Dzień Blogów

Pierwszy wpis na tym blogu pojawił się w październiku 2012 roku. Już trzy lata staram się być „Katechetą Obecnym”. Tutaj w sieci, bo w szkole jestem katechetą obecnym trochę dłużej (i Bogu niech będą dzięki!). Nie mogę się doczekać jutra, by znów zacząć nowy rok spotkań z uczniami. Ci, którzy czytają bloga, wiedzą dlaczego.

Tak jak napisałam w swoim pierwszym wpisie tutaj, blog „Katecheta? Obecny!” powstał z inicjatywy mojej licealnej młodzieży. To oni mnie namówili –  by nie powiedzieć: wymogli na mnie – jego zaistnienie. Tych, którzy nie znają historii pt: „Zanim założę bloga”  zapraszam do przeczytania wpisu o takim tytule. Do dziś bardzo mnie to wzrusza. „Zatem do dzieła rodacy, walczymy w dobrej sprawie!” – pisali moi uczniowie. Zresztą, można jeszcze ten ich fanpage na facebooku znaleźć. Kochani wariaci. A dziś ci wariaci już kończą studia, żenią się, wychowują dzieci.  A mnie, na samą myśl o tym, aż chce się żyć. No i piszę bloga, tak jak chcieli.

Cieszę się, że blog znalazł swoich czytelników. I że są nimi także właśnie moi uczniowie, mimo że i tak ciągle muszą mnie słuchać w szkole.  To dla mnie najlepsza motywacja, by pisać nadal. Bo przecież piszę o nich także dla nich. Dla siebie też. Dla swojej wiary. W Boga, w ludzi, w samą siebie. I w cuda – jak wtedy, gdy na adres szkoły w której pracuję przyszedł list od jednej z nieznajomych mi czytelniczek tego bloga (Pani Alicjo! Dziękuję!).

Zdarza się, że wpisy czytają inni katecheci. To bardzo ważne, bo to naprawdę inspirujący zawód i mamy się czym nawzajem podzielić. Możemy po prostu sobie pomóc. Kiedyś nawet Ksiądz wizytator katechezy z mojej diecezji napisał mi, że jeden z moich tekstów  o katechizacji dzieci będzie wprowadzeniem do ćwiczeń z dydaktyki dla kleryków na studiach z katechetyki. Chyba po to, żeby wiedzieli, czego na lekcjach mają NIE robić 😉 Sama zaczytuję się w tekstach innych, bardziej niż ja doświadczonych nauczycieli religii. I nie tylko religii. Wszystkim nam przecież chodzi – a przynajmniej powinno chodzić – o to samo. Gramy do jednej bramki. Jest nią nie tyle zdobyta i utrwalona wiedza i umiejętności, ile szczęśliwa i mądra przyszłość drugiego człowieka. A o to warto się starać. Warto o to walczyć. Warto się o to modlić. Zawsze.

Gdy Liturgia.pl przypomniała mi o Dniu Blogów (31 sierpnia) nie wahałam się ani chwili, by, zgodnie ze zwyczajem, podzielić się tutaj innymi blogami w sieci, które odwiedzam i systematycznie czytam. Ciężko było mi wybrać tylko pięć, ale może za rok zaproponuję kolejne. Oprócz serdecznego polecenia ich treści innym chcę również ten sposób bardzo mocno podziękować ich Autorom. Prawdziwym Pasjonatom, ludziom dobrym i wartościowym – którzy  poprzez swoje pisanie zrobili dla mnie wiele, mimo że zupełnie nie mieli o tym pojęcia. To nie są blogi wyłącznie o katechezie, bo choć dla mnie stanowi ona ¾ życia i moja Mama mówi, że w kółko gadam już  tylko o tym, na szkole się przecież świat nie kończy 😉 Zresztą sami zobaczcie.

 

1. http://mloda-matka.blogspot.com/

 

Blog Marty jest wyjątkowy. Nie tylko dlatego, że znam ją osobiście i chwalę się tym wszystkim naokoło. Nie tylko dlatego, że sama nie mam dzieci i dzięki Marcie mogę w taki sposób poznawać uroki macierzyństwa. Nie tylko dlatego, że Marta jest świetną matką  i świetną blogerką.  Blog Marty jest wyjątkowy bo jest bardzo prawdziwy. Bo można w nim odnaleźć całą głębię i piękno pozornie zwyczajnej codzienności. Zabawne, ale do bloga Marty bardziej niż do mojego pasują słowa, które zapisałam tu na stronie głównej: „Do nieba idzie się zwyczajnie – po ziemi”. Ona o tym świadczy każdego dnia. Wystarczy, że przygotowuje dzieciom obiad, bawi się z nimi, albo umiejętnie dobiera bajki, które mogą oglądać. Dziękuję Ci, Marta za to, że przypominasz mi, że świętość to dobrze przeżywana codzienność.

 

2. http://ladykitchen.pl/

 

Agnieszkę też znam osobiście, choć dopiero od tych wakacji. Ale też się tym szczycę. Nie przyznałam się jej jeszcze, że nie potrafię gotować (sic!), ale w jej blogu tli się dla mnie jakaś nadzieja na aktywną działalność wśród garnków. Na blogu Agi są nie tylko świetne przepisy, ale także niesamowite zdjęcia (pozdrowienia dla Pawła) i jej nieprzeciętny pisarski styl bo to wszechstronna, oczytana i niebanalnie błyskotliwa Mistrzyni Ciętej Riposty, a więc wszystko co najlepsze w jednej osobie. Na dodatek Aga to góralka, więc czego chcieć więcej. Chyba tylko tego, żeby jak najszybciej znów był lipiec, kolejne spotkanie, delektowanie się potrawami (ten tort!) i następna szansa na wyrabianie sobie najszlachetniejszych zmarszczek na twarzy – od ciągłego uśmiechu. „Latam” na energii Agi cały czas. Dzięki!

 

3. http://kramer.blog.deon.pl/

 

Ten blog znają chyba wszyscy. Czytałam go na długo przed erą katechezy w moim życiu. Chyba nawet wtedy, kiedy w ogóle nie wiedziałam, że pójdę na teologię. Ojciec Grzegorz Kramer zrobił w moim życiu jedną istotną rzecz – pokazał mi Boga, którego nie dało się nie pragnąć. Zaraził „na amen” miłością do Ewangelii. Nawet nie wie, że uratował mi niejedną katechezę, bo bezczelnie cytuję na lekcjach jego myśli. Wiem, że moi uczniowie też czytają tego bloga. To jest świetne, bo zawsze chciałam, by mieli mądrego nauczyciela. Dzięki Ojcu Grzegorzowi może i ja też się kiedyś taka stanę.  Modlę się o to, by świadectwem swojej miłości do Boga zmienił jeszcze niejedno życie. Tak jak kiedyś moje. Nie zapominam o tym przed Bogiem, Ojcze Grzegorzu. O tym, że JEST DOBRY też nie 😉

 

4. http://kierunekavonlea.blogspot.com/

 

Blog Bernadety to moje ostatnie odkrycie, ale czytam go od pierwszego wpisu. Bo jest cenniejszy niż „brylanty i marmurowe pałace”. Ci, którzy znają książki Lucy Maud Montgomery i historię rudowłosej Ani, będą wiedzieć, co tu można znaleźć. Bernadeta podróżuje po miejscach związanych z tą kanadyjską pisarką i jej dziełami. Niczym Ania Blythe znalazła na Wyspie Księcia Edwarda swój Wymarzony Dom i tak jak ona gotowa jest przyjmować w nim wielu gości, także wirtualnych. Bernadeta ma w sobie coś z Ani – gdziekolwiek by się nie pojawiła, dzieje się dobro, tworzy się piękno, a Bernadeta utrwala je i dzieli się tym z innymi. Dzięki jej podróżom, opisom i zdjęciom spełniam swoje marzenia, choć dziecięce, to wciąż aktualne. Dzięki Bernadecie mogę „być” w miejscach o których mi się nie śniło. Albo jednak śniło, zwłaszcza po kolejnym (liczonym już w dziesiątkach) czytaniu książek o Ani Shirley. Kiedyś pojadę tam naprawdę – i będzie to dla mnie zaszczyt jeśli to właśnie Bernadeta zabierze mnie na Zielone Wzgórze, nad Jezioro Lśniących Wód, do Alei Zakochanych. Na razie każdy jej wpis stwarza mi „ogromne pole do wyobraźni.”  I rozbudza nadzieję na to, że niemożliwe staje się możliwe. Wystarczy tylko naprawdę chcieć. Dziękuję Ci, Bernadko, za to, że przybliżasz mnie do marzeń. I za list, wiesz jaki 😉

 

5. Sed contra – blog Janusza Pydy OP

 

Nie mogę podać linku do tego bloga. Na obecną chwilę blog jest nieaktywny. Nie wiem dlaczego  i bardzo żałuję. Czerpałam z niego garściami. Choć bywało też, że mnie denerwował. Zmuszał do myślenia, kazał się zmagać z moimi przyzwyczajeniami, albo powierzchownymi i nieprzemyślanymi opiniami. Kiedy czytałam wpisy Ojca Janusza czułam, że chcę być mądrzejsza. A on sprawił, że stawałam się nie tylko mądrzejsza, ale i lepsza bo przez pewien czas o. Janusz był moim spowiednikiem, choć nie ma prawa tego pamiętać. Wiadomo ilu studentów przewija się przez krakowską Bazylikę. Ja pamiętam. Także w modlitwie i przynajmniej tu mogę powiedzieć: Ojcze Januszu, Bóg zapłać. To był dobry czas.  I doprowadził do celu o jaki nam chodziło. A co ważniejsze – o jaki chodziło Bogu. Może jeszcze kiedyś spotkamy się na Eucharystii, choć nie mieszkam już w Krakowie często tam bywam. Czekam na reaktywację bloga, pocieszając się na razie innymi wpisami w sieci i oczywiście anielskimi listami, które wszystkim polecam – to świetne książki („Listy starego Anioła do młodego” i „Listy Kasjela”). Ostatnio musiałam jeszcze raz kupić pierwszą część. Tę kupioną od razu po ukazaniu się pożyczyłam uczniowi i… to bardzo dobrze, że mi nie oddał.

 

Jeśli jeszcze kiedyś wpadniecie na mojego bloga, zerknijcie do tych przedstawionych powyżej. Zostańcie tam na dłużej, a najlepiej na zawsze. I mówcie o nich innym. Koniecznie. Warto.

 

 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

  • Nic już nie będzie takie samo

    Święto Objawienia Pańskiego jest świętem samego Jezusa i Jego szczególnych gości z daleka. Dla mnie,... więcej

  • Ona i On

    Byłam kiedyś wychowawcą klasowym. Katecheta rzadko nim bywa. Trafiłam do klasy na zastępstwo. Miałam być... więcej

  • Wszystko jest możliwe

    Czasami moje życie zaczynają zmieniać ludzie, których właściwie nie znam. Których nigdy nie widziałam. I... więcej

Małgorzata Janiec

Małgorzata Janiec na Liturgia.pl

Teolog i dziennikarka. Na świecie obecna od ponad 30 lat. W szkole jako katechetka – 10 razy krócej. Na lekcjach pyta z pytającymi. Szuka z szukającymi. Wierzy z wierzącymi i wierzy w „niewierzących”. Modli się ze wszystkimi i za wszystkich. Do pracy ma pod górkę. A w pracy uczy siebie i innych, że do nieba idzie się zwyczajnie – pod górkę lub nie – po ziemi.