Elatio sensus czyli o podejściu do tradycji

Wywiad z o. Wacławem Oszajcą SJ przeczytałem kilka razy. Chyba dlatego, że po pierwszym razie nie mogłem uwierzyć w to, co przeczytałem. A jak już uwierzyłem, to nie mogłem zasnąć (to było wczoraj wieczorem). Co prawda, jak śpiewa poeta, "szlag mnie trafia - ergo sum", ale w zaśnięciu to istnienie nie pomaga.

Dzisiaj jeszcze raz przeczytałem i było tylko gorzej. Może znacie to atawistyczne uczucie, kiedy warkot sam wzbiera w gardle?

Dlatego stwierdziłem, że nie będę komentował wywiadu. A nuż bym bowiem szkody jakiej narobił. A ponieważ wczoraj (hm, raczej przedwczoraj, bo już po północy) było wspomnienie św. Ireneusza z Lyonu, genialnego teologa i polemisty, imiennika i patrona mojego najmłodszego syna, a poza tym stałego źródła mojej intelektualnej fascynacji, pomyślałem, że lepiej będzie sięgnąć do niego i zobaczyć, czy – jak to się górnolotnie mówi – miałby nam współczesnym coś do powiedzenia.

Ireneusz był człowiekiem, który widział nić tradycji w czasach kiedy – jak się zdaje – mało kto ją widział. Przy czym, dla niego jest to łańcuch sięgający daleko wstecz poza czasy Chrystusa, jej kanwę stanowi bowiem cała Boża oikonomia, o której mówią Prawo i Prorocy. Ale nie chcę tu robić wykładu nt. Ireneuszowej koncepcji tradycji (do którego zresztą w taki wieczór ja ten, będąc w trakcie drugiego piwa nie czuję się przygotowany). Raczej chciałbym przywołać pewne skojarzenie pomiędzy jednym fragmentem wypowiedzi Ireneusza pochodzącej z jego przegenialnej interpretacji opisów kuszenia Chrystusa na pustyni (Adversus haereses V,21,2) , a pojawiającym się w naszych czasach podejściem do tradycji.

Ireneusz traktuje kuszenie na pustyni nie tylko jako prawdziwe, historyczne wydarzenie, ale również jako jedno z kluczowych działań zbawczych Chrystusa, dzięki któremu, za pośrednictwem odparcia każdej kolejnej pokusy, grzech Adama zostaje, że tak powiem, zniwelowany w swoich własnych korzeniach. (Nie wchodzę tu w szczegóły, jeśli kogoś by to interesowało, to jakkolwiek głupio mi uprawiać autolans powiem, że pod koniec roku powinien ukazać się mój artykuł dokładnie tę kwestię omawiający.) Wypowiedź, o której mówiłem wyżej dotyczy drugiej pokusy (cytuję tu tylko mały fragment, ale na dole w przypisie można – jeśli kogoś to interesuje – znaleźć całe AH V,21,2). Ireneusz pisze:

"Tamten jednak [tj. szatan – T.D], będąc odrzuconym przez Prawo sam ponowił próbę ataku przez kłamliwe zacytowanie Prawa. Zabrawszy Go na najwyższy narożnik świątyni powiedział: Jeśli jesteś Synem Bożym rzuć się w dół. Jest bowiem napisane: »Aniołom swoim rozkaże o tobie, a na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień« (Ps 91,11n); ukrywając oszustwo pod płaszczykiem Pisma jak czynią wszyscy heretycy. To bowiem: Aniołom swoim rozkaże o tobie faktycznie jest w Piśmie; rzuć się w dół jednak Pismo nie mówi, lecz takie polecenie pochodzi od samego diabła. Pan więc odparł go Prawem, mówiąc: Ale jest napisane także: »Nie będziesz wystawiał na próbę Pana Boga twego« (Mt 4,7; Pwt 6,16), pokazując przez słowa zawarte w Prawie to, co jest powinnością człowieka, to znaczy, że nie powinien wypróbowywać Boga, a w odniesieniu do Siebie, ponieważ ukazał się człowiekiem, że nie wystawiałby na próbę Pana, swojego Boga. Pycha rozumu zatem, która była w wężu została zniesiona przez pokorę człowieka".

Elatio sensus, "wyniesienie/pycha rozumu"…

Z czym mi się to kojarzy? Właśnie z niektórymi (często i nobilnie występującymi w Kościele) podejściami do tradycji, i doktrynalnej i liturgicznej (oczywiście to rozróżnienie jest sztuczne). Ireneusz pisał, że Adam i Ewa byli dziećmi kiedy skusił ich diabeł. My też jesteśmy dziećmi, w tym sensie, że najczęściej stanowimy pokłosie procesów wykorzenienia. Każdy dojrzewa (albo nie) na własny rachunek i indywidualnie, a przecież człowiekowi nie może starczyć życia, żeby dojrzeć naprawdę. Po to jest tradycja, żebyśmy część naszej prawdziwej dojrzałości oparli na doświadczeniach pokoleń, które były przed nami. My zaś przychodzimy, patrzymy na ten cały "gmach" tradycji Kościoła i ponieważ MY (no i nasi znajomi) go nie rozumiemy – bo i jak mamy go rozumieć? – odmawiamy mu sensu w ogóle. Jak ktoś chce się dusić w tym kurzu niezrozumiałych staroci to oczywiście może (czego jak czego, ale prawa do duszenia się nie można przecież nikomu odmówić, pod warunkiem, że nie będą twierdzić, iż musimy mu w tym duszeniu się towarzyszyć), ale my wiemy, że tak naprawdę Chrystus chce od nas nieustannego burzenia zastanych schematów. Ecclesia semper… itd., itd.

Czy przyszło nam do głowy, żeby zamiast ładować się od razu z własnym wybujałym sensus – który, co ciekawe, zasadniczo "nie rozumie" tradycji Kościoła i właśnie dlatego chce wszystko ustawiać po swojemu – zaufać jej? Tzn. kazać się zamknąć własnemu przeintelektualizowanemu, przepełnionemu humanistycznymi dyrdymałkami rozumkowi i przyjąć, choćby na początek na zasadzie hipotezy do przetestowania, że może jednak ta tradycja nie jest czymś, co należy progresywnie przełamywać w procesie "zawsze-reformacji", ale czymś, co stanowi konkretny i "certyfikowany" (nie nominalistycznie lecz realnie) wyznacznik tego, jak prowadzić prawdziwe życie chrześcijańskie? A przynajmniej czymś, czego nie powinniśmy na dzień dobry, na sposób "pychy rozumu", nonszalancko zbywać?

No i masz, końcówka wyszła mi jak z kazania (to już świadoma refleksja dopisana na następny dzień).

__________________________________________________________

I jeszcze obiecany fragment z Ireneusza:

Ah V,21,2: Pan nie zrekapitulowałby więc w sobie tej starożytnej i pierwotnej wrogości przeciwko wężowi, wypełniając obietnicę Stwórcy i spełniając jego przykazanie jeśli przyszedłby od innego Ojca. Ale, jako że jest On [Ojciec] jeden i ten sam, który uformował nas na początku i wysłał Swojego Syna na końcu, Pan spełnił Jego przykazanie stając się uczynionym z niewiasty (Gal 4,4), zarazem niszcząc naszego przeciwnika i doskonaląc człowieka według obrazu i podobieństwa Bożego. I z tego powodu zniszczył go nie czymś innym jak słowami Prawa, a użycie przykazań Ojca uczynił pomocą w zniszczeniu i zdemaskowaniu odstępczego anioła. Poszcząc czterdzieści dni jak Mojżesz i Eliasz, poczuł następnie głód – po pierwsze, abyśmy mogli przyjąć, że jest On realnym i substancjalnym człowiekiem i przynależy do człowieczeństwa , które czuje głód kiedy pości, a po drugie, żeby Jego przeciwnik miał sposobność do zaatakowania Go. Aby tak jak na początku za pośrednictwem jedzenia wróg przekonał człowieka – choć nie cierpiał On głodu – do przekroczenia przykazania Bożego, tak też aby na końcu nie powiodło mu się w przekonywaniu Go, żeby będąc głodnym sięgnął po jedzenie, które pochodziło od Boga. Dlatego kiedy go kusił rzekł: Jeśli jesteś Synem Bożym rozkaż, żeby te kamienie stały się chlebem (Mt 4,3). Lecz Pan odrzucił Go przez przykazanie Prawa, mówiąc: Jest napisane: »Nie samym chlebem żyje człowiek« (Mt 4,4; Pwt 8,3). Co do tych słów, które powiedział: Jeśli jesteś Synem Bożym [Pan] milczał, przeciwnie powstrzymał go przez wyznanie, że jest człowiekiem i przez słowa Ojca zneutralizował jego pierwsze natarcie. Zepsucie człowieka zatem, które dokonało się w raju przez podwójne zjedzenie, zostało zniesione przez Niego, który stał się potrzebującym na tym świecie. Tamten jednak, będąc odrzuconym przez Prawo sam ponowił próbę ataku przez kłamliwe zacytowanie Prawa. Zabrawszy Go na najwyższy narożnik świątyni powiedział: Jeśli jesteś Synem Bożym rzuć się w dół. Jest bowiem napisane: »Aniołom swoim rozkaże o tobie, a na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień« (Ps 91,11n); ukrywając oszustwo pod płaszczykiem Pisma jak czynią wszyscy heretycy. To bowiem: Aniołom swoim rozkaże o tobie faktycznie jest w Piśmie; rzuć się w dół jednak Pismo nie mówi, lecz takie polecenie pochodzi od samego diabła. Pan więc odparł go Prawem, mówiąc: Ale jest napisane także: »Nie będziesz wystawiał na próbę Pana Boga twego« (Mt 4,7; Pwt 6,16), pokazując przez słowa zawarte w Prawie to, co jest powinnością człowieka, to znaczy, że nie powinien wypróbowywać Boga, a w odniesieniu do Siebie, ponieważ ukazał się człowiekiem, że nie wystawiałby na próbę Pana, swojego Boga. Pycha rozumu zatem, która była w wężu została zniesiona przez pokorę człowieka. A więc podwójnie został diabeł pokonany [niejako] z Pisma, gdy został zdemaskowany jako doradzający rzeczy przeciwnych przykazaniu Boga i ujawniony na podstawie swoich słów jako Jego wróg. On też, będąc odparty w tak mocny sposób, jak gdyby zbierając się w sobie, przywołał wszelkie posiadane moce fałszu i na trzecim miejscu pokazał Mu wszystkie królestwa świata i ich chwałę, mówiąc, jak wspomina Łukasz: Wszystko to dam tobie, bo do mnie należą i daję je komu chcę, jeśli upadniesz i złożysz mi pokłon (Łk 4,6). Wtedy Pan, demaskując go powiada: Odstąp Szatanie; napisane jest bowiem: »Panu Bogu swojemu będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz« (Mt 4,10; Pwt 6,13); obnażył go przez to nazwanie i ujawnił kim był: hebrajskie słowo Szatan oznacza bowiem apostatę. W ten sposób, zwyciężając go po raz trzeci, odrzucił go ostatecznie od Siebie jako zwyciężonego Prawem, a to, co stało się w Adamie przekroczeniem przykazania Boga, zostało zniesione przez nakaz Prawa, który wypełnił Syn Człowieczy nie przekraczając przykazania Boga


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Tomasz Dekert

Tomasz Dekert na Liturgia.pl

Urodzony w 1979 r., doktor religioznawstwa UJ, wykładowca w Instytucie Kulturoznawstwa Akademii Ignatianum w Krakowie. Główne zainteresowania: literatura judaizmu intertestamentalnego, historia i teologia wczesnego chrześcijaństwa, chrześcijańska literatura apokryficzna, antropologia kulturowa (a zwłaszcza możliwości jej zastosowania do poprzednio wymienionych dziedzin), języki starożytne. Autor książki „Teoria rekapitulacji Ireneusza z Lyonu w świetle starożytnych koncepcji na temat Adama” (WAM, Kraków 2007) i artykułów m.in. w „Teofilu”, „Studia Laurentiana” i „Studia Religiologica”. Mąż, ojciec czterech córek i dwóch synów.