Droga do spotykania Boga

Liturgia słowa: Ef 6,1–6; Łk 13.22–30

Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi (Łk 13,24).

To jest odpowiedź Pana Jezusa na pytanie: Czy tylko nieliczni będą zbawieni? (Łk 13,23). Ten krótki dialog z Panem Jezusem ukazuje charakterystyczną rozbieżność w sposobie podejścia do zagadnienia relacji do Boga. O co chodzi w pytaniu: Czy tylko nieliczni będą zbawieni? Jaka wizja leży u podstaw tak stawianego pytania? Wydaje się, że zasadą rozumowania jest swoisty egzamin przed Kimś: ilu go zda?

W istocie w pytaniu zawsze chodzi o nas, o to, czy my zostaniemy zbawieni. Ale nie pytamy wprost, nie pytamy: jak mamy żyć, byśmy zostali zbawieni, lecz pytamy o „statystykę” i w oparciu o nią budujemy swoją nadzieję: załapiemy się czy nie? Stąd pytanie anonimowe. Ewangelista pisze: Raz ktoś Go zapytał (Łk 13,23). Człowiek bez twarzy.

Natomiast odpowiedź Pana Jezusa jest na wskroś osobista: Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi (Łk 13,24). Jest to rada skierowana do każdego, kto słucha. Po niej następuje napomnienie, które jest apelem do wnętrza, do serca rozumianego jako centrum naszej świadomości i naszych najgłębszych wyborów: gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie zdołają (Łk 13,24). Po tym następuje jedynie rozwinięcie tego napomnienia przez przytoczenie konkretnej przypowieści ukazującej sytuację sądu ostatecznego i jej podsumowanie z wnioskiem. Sama wypowiedź odnosi się do Żydów, którzy uważali się za bliskich Bogu i jednocześnie bliskich Jezusowi przez pokrewieństwo i znajomość.

Ten „ktoś”, kto pytał, bardzo przypomina nasze podejście polegające na chowaniu się za anonimowością i szukaniu swojej nadziei w zewnętrznych zasadach i prawach, niewymagających stanięcia twarzą w twarz z żywą Osobą, co pociągałoby za sobą konieczność podjęcia osobistego ryzyka i odpowiedzialności za swoje życie, bez uciekania do usprawiedliwienia w prawie. Niestety, dzisiaj takie myślenie uciekające w anonimowość wyciska swoje ogromne piętno na naszym życiu. Nawet sobie z tego nie zdajemy sprawy, jak jest ono mocne.

Za przykład może służyć problematyczność dla nas tekstu pierwszego czytania z Listu do Efezjan. Święty Paweł mówi w nim o uległości dzieci rodzicom, co jesteśmy w stanie przyjąć, choć dzisiaj już wielu się przeciw temu buntuje, oraz o potrzebie uległości niewolników ich panom, czego nie jesteśmy w stanie zaakceptować. Jak św. Paweł mógł popierać niewolnictwo, system poniżania człowieka, nieuznający jego godności…?! Jeszcze więcej kontrowersji budzi wczorajszy tekst o uległości żony wobec męża!
Na czym polega problem? Dlaczego się buntujemy przeciw tym tekstom? Dlatego, że naszą perspektywą, z jakiej na nie patrzymy, jest prawo, zasada.

Jesteśmy wrażliwi na naszą wolność w wymiarze społecznym, na nierówność; to wszystko nas boli i budzi nasz sprzeciw. Dla św. Pawła natomiast istnieje zupełnie inna perspektywa i inny kontekst problemowy. Jemu chodzi o to, co i jak powinniśmy robić, abyśmy się zbawili, gdziekolwiek jesteśmy, kimkolwiek jesteśmy, niezależnie od sytuacji społecznej… Co mamy robić tu i teraz, my przed Bogiem? Przecież niewolnictwo było systemem tak mocno utrwalonym, że jego zmiana leżała poza wszelkimi możliwościami Pawła. Co zatem należało zrobić: walczyć o wolność społeczną, propagować ideę wolności…? Święty Paweł widzi zupełnie inaczej: Dzieci, bądźcie posłuszne w Panu waszym rodzicom (Ef 6,1) i w odniesieniu do niewolników:

Niewolnicy, ze czcią i bojaźnią, w prostocie serca bądźcie posłuszni waszym doczesnym panom jak Chrystusowi, nie służąc tylko dla oka, by ludziom się podobać, lecz jako niewolnicy Chrystusa, którzy z duszy pełnią wolę Bożą (Ef 6,5n).

Inaczej mówiąc: zróbcie z waszego życia drogę do spotykania Boga na każdym miejscu, cokolwiek robicie, służcie Jemu, uczcie się przez to posłuszeństwa zupełnie tak samo jak On, bo On, traktowany na końcu jak niewolnik, stał się posłuszny aż do śmierci. Wejdźcie w konkretne doświadczenie spotkania z Bogiem w waszej codzienności, tu i teraz. Nie szukajcie natomiast swojego zbawienia w zewnętrznym działaniu, w akcjach, w protestach, ideach… W istocie chodzi w nich o usprawiedliwienie siebie przed Bogiem jako sędzią: miej nas Panie za usprawiedliwionych, bo przecież walczyliśmy o sprawiedliwość…

Sprawiedliwość, o jakiej mówi Pan Jezus w Ewangelii, odnosi się do konkretnych spotkań z ludźmi. Żadna wielka akcja i walka o sprawiedliwość nie usprawiedliwi naszej nieuczciwości wobec konkretnego człowieka, nie usprawiedliwi naszej konkretnej niesprawiedliwości. Całe zatroskanie Pana Jezusa koncentruje się wokół konkretnej osoby, która się do Niego zwraca. Nie troszczy się On o abstrakcyjny ogół, ale o nas konkretnie i do nas konkretnie przemawia i apeluje do naszego serca. Nic nam przecież nie przyjdzie z tego, że obok nas tysiące ludzi pójdzie za Nim, jeżeli my sami nie staniemy wobec Niego osobiście i nie przyjmiemy Jego wezwania jako żywego słowa do nas skierowanego. Jedynie wtedy możemy się prawdziwie narodzić. Nikt inny nie może tego za nas zrobić! I to jest najważniejsza nasza sprawa: nie ogólne zasady, prawa społeczne, idee, ale konkretne spotkanie i nasze „tak” na żywy głos Pana, gdziekolwiek jesteśmy, kimkolwiek jesteśmy, cokolwiek byśmy w życiu robili. Jeżeli tego nie zrobimy, to na końcu usłyszymy: Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście (Łk 13,27).

Włodzimierz Zatorski OSB

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 5, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także