Exultet iam angelica turba caelorum…

Zaczyna się od wezwania do radości – „Weselcie się już, zastępy Aniołów w niebie! Weselcie się, słudzy Boga!”. Radość zstępuje z nieba na ziemię w momencie, gdy wspominamy, jak Syn Boży powstał z ziemi, która miała Go w sobie zamknąć. Ziemia i niebo łączą się, przeciwności zostają zniesione: nie ma już takiej ciemności, która by nie mogła być przeniknięta światłem Paschału. Kościół pieśnią chwali Paschał, „wyśpiewuje pochwałę świecy”, bezpośrednio odnosząc swoją radość do światła wniesionego w historię przez Boże działanie. Moment kulminacyjny tego działania to Zmartwychwstanie Chrystusa – w Zmartwychwstałym historia przestaje być nieprzeniknionym mrokiem gry ludzkich namiętności i szalonego przypadku.

Exsultet opowiada o historii i ma swoją historię. Oto Paschał miał się w liturgii pojawić na pewno już od IV w., Exsultet śpiewano już od VII w. w kościołach na terenie Galli. Do obrządku rzymskiego włączony został w IX w., a najstarszy zachowany tekst Exsultetu pochodzi z położonego na południu Włoch Benewentu i datowany jest na X w. Przypisuje się autorstwo Exsultetu św. Augustynowi (V w.) lub nawet św. Ambrożemu (IV w.). Ten drugi, jako patron pszczelarzy, miałby szczególny powód, aby aż dwukrotnie wspomnieć pracę pszczół, a wsłuchujący się w słowa Exsultetu mieli szczególny powód, by w Ambrożym, patronie pszczelarzy, widzieć autora słów Exsultetu.

Niezależnie od tego, jak starożytny jest sam Exsultet, radość jest związana z samym Zmartwychwstaniem i ze światłem Chrystusa, które jego uczniowie rozpoznają we wspólnocie Kościoła. Ten moment radości i zachwytu nad ogniem, nad światłem, nad siłą Boga, jest radością i zachwytem nad powołaniem do życia w naszym Panu, Jezusie Chrystusie. Exsultet jest zawsze hymnem całego Kościoła, chociaż rola śpiewającego jest wyraźnie podkreślona w samym tekście. Sam prosi on o błogosławieństwo dla siebie – to też nieprzypadkowo należy do treści Exsultetu. Reprezentant Kościoła nie jest anonimowy, lecz konkretny i ważny – tak jak w Kościele każdy i każda z nas.

Każde następne słowo Exsultetu ma nas prowadzić do medytacji nad wagą i znaczeniem Bożych dzieł dla nas. Działanie Boga jest potężne i wyraźne, starożytna, łacińska poezja brzmi pięknie nawet w tłumaczeniu, ale przecież jesteśmy dopiero na początku Wigilii Paschalnej i przed nami długa noc… Czy to więc źle, jeśli słuchając po raz kolejny Exsultetu, będziemy przestępować z nogi na nogę? Wielkie dzieła Boże historii zbawienia, piękna symbolika światła i ciemności, melodia Wielkiej Pieśni Pochwalnej i proklamacja Orędzia Wielkanocnego, wielki ładunek emocjonalny i podniosły nastrój chwili – wszystko to powinno nas zachwycić, ale chciałoby się powiedzieć: „jak zachwyca, kiedy nie zachwyca”, a może nawet trochę męczy?

Tekst Exsultetu napisany jest bardzo prosto. Skomplikowana melodia i liturgiczna wskazówka nakazująca śpiew Exsultetu, nie zawsze pozwala dostrzec całą prostotę przekazu. Nie dajmy się jednak zwieść pozorom: oto prosta opowieść, wszystko wytłumaczone, żadnych niedopowiedzeń. To przede wszystkim z uwagi na znajdujących się w kościele katechumenów. Oni słuchają tej pieśni po raz pierwszy, oni mają ją dobrze zrozumieć. Oni wchodzą w misterium Paschalne po raz pierwszy, ale wchodzą w owe misterium poprzez świętującą wspólnotę. Nasza obecność to służba dla nich, ale też dla siebie nawzajem. Liturgia jest służbą także w wymiarze obecności. Bez nas nie byłoby świętującej wspólnoty. Bez naszego „Amen” kończącego Exsultet mielibyśmy do czynienia jedynie z popisem śpiewaczym i pięknym, pobożnym tekstem modlitwy.

 

Zobacz także