar, ale ważniejsze było to, czy kobieta będzie mogła urodzić wiele dzieci. Nie wiemy, czy istniały jakieś sposoby na sprawdzenie, czy będzie ona dobrą matką, być może doświadczone kobiety potrafiły to przewidywać. Wysokość moharu zależała też od urody kobiety i tego, czy pierwszy raz wychodziła za mąż, czy też była wdową.

O tym, że na Bliskim Wschodzie dziewice były szczególnie szanowane, świadczy kodeks Hammurabiego. Czytamy w nim m.in., że żołnierz zdobywający w czasie wojny kobietę jako łup mógł uczynić z niej niewolnicę, służącą. Jeśli jednak uprawiał z nią seks i okazało się, że była dziewicą, to miał obowiązek ją poślubić. Gdyby potem chciał się z nią rozwieść, musiał dać jej zadośćuczynienie, aby mogła zostać żoną kogoś innego. Gdyby miał z tą kobietą dziecko, zyskiwała ona wiele z praw, jakie miała pełnoprawna żona. Trudno dziś orzec, na ile to prawo było respektowane, zwłaszcza jeśli żołnierz miał już żonę. Prawo chroniło jednak w pewien sposób dziewice.

Często praktykowano poligamię?

Raczej nie, ale król lub lokalny władca mógł mieć więcej żon. Wynikało to jednak z jego pozycji społecznej i przyczyn politycznych – małżeństwo było często kontraktem politycznym. Prawdopodobnie w takim małżeństwie jedna z żon była dominująca, ważniejsza od innych. Ludzie ze średniej klasy czy z niższych warstw społecznych raczej praktykowali małżeństwa monogamiczne. Mogły się zdarzać wyjątki, np. kupiec, który miał żonę i rodzinę w jakimś miejscu, mógł też mieć drugą w innym, do którego często podróżował.

W Biblii czytamy, że mężczyzna mający jedną żonę, tak jak Abraham, w wyjątkowej sytuacji brał sobie drugą, np. wtedy gdy pierwsza nie mogła mieć potomstwa. Szukano wówczas jakiegoś rozwiązania, mogła nim być adopcja albo zawarcie małżeństwa na trochę innych warunkach niż z pierwszą żoną. Drugą żoną mogła zostać służąca, która należała do rodziny, po to by urodzić dziecko. Uzyskiwała pewne prawa, ale nigdy nie były one takie, jak przynależne pierwszej żonie. Po śmierci męża jako matka jego dzieci miała udział w podziale majątku po mężu, choć zawsze dziedziczyła mniej niż pierwsza żona.

Czy kobieta mogła nie wyrazić zgody na małżeństwo?

Raczej nie.

A jej ojciec mógł odrzucić swaty?

Tak. Mógł też, jeśli nie był przychylny starającemu się o rękę córki, zażądać tak wysokiego moharu, żeby nie miał szans sprostać jego żądaniom. Czasem aby zniechęcić kandydata wystarczyło nie zaoferować mu wiana. Najczęściej kosza dostawał nie wprost pan młody, ale jego wysłannicy. To było dobre rozwiązanie, bo jako ludzie postronni nie odbierali osobiście ewentualnej porażki. Można im było jedynie zarzucić, że być może nie byli dobrymi negocjatorami.

Więc szanse na małżeństwo z miłości były niewielkie.

Jakieś możliwości były, o czym świadczy choćby biblijna Pieśń nad Pieśniami, która opowiada o spotkaniu oblubieńca i oblubienicy, ich wzajemnym odszukiwaniu się. Być może w tym tekście mamy zakamuflowany przekaz o tym, że zakochani niecierpliwie czekali na to, czy ich ojcowie się zgodzą. Myślę, że gdy narzeczeni pochodzili z tej samej wioski albo niezbyt od siebie odległych, to znali się wcześniej, zakochiwali się w sobie, a ich ojcowie dochodzili do wniosku, że warto, aby dzieci się pobrały.

Podczas ceremonii zaślubin podkreślano, że małżeństwo opiera się na miłości. Nie wiemy jednak, czy chodziło o miłość, która pojawi się dopiero po ślubie, czy też o tę, która skłoniła dwoje ludzi do małżeństwa. W Ugarit odnaleziono płaskorzeźbę z kości słoniowej, która wisiała nad łóżkiem lokalnego władcy, ukazującą parę w objęciach. I inne sumeryjskie przedstawienie: kobieta i mężczyzna siedzą obok siebie na ławce i obejmują się. Te starożytne dzieła sztuki świadczą o tym, że na związek kobiety i mężczyzny patrzono wtedy nie tylko z perspektywy prokreacji, ale także więzi.

Czy zdarzały się mezalianse?

Małżeństwo zawierały najczęściej osoby o podobnym poziomie ekonomicznym. Lecz jeśli ktoś majętny poślubił biedniejszą od siebie kobietę, a ona urodziła mu gromadkę dzieci, zwłaszcza synów, to nie było ważne, z jakiej warstwy społecznej pochodziła. Mezalians pojawił się dopiero później, w czasach nowożytnych, gdy zaczęto zwracać uwagę na to, jak para małżeńska prezentuje się na gruncie towarzyskim. Poślubienie osoby, która nie umiała się zachować w określonym towarzystwie, nie znała pewnych zasad, stwarzało problem.

O tym, że ważniejsze od kwestii towarzyskich i pochodzenia było pragnienie posiadania dzieci, świadczy starożytny tekst ugarycki, opowiadający o władcy Kircie, który podobnie jak Hiob stracił całą rodzinę. Kirta bardzo chciał mieć potomka tak jak jego bracia i poprosił Boga o pomoc w znalezieniu żony. Podczas snu ukazał mu się Bóg El, kazał wyruszyć z wojskiem i zaatakować miasto, którego władca miał córkę Huraję. Kiedy król zapytał, czego Kirta chce za odstąpienie od oblężenia, miał odpowiedzieć: ”Chcę szlachetną Huraję”. Mamy tu do czynienia z wydarzeniem, które ma charakter polityczny, ale jego efektem jest zdobycie żony. Kirta i ojciec Kurai nie podpisywali żadnej umowy, nie pertraktowali na temat wysokości wiana czy moharu, najważniejsze było to, że Huraja stanie się matką dzieci Kirty.

Wysłany w swaty sługa Izaaka spotkał Rebekę przy studni, Jezus także rozmawiał z Samarytanką przy studni. Czy to było jakieś znaczące miejsce w starożytnych czasach?

W starożytności studnia była miejscem publicznych spotkań kobiet, czerpały z niej wodę, prały, poiły zwierzęta. Sługa spotkał więc Rebekę w miejscu publicznym, a nie postronnym. W literaturze bliskowschodniej często czytamy o kobietach spotkanych przy krynicy. Jeden z tekstów z miasta Ugarit mówi o kobiecie: „ty, która nosisz wodę”, co było odwołaniem do typowej dla niej pracy.

Pytanie, dlaczego w ogóle Abraham wysłał sługę w podróż do miejsca, gdzie żyli jego krewni. To dziwne, bo tradycyjnie poszukiwano żony poza swoją rodziną. Być może ten zapis jest świadectwem tradycji i mówi o tym, że ważne było, aby utrzymać jeden ród i nie dzielić dóbr rodzinnych. Inni badacze wskazują, że mamy do czynienia z tekstem późniejszym, z czasów proroka Ezdrasza (VII/ VI w. przed Chr.) i machabejskich (II w. przed Chr.), gdy przestrzegano Izraelitów, aby w trosce o czystość wiary w JHWH nie zawierali małżeństw z pogankami.

Dlaczego Rebeka miała zakrytą twarz, gdy szła na spotkanie z Izaakiem?

Jeszcze w średniowieczu mamy świadectwa tego, że swaci, którzy jechali po przyszłą żonę dla króla, przywozili mu najczęściej jej portret, i do chwili ślubu małżonek nie widział wybranki. W przypadku Rebeki mamy prawdopodobnie do czynienia z jakąś starą tradycją z okresu plemiennego, w której kobieta niezamężna nie mogła odkrywać twarzy przed obcym mężczyzną. Welon Rebeki mógł poniekąd symbolizować to, że kobieta nie zna i nawet nie widzi oblubieńca, który po nią przychodzi. Ona nie musi go widzieć, bo nie prowadzi pertraktacji co do umowy małżeńskiej, i dopiero po uzgodnieniu warunków kontraktu małżeńskiego może dojść do kolejnych elementów ceremonii.

Czy wiadomo, jak wyglądała ta ceremonia?

Wiemy na pewno, że młodzieńcy towarzyszyli panu młodemu w orszaku, a panny – pannie młodej, i prowadzili do miejsca, w którym przyszli małżonkowie mieli się spotkać. Prawdopodobnie w trakcie tych procesji śpiewano pieśni weselne, być może te, które znamy z Pieśni nad Pieśniami. W miejscu spotkania uroczyście potwierdzano spisaną wcześniej umowę, np. przez przyłożenie pieczęci. Najczęściej czynili to ojcowie nowożeńców, albo też rysowali na umowie jakiś znak. Pan młody odkrywał welon, którym była nakryta oblubienica. Jeśli była dziewicą, to prawdopodobnie oczekiwano, że ceremonia zakończyła się kontaktem seksualnym, który miał potwierdzać dziewictwo kobiety.

Ślub był ceremonią rodzinną. Miał charakter upubliczniony w tym sensie, że wszyscy w danej miejscowości i rodzinie wiedzieli o tej uroczystości. Zaproszeni goście składali nowożeńcom dary. Nie istniał zwyczaj ani obowiązek zgłaszania czy potwierdzania małżeństwa urzędowo. Kontrakt podpisany po hebrajsku nazywał się ketuba, czyli po prostu zapis. Ten dokument, spisywany między dwoma stronami, sprawiał, że akt małżeński w sensie zaślubin stawał się aktem prawnie wiążącym. Możliwe, że spisywano kontrakt w obecności pisarza, kogoś, kto umiał go sporządzić według ogólnie przyjętych reguł. Najczęściej sporządzano dwa egzemplarze, jeden zostawał w domu małżonków, drugi zabierał pisarz. Prawdopodobnie miał on u siebie coś w rodzaju archiwum, do którego każdy z zainteresowanych mógł się odwołać, zwłaszcza wtedy, gdy zaginęła kopia.

A jak było z Maryją i Józefem?

Wygląda na to, że kontrakt był już spisany, ale któryś z jego warunków nie został dopełniony. Może jeszcze ojcowie nie wymienili się darami, albo Józef nie miał warunków, żeby wziąć Maryję do siebie? Może zawarta umowa nie została jeszcze formalnie podpisana i warunkiem dopełnienia było wzięcie Maryi do domu męża? Ale tego wszystkiego możemy się tylko domyślać.

Skąd wzięło się porównywanie małżeństwa do Przymierza, które Bóg zawarł z Izraelitami?

Ten obraz znajdziemy u starotestamentalnych Proroków. To oni w trudnych czasach dla Izraela ukazywali małżeństwo jako wzór do naśladowania. Przymierze było umową, którą zawierali między sobą np. władcy, aby potwierdzić ustalenia dotyczące wzajemnych relacji czy pomocy w przypadku najazdu wrogów. Jeśli byli równorzędni, ich ustalenia były bardzo ogólne. Jeśli jeden był mocniejszy, to słabszy deklarował wypełnienie dodatkowych zobowiązań.

Umowa małżeńska i samo małżeństwo stało się symbolem przymierza rozumianego jako związek, który łączy na całe życie. Nie znamy formuł hebrajskich, za pomocą których zawierano związek małżeński. Rzymianie wyrażali to słowami: „Gdzie ty Kajusie, tam ja Kaja”. Być może taką formułą w starożytnym Izraelu były słowa z Księgi Rodzaju: „Ty jesteś isza, a ja jestem isz”, albo te wypowiedziane przez Adama, gdy po raz pierwszy zobaczył Ewę: „To jest ciało z mego ciała, kość z moich kości”. W kontekście małżeńskim mogły one oznaczać: „Jesteś przyjęta do nas, do naszego plemienia. Twoja krew jest taka sama, jak nasza, a twoje ciało takie samo, jak nasze”. Być może ten zwrot pojawiał się umowie małżeńskiej i wskazywał na to, że małżeństwo jest przymierzem krwi, a osoba, która wchodzi do rodziny, zawiera przymierze także z nią. Małżeństwo w takim ujęciu to coś więcej niż formalnie sporządzona ketuba, to jedność dwóch osób, to nierozerwalne przymierze. W to przymierze zostają włączeni nie tylko małżonkowie, ale ich rodziny i przyszłe dzieci.

dr Andrzej Mrozek, biblista, badacz literatury i kultury starożytnego Bliskiego Wschodu, pracownik naukowy Katedry Porównawczych Studiów Cywilizacji UJ

Wywiad ukazał się w 37 numerze „Biblii krok po kroku”.

 

Zobacz także