„Eucharystia a życie” – sympozjum w Katowicach zakończone

Piękno liturgii, duchowa głębia i jej odbicie w rzeczywistości społecznej - to tylko niektóre wątki, poruszone 19 maja w Katowicach podczas sympozjum "Eucharystia a życie". W spotkaniu udział wzięli naukowcy z kilku polskich ośrodków, a także metropolita górnośląski abp Damian Zimoń, przewodniczący Komisji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów Episkopatu Polski bp Stefan Cichy.

W części dyskusyjnej bp Cichy wskazywał niebezpieczeństwo rutyny, płynące ze skostnienia liturgii w tych miejscach, w których jest pole do improwizacji. Z drugiej strony przestrzegał przed nadużyciami improwizacji w tych momentach, w których jest ona niedopuszczalna. Podając przykłady takiej radosnej twórczości, wspominał księży, którzy np. 3 maja, unosząc Ciało Pańskie, zamiast powiedzieć: "Oto Baranek Boży…", mówią: "Oto Syn Królowej Polski…" albo w dniu, w którym Kościół wspomina św. Annę, mówią w tym samym miejscu: "Oto wnuczek św. Anny…".

Uczestniczący w części teologicznej sympozjum ks. prof. Alojzy Drożdż z Uniwersytetu Śląskiego, podkreślił, że Eucharystia to nie jest coś – Eucharystia to jest Ktoś. – Ten, kto przyjmuje Eucharystię, przyjmuje Jezusa, przyjmuje Jego styl życia – wyjaśnił prof. Eugeniusz Sakowicz z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Dodał, że Europa przeżywa poważny kryzys człowieczeństwa, ale można je odbudowywać, karmiąc się właśnie Eucharystią.

Ci, którzy godnie przyjmują Eucharystię, są także ludźmi o najwyższym stopniu kultury – zauważył ks. prof. Drożdż. Dodał, że cieszy go wytworzenie się w Polsce grupy ludzi, posiadających świadomość wartości Eucharystii. – Oni są żywym Kościołem – podkreślił.

O stuosobowej grupie, która już od stycznia przygotowuje liturgię Triduum Paschalnego w jednej z warszawskich parafii opowiadał znany dziennikarz telewizyjny Jan Pospieszalski. Podczas kolejnych dni Triduum Paschalnego kościół wspomnianej parafii pęka w szwach na pół godziny przed rozpoczęciem liturgii. Każdy z uczestników otrzymuje specjalny śpiewniczek. Uroczystości trwają po kilka godzin, a jednak nikt się nie spieszy, nie biegnie do domu. Wiele pracy włożonej jest w śpiew, który wykonywany jest tylko raz w roku. Dlatego wszyscy, którzy w te dni przychodzą do kościoła, otrzymują od zaangażowanych w to przedsięwzięcie swoich przyjaciół i sąsiadów ewangelizacyjny w wymowie komunikat: "Nam na tym bardzo zależy".

Jan Pospieszalski proponował także, by osoby odpowiedzialne w Polsce za śpiew liturgiczny dostrzegły zjawiska, jakie dokonały się w Polsce w ostatnich 10 latach. Chodzi o dołączenie do repertuaru tradycyjnych pieśni utworów, pochodzących choćby z wydanego w krakowskim ośrodku dominikanów śpiewnika pt. "Niepojęta Trójco". Są to – jego zdaniem – śpiewy staranne zarówno muzycznie, jak i teologicznie, a podczas wielkich Mszy, odprawianych po śmierci Jana Pawła II można się było przekonać, jak wielu wiernych odnajduje się w ich stylistyce.

inf. KAI

 

 

Zobacz także