Dobrobyt

Nie byłem szwajcarskim bankierem ani chłopem polskim w czasach wojennych. Nie podjąłem tajnej współpracy ani nie obsługiwałem angielskiego króla.

Znam smak kiełbasy nazywanej wiejską, nie znam się na polityce. Nie myślę o braku domu, bo dom jakoś stoi. I używam prądu, który dawno stracił blask luksusu.

Czasem jakiś urząd potraktuje mnie bezdusznie, ale to nijak się ma do mojego sumienia. Nie z mojej winy nie jestem prześladowany. I chodzę do kościoła, w którym bezkarnie wisi krzyż.

W moich czasach w miarę jest bezpiecznie. Zakłady pogrzebowe robią za wielu, ludzie z kolejek do specjalistów mają rację, że nie powinno być kolejek, i stoją zaniedbani, wiedząc, że są zaniedbani.

I co z tego, że woda, którą leję z kranu, z czajnika, to właśnie ta woda, której brakuje w innym miejscu? Na rubieżach nie mojego świata, w krajach pokolonialnych Afryki? Że mój spokój jest za cenę reżimów i gdzie indziej człowiek umiera zamiast mnie?

Gdyby tu przyszedł, prosząc o wodę, odmówiłbym mu? Głodnemu, ukrywającemu się nie dałbym chleba?

Jak kłopotliwa jest moja niewinność. Niczemu nie służy. Wszystko usprawiedliwia. We wszystkim widzi swój powód.

Więc z czego będą mnie sądzić potomni? Że trafiłem w szeregi tego pokolenia i zażywałem pokoju, którego nie starczyło dla nich?

Jestem dzieckiem wszechświata i mam prawo być tutaj. Mam dobrą wolę, kuchnię, stół i ochotę na ser pleśniowy. Dobrze też śpię i nie waham się zasypiać.

Świeże pieczywo traktuję jak chleb powszedni. A spleśniałe kromki wyrzucam do śmieci.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Mateusz Czarnecki

Absolwent Polonistyki UJ, zajmuje się redakcją książek. Mąż wspaniałej żony i tato czterech córek. Mieszka na wsi polskiej.