Dzień, który nie ma końca

Zmartwychwstanie trwa. Wciąż i wciąż. Od wczoraj, przez najbliższy tydzień oktawy, a nawet przez najbliższe pięćdziesiąt dni, aż do zesłania Ducha Świętego, celebrujemy Paschę naszego Pana. I codziennie w modlitwie eucharystycznej będziemy słyszeć, że to dzisiaj obchodzimy święty dzień zmartwychwstania. Kościół nie boi się rozciągnąć tego jednego dnia na osiem kolejnych, na pięćdziesiąt. A gdyby mógł to i pewnie cały rok świętowalibyśmy Paschę, ale rzeczywistość Boża jest zbyt bogata i musi być miejsce na inne tajemnice. Ale nawet kiedy te święta będą odchodzić już w naszą niepamięć wciąż będziemy tę Paschę obchodzić. W każdej eucharystii, która jest Przejściem. Bo w każdej łamiemy Jego Ciało, czyli celebrujemy Jego mękę i śmierć, i w każdej łączymy je na nowo, czyli celebrujemy Jego zmartwychwstanie, prosząc aby nam pomógł dojść do miejsca, w którym jest teraz – do Ojca. Bo to jest Przejście. Bo to jest dzień, który nie ma końca.

Bieg, który wczoraj się rozpoczął, bieg za naszym Panem, który dokonał Przejścia, wciąż musi trwać. Ewangelia znów o nim dziś opowiada. Kobiety odchodzące od grobu znowu biegną, by oznajmić radosną nowinę uczniom. A skoro biegną, skoro nie stoją w miejscu, nie trwają w stagnacji – od razu spotykają Jezusa, którego szukały. Ale chwila radości i największego szczęścia, którym jest spotkaniem z ukochanym Panem nie może sprawić, że przestaniemy biec. Jezus od razu posyła je dalej, posyła je na kolejny bieg. Muszą zanieść nowinę do innych. Bo to jest dzień, który nie ma końca.

Niestety, dla nas często święta Paschy kończą się dzisiaj. Bo jutro trzeba pójść do pracy, wrócić do zwykłych obowiązków i do codziennych zajęć. Dla niektórych Pascha skończyła się już wczoraj. Dzisiaj tylko święto polewania wodą celebrujemy. Zachowujemy się dokładnie tak, jak arcykapłani i starsi, którzy dowiedzieli się o zniknięciu Jezusa: trzeba szybko sprawić żeby ludzie o tym zapomnieli, coś wymyślić, żeby to zdarzenie nie miało żadnego, nawet najmniejszego znaczenia. Na szczęście mimo ich wysiłków nic z tego nie wyszło i prawda o zmartwychwstaniu ciągle trwa przez dwa tysiące lat. Ale również, tak jak w Ewangelii, pogłoska, że to nie ma znaczenia „trwa aż do dnia dzisiejszego”.

Musimy więc biec. Biec za naszym bratem Jezusem, bo „Bóg wskrzesił Go, zerwawszy więzy śmierci, gdyż niemożliwe było, aby ona panowała nad Nim”. Musimy biec i nie wolno nam się zatrzymać. Co najwyżej na chwilkę, kiedy spotkamy Żyjącego, który zaraz pośle nas dalej. Musimy biec, aby Jego Przejście ogarnęło wszystkich, ogarnęło cały świat. Bo to jest dzień, który nie ma końca.

Adam Szustak OP

 

Zobacz także