Dziękczynienie

Przyszli mnie nawracać. Przebudzać mnie do swej wiary. Dawali periodyki agitacyjne. Było ich dwóch (nigdy w pojedynkę!). Około trzydziestoletni, o monotematycznym wyrazie twarzy i wyregulowanym stosownie do swojej misji uśmiechu. Fizjonomie znane mi już z broszurek przedstawiających raj.

Rozmowa skończyła się mniej więcej tuż po jej rozpoczęciu, choć moi nachalni bliźni zdążyli wspomnieć coś o istnieniu problemów globalnych oraz znajomości ich przyczyn.

Podziękowałem za pogadankę i zamknąłem drzwi z niezamierzonym zacietrzewieniem. Lecz w sercu nie umiałem stłumić dziękczynienia:

„Wielki Boże, dziękuję Ci, że nie jestem taki jak oni, którzy myślą, że to Ty poręczasz ich poczucie wybrania, ich przeświadczenie o wyższości objawienia, którego są akwizytorami. Ich wiara jest jak tabliczka mnożenia − są pewni wyniku. Dziękuję, że nie dałeś mi tej pewności!”.

 

 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Mateusz Czarnecki

Absolwent Polonistyki UJ, zajmuje się redakcją książek. Mąż wspaniałej żony i tato czterech córek. Mieszka na wsi polskiej.