Dwie myśli w oparciu o jeden fragment

W swojej debiutanckiej książce pt. Esej o myśli hebrajskiej (1957 r.), Claude Tresmontant wyraża pewną niezwykle odważną tezę. Jest ona z pewnością kontrowersyjna, a ponieważ stanowi swojego rodzaju konstrukt historiozoficzny, lepiej pewnie myśleć o niej nie w kategoriach opisu żelaznych praw rządzących dziejami (ich logiki), ale narzędzia ostrożnego rozumienia historii. Myślę, że frapująco przydatnego narzędzia. Tresmontant pisze:

"Wzrost człowieczeństwa nie odbywa się z łagodnością i ciągłością organicznego rozwoju roślinnego czy zwierzęcego. Ludzkość rozwija się i rodzi w bólu, w sposób rozdzierający, pośród walk i przeciwności, w wojnie. Aby zarys biblijnej filozofii historii był pełny, trzeba nie tylko wydobyć na światło dynamizm tej koncepcji, aspekt wzrostu, narodzin, ale także z mocą zaznaczyć element negatywny, tragiczny, zawarty w tym powstawaniu. (…)

Widać jak główne intuicje Marksa – historia pojęta jako ewolucja ukierunkowana na wyzwolenie proletariatu, historia, którą od wewnątrz toczy nieuchronny proces, przekraczający poszczególne i indywidualne role – są blisko spokrewnione z profetycznymi ideami Izraela. W Biblii wojna jest wyrazem dialektyki ścisłej i bogatej w znaczenia teologiczne. Dla Izraela wojna jest skutkiem niewierności. Wydaje się, że biblijną teologię wojny ilustruje z największą jasnością późniejszy rozwój Kościoła. Czy Kościół pozwala zgubić jakąś część prawdy, której ma być stróżem? Natychmiast powstaje przeciwnik, który podejmuje tę porzuconą część prawdy, czyni się jej obrońcą, i w imię tej fragmentarycznej części atakuje Kościół. Tak więc chorobliwa duchowość, zdeprawowanie etyki ewangelicznej – zrodziły Nietzschego i Freuda. Nierząd, jakiego świat chrześcijański dopuścił się z klasami zamożnymi i władzą doczesną, z Ciemiężycielem ubogiego, wywołał Marksa. Prawda nie pozwala na to, by coś z niej zostało zgubione. Zwraca ona chrześcijańskiemu światu to, co utracił, a czego był depozytariuszem. Lecz przynosi mu to wraz z mieczem i rózgą Jahwe, z człowiekiem będącym młotem, którym Jahwe się posługuje. Jeżeli prawda nie potrafi już sprawić, że reprezentuje ją jedno Ciało, jedna nauka, wtedy sprawia, że reprezentuje ją wielu. Ale różni czciciele tej samej prawdy wypowiadają sobie wojnę, która świadczy o jedności prawdy. Gdyby doktryny obojętnie występowały obok siebie, można by wierzyć w każdą z osobna. Ale one przeciwstawiają się sobie i walczą jedne przeciw drugim. Co do wzajemnych krzywd ludzkich – pisze Plotyn – to może ich powodem jest dążenie do dobra, kiedy zaś siły zawodzą, żeby je osiągnąć, ludzie zwracają się przeciw bliźnim (Enneady III,2,4). Wojna oznacza, że prawda nie dopuszcza sytuacji, w której jest nieobecna albo podzielona. Prawda wyświadcza nam łaskę nie pozwalając nam definitywnie utracić depozytu sprawiedliwości, zedaka; karze nas za naszą niewierność. Możemy liczyć na nią, że nie pozwoli nam usadowić się w fałszu!

W tym sensie w historii nawet nasi adwersarze odgrywają pewną rolę w ekonomii naszego zbawienia. (…)"

(C. Tresmontant, Esej o myśli hebrajskiej, tłum. M. Tarnowska, Kraków 1996, s. 99-100)

Dwie generalne intuicje:

Bardzo kuszące wydaje mi się zastosowanie tego rozwiązania do próby zrozumienia ostatnich kilkudziesięciu lat historii katolickiej liturgii (albo w ogóle Kościoła), włącznie z rewolucją posoborową z jednej strony, a ostatnim renesansem Tradycji z drugiej. Dialektyczne ujęcie bardzo się narzuca… 

Jednym z najbardziej ważkich, pociągających a jednocześnie przerażających dla mnie logicznych wniosków płynących z tego tekstu jest autonomia prawdy. Nie jesteśmy w stanie nią manipulować, jej posiąść, zdominować, nawet jeśli jesteśmy niebotycznie pewni własnych racji i wyciągniemy tonę argumentów za własną opcją. To ona rządzi nami, a nie my nią. A że z jakiegoś powodu nie jesteśmy w stanie wyrażać jej w całości, przejawia się w dialektyce sprzeczności. To nie jest tak, że wszystkie wyznawane przez nas półprawdy są równoprawne. W ostateczności są co prawda komplementarne, ale to nie znosi ich wzajemnego antagonizmu. Wręcz przeciwnie  


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Tomasz Dekert

Tomasz Dekert na Liturgia.pl

Urodzony w 1979 r., doktor religioznawstwa UJ, wykładowca w Instytucie Kulturoznawstwa Akademii Ignatianum w Krakowie. Główne zainteresowania: literatura judaizmu intertestamentalnego, historia i teologia wczesnego chrześcijaństwa, chrześcijańska literatura apokryficzna, antropologia kulturowa (a zwłaszcza możliwości jej zastosowania do poprzednio wymienionych dziedzin), języki starożytne. Autor książki „Teoria rekapitulacji Ireneusza z Lyonu w świetle starożytnych koncepcji na temat Adama” (WAM, Kraków 2007) i artykułów m.in. w „Teofilu”, „Studia Laurentiana” i „Studia Religiologica”. Mąż, ojciec czterech córek i dwóch synów.