Ekumenizm od podszewki

Właściwie miałem poczekać z tym tekstem, ale skoro czcigodny Ojciec Dyrektor napisał już o dialogu międzyreligijnym, to pomyślałem, że dorzucę moje skromne uwagi na temat dialogu między chrześcijanami.

Tuż po studiach uczyłem greki w seminarium baptystów. Młody, pełen szczytnych ideałów*) cieszyłem się, że to będzie prawdziwie ekumeniczna (współ)praca. Częściowo pewnie była, ale w dużej mierze była wielkim rozczarowaniem.

Na początku nie wszyscy w seminarium wiedzieli, że jestem katolikiem, więc miałem okazję wysłuchać bardzo szczerych opinii nt. Kościoła katolickiego. Można by je streścić, nawiązując do obrazu z Apokalipsy: Kościół rzymski to nierządnica, siedząca na szkarłatnej bestii, i to z jego powodu nadchodzi gniew Boży na ten świat. (Nawiasem mówiąc, nadejście gniewu Bożego mają też przyśpieszać samobójcy i homoseksualiści, jeśli wierzyć książkom w bibliotece owego seminarium.) Dowiedziałem się m.in., że religia katolicka polega na masowym spożywaniu niekwaszonego chleba i kulcie wszechmogącej bogini imieniem Maria. Być może, dla obserwatora z zewnątrz tak wygląda katolicyzm, zwłaszcza jeśli nie zada sobie trudu zrozumienia go. Ale skoro mówimy o dialogu ekumenicznym, skoro wspólnie szukamy jedności, to chyba nie tędy droga… Do dialogu należy też słownictwo…

Dalej: przekonanie o posiadaniu prawdy. Tylko wspólnota baptystów zachowuje czystą naukę ewangeliczną, tylko oni mają pełnię prawdy – i tylko oni mogą być pewni zbawienia. Jakakolwiek dyskusja w tym względzie nie istniała. Jeden z uczniów, który wiedział, że jestem katolikiem, powiedział: "Byłbym naprawdę spokojny, gdyby został pan baptystą – wiedziałbym, że będzie pan zbawiony".

Mimo chlubienia się "ewangelicznością", baptyści zdają się opierać tylko li na listach Pawłowych. Można mówić o swoistym prymacie Pawła. Przy czym podejście do pism Apostoła jest – mam wrażenie – dosyć wybiórcze. Z mocą się podkreśla, że kobieta ma milczeć w kościele, że charyzmatycy mogą się modlić w czasie liturgii tak, jak sami chcą, ale np. naukę o dziewictwie z 1 Kor pomija się całkowicie: małżeństwo staje się niemal obowiązkiem. Na pytania o poświęcenie się Bogu przez celibat reagowano pogardliwymi uśmieszkami. Jeśli wracamy do czasów apostolskich – a takie, jeśli dobrze zrozumiałem, było przekonanie baptystów – to czemu nie wracamy też do instytucji dziewic wczesnego Kościoła? Inna rzecz, której nie potrafiłem zrozumieć, to gadatliwe – z mojego punktu widzenia – modlitwy, i brak "Ojcze nasz" w czasie nabożeństw. I gdzie tu Ewangelia?

Byłbym jednak niesprawiedliwy, gdybym powyższe opisy odniósł do wszystkich baptystów. Nie, spotkalem też kilka rozsądnych osób, z którymi można było rzeczowo dyskutować, które nie wychodziły z pozycji "wiem lepiej, lepiej rozumiem Pismo", które naprawdę starały się poznać i zrozumieć inne Kościoły chrześcijańskie. Co ciekawe, były to zwykle osoby z Anglii, starsze panie, które przyjeżdżały do Polski uczyć angielskiego. Ale była też pastorska rodzina z Polski wschodniej.

Pisząc te słowa jestem świadomy, że mój Kościół też nie zawsze właściwie podchodził do dialogu ekumenicznego. Mam nadzieję, że te czasy już minęły. Ale patrzę z rezerwą na "ekumeniczny karnawał"; jeśli tylko na pokaz mamy się uśmiechać i zapewniać o dążeniu do jedności, a w głębi serca myśleć, że i tak tylko my mamy rację, a reszta wypacza Ewangelię – to ja dziękuję za taki ekumenizm. Owszem, wspólna modlitwa jest ważna, ale czy ma ona jakąkolwiek wartość, jeśli myślimy o modlącym się obok jako o "wyznawcy wielkiej bogini", który ma nikłe szanse na zbawienie?

A skoro napisałem już o niekwaszonym chlebie: kilkakrotnie pytano mnie w owym seminarium, czy tekst grecki Ewangelii precyzuje, co pił Jezus w czasie Ostatniej Wieczerzy: wino czy sok winogronowy. Bo wino to alkohol, i nie powinien go pić. LITOŚCI!!!

I na koniec myśl "mojego" profesora, J.R.R. Tolkiena, związana z "powrotem do ewangelicznego chrześcijaństwa": Kościół jest jak drzewo, jak o tym sam Pan mówi w przypowieści. Drzewo, zgodnie ze swą naturą, rośnie, rozwija się. Wyrosło z ziarna gorczycy, ale nie możemy tego ziarna odkopać, bo ono stało się drzewem, trzeba więc pielęgnować drzewo; próba "odkopania" ziarna doprowadzi do zniszczenia drzewa.

*) Moje liceum powstało w początkach 20. wieku jako szkoła przy parafii luterańskiej, i właściwie zawsze, nawet w czasach komunistycznych, zachowywano w nim ducha otwartości i tolerancji.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.