Dzieje zbawienia (Ołtarz Gandawski)

Nikogo nie było z Tobą w godzinę Twojego zwycięstwa. Nie było świadków narodzin świata. Nikt nie wie, jak noc sobotniego piekła stała się światłem wielkanocnego poranka.

We śnie jakieś skrzydła przeniosły nas nad przepaścią, we śnie doświadczyliśmy łaski zmartwychwstania. I nikt nie wie, jak to się stało, (…) że blady dotąd świat rozbłysnął naraz kolorami, a człowiek mimowolnie uśmiechnął się na myśl o cudzie, który właśnie się w nim dokonał[1].

(Dziś) poprzez Odkupienie stworzenie wraca na drogę, która doprowadzi do ostatecznego wypełnienia się zamysłu Bożego. Rozdzierająca je rana grzechu, oczyszczona krwią i wodą wypływającą z boku Chrystusa, spięta ramionami krzyża, zagoiła się. Ostatecznie wypełniły się słowa znane nam z Księgi Rodzaju: Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre[2].

Obraz nowego, odkupionego świata objawiony został apostołowi Janowi i opisany na kartach Apokalipsy. W roku 1432 niderlandzki artysta, Jan van Eyck, zakończył przekład jego wizji na język malarstwa, tworząc jeden z najwspanialszych klejnotów sztuki europejskiej – Ołtarz Baranka Mistycznego, od miejsca przechowywania zwany także Ołtarzem Gandawskim.

. (Fot. 5)
.

Doczesność i wieczność nie są wykluczającymi się porządkami. Dzisiejszy świat i Niebieska Jerozolima nie są odrębnymi, „następującymi po sobie” rzeczywistościami. Ich zjednoczenie dokonuje się w Kościele, który łączy niebo z ziemią, sprawy boskie ze sprawami ludzkimi poprzez modlitwę i sakramenty. Tu stary człowiek zostaje zastąpiony nowym. Tu umiera ten świat i wyłania się nowy. Tu przecinają się porządki czasów. Tu koniec staje się początkiem, a beznadzieja zadatkiem nadziei. Tu tryska z najtwardszej skały woda wiecznego życia [5]. (Fot. 7)

Jak kobieta stworzona z żebra mężczyzny i zaproszona do doskonałej jedności z nim, tak Kościół – Małżonka Baranka – zrodzony z przebitego boku Chrystusa, wezwany jest do powrotu do swego Źródła:

Tam, gdzie Ja jestem bądź również i ty. To, co Ja czynię i ty czyń we Mnie. (…) Tobie, Kościele mój, powierzyłem to źródło. Twe ręce rozdają Mnie jako chleb świata. (…) Ty wywiodłeś się z mego serca, a Ja spocząłem pod twym sercem. (…) W tobie moje serce staje się sercem świata. Ty sam jesteś świętym sercem ludów, świętym poprzez Mnie, tłoczącym moją krew poprzez wieki w ciele świata. W tobie dojrzewa moje zbawienie i Ja sam wyrastam ku swej pełni, aż – osiągnąwszy jedność z tobą w ciele moim i twoim, o moja oblubienico i moje ciało – Ojcu u stóp położę Królestwo, które wspólnie stanowimy. Przymierze naszej miłości stanowi sens tego świata[6].

Wezwanie skierowane do całego Kościoła, jest zarazem pragnieniem Chrystusa wobec każdego człowieka z osobna. Znajduje ono wyraz we wstrząsającym pytaniu, które Pan Jezus zadaje każdemu z nas, zwracając się po imieniu: Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie?[7] Tak często nie chcemy usłyszeć tego pytania! Zagłuszamy głos Boga, a jednocześnie narzekamy, że milczy. Skarżymy się, że nas nie wysłuchuje, a sami pozostawiamy Go bez odpowiedzi. Cierpimy z braku miłości, ale odrzucamy dramatyczną prośbę o miłość. Boimy się ryzyka, bo kochać Chrystusa, oznacza pozwolić poprowadzić się w nieznane, towarzyszyć Barankowi dokądkolwiek idzie, przebyć z Nim drogę, którą On przeszedł już w naszą stronę. Tyle tylko, i aż tyle. (Fot. 8)

Spójrzmy raz jeszcze na zewnętrzne skrzydła Ołtarza Gandawskiego, na scenę Zwiastowania, na Wszechmogącego stającego w pokorze przed człowiekiem i pytającego: „Czy zechcesz?”

Cicho, niemal niesłyszalnie, a przecież tak, że niemożliwe jest nie usłyszeć, zbliża się promień światła, propozycja siły, rozkaz, który jest czymś więcej i czymś mniej niż rozkazem; życzenie, prośba, wezwanie, kuszenie, krótkie jak okamgnienie i tak proste do pojęcia, jak spojrzenie dwojga oczu. Kryje się w nim obietnica miłości i radości i perspektywy niemożliwej do objęcia wzrokiem, ekscytującej do zawrotu głowy. Obietnica uwolnienia się z nieznośnego więzienia własnego „ja”. Przygoda, za którą tęskniłem od dawna. Absolutnego ryzyka, które daje pewność, że tracąc wszystko, wszystko zyskuję. Źródła życia zawsze dostępnego dla mnie, który umieram z pragnienia. Spojrzenie zupełnie jest zupełnie spokojne, nie ma w sobie nic z magicznej siły hipnotyzującego przymusu. Niosąc w sobie pytanie, pozostawia mi wolność[8]. Czy zechcesz przyjąć zaproszenie?

Gotowy jest już niebiański tron, w pogotowiu czekają słudzy, już wzniesiono salę godową, jedzenie zastawione, przyozdobione wieczne mieszkanie, skarby dóbr wiekuistych są otwarte, a Królestwo Niebieskie, przygotowane od założenia świata, już otwarte[9].


[1] Hans Urs von Balthasar, Serce świata, Kraków 2003, s. 113.

[2] Rdz 1, 31.

[3] Ap 4, 2–3; 7, 9; 7, 15–17; 21, 1–4.

[4] Hans Urs von Balthasar, Księga Baranka. Medytacje nad Apokalipsą św. Jana, Kraków 2005, s. 83.

[5] Serce świata, s. 144.

[6] Serce świata, s. 143–145.

[7] J 21, 17.

[8] Serce świata, s. 63.

[9] Starożytna homilia na Świętą i Wielką Sobotę (fragm.)

 

Zobacz także