Fantazja Ducha Świętego

Na tytule tej księgi można połamać sobie język: Martyrologium Romanum. Jest zbiorem wszystkich świętych i błogosławionych czczonych w Kościele katolickim. Nieprzypadkowo wybrano datę prezentacji. 4 grudnia 41 lat temu biskupi zebrani na Soborze Watykańskim II ogłosili Konstytucję o Liturgii świętej, która zmieniła oblicze współczesnego Kościoła. W zeszłym roku dla upamiętnienia tego wydarzenia odbyło się w Watykanie sympozjum poświęcone recepcji dokumentu. Zainteresowanie tematem skłoniło watykańską Kongregację Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów do organizowania co roku 4 grudnia sympozjum liturgicznego. Ostatnie poświęcone było w całości nowemu, drugiemu od Soboru, wydaniu Martyrologium Romanum.

Skąd taka księga?

Świadectwa kultu oddawanego świętym sięgają II wieku. Początkowo czczono tylko męczenników, z czasem zaczęto oddawać kult również wyznawcom i ascetom. Rozwój kultu świętych narzucał potrzebę ujęcia go w pewne ramy i nadania mu także odpowiedniej formy literackiej. W taki właśnie sposób powstały pierwsze martyrologia, czyli wspomnienia męczenników, ascetów, dobroczyńców Kościoła, wzbogacone szeregiem szczegółów historycznych czy legendarnych, tworzących coś w rodzaju szkicu biograficznego. Najstarsze, tzw. Martyrologium Syryjskie, pochodzi z początków V wieku. Pierwsze Martyrologium Rzymskie, czyli oficjalny wykaz świętych, powstało po Soborze Trydenckim w 1586 r. Do Soboru Watykańskiego II ukazało się 130 wydań tej księgi, ostatnie pochodziło z 1956 r. Każde z nich starało się uzupełniać i poprawiać ten katalog świętych Kościoła.

Największe zasługi dla krytycznego opracowania zbioru położył ostatni Sobór, zalecając powołanie specjalnej komisji dla nowego wydania księgi. Przed Komisją był ogrom pracy polegającej na sięgnięciu do wielorakich źródeł i znalezieniu odpowiedzi na cały szereg problemów historycznych, liturgicznych i prawnych. Wszystko to znacznie wydłużyło czas pracy nad księgą, dlatego pierwsze wydanie ukazało się dopiero w roku 2001. Od tamtej chwili upłynęły zaledwie trzy lata i księgę kolejny raz należało wznowić i uzupełnić. Trzeba ufać, że szybko ukaże się polskie tłumaczenie.

W tym szaleństwie jest metoda

Ostatnimi osobami włączonymi do Martyrologium z roku 2001 byli błogosławieni, wyniesieni na ołtarze przez papieża Jana Pawła II w czasie jego pielgrzymki na Ukrainę w czerwcu 2001 r. Od tego czasu Papież kanonizował i beatyfikował kolejne osoby. W nowym Martyrologium jest ich ponad siedem tysięcy. Nie oznacza to oczywiście, że tylko tylu świętych było na świecie. Obecność świętego w Martyrologium oznacza jedynie pewność, że istnieje zaaprobowany przez Kościół kult danego świętego.

Słyszy się czasem wątpliwości, czy taka mnogość beatyfikacji i kanonizacji nie prowadzi do spowszednienia i dewaluacji tego wydarzenia. Podobne uwagi dotarły do Papieża, który miał się kiedyś wyrazić, że to nie jego „wina”, tylko Ducha Świętego, który wzbudza ostatnio w Kościele tylu świętych i błogosławionych. Człowiek w każdej epoce potrzebuje wzorów do naśladowania. Dzisiejsze czasy proponują bohaterów-komety. Jednego dnia ich podobizny sprzedaje się w milionowych nakładach, a drugiego nikt o nich nie pamięta. Papież natomiast wskazuje na bohaterów prawdziwych, których piękno nie przemija, nie zależy od koniunktury czy mody.

W tej „rekordowej” liczbie beatyfikacji obecnego pontyfikatu zawarta jest jeszcze inna prawda – przesłanie o Kościele. W Roku Jubileuszowym, prawdopodobnie tym samym malkontentom, nie podobała się prośba Jana Pawła II o wybaczenie win Kościoła z przeszłości. Zarzucali oni Papieżowi przepraszanie za wszystko, czyli swoisty „meaculpizm” (mea culpa – moja wina). Krytyków Jana Pawła II za każdym razem zawodzi brak perspektywy, brak całościowej wizji Kościoła, którą ma obecny Papież. Z jednej strony mówi on bowiem światu, że członkowie Kościoła są grzeszni, prosi w ich imieniu o wybaczenie. Z drugiej, natomiast, ukazuje, że Kościół jest święty – mocą działającej w nim łaski. Dlatego niestrudzenie wynosi do chwały ołtarzy kolejnych świętych i błogosławionych, łącznie ponad 1800 osób! Nowe wydanie Martyrologium ma charakter ekumeniczny, bo znalazło się w nim wielu świętych Kościoła wschodniego.

Na co nam, grzesznym, Księga świętych?

Autor Listu do Hebrajczyków pisze, że jesteśmy „otoczeni zastępem świadków” (Hbr 12,1). To pocieszająca wizja – być otoczonym zastępem świadków, orędowników, danych nam ”ku pomocy”. Martyrologium ukonkretnia ten tłum: siedem tysięcy imion, siedem tysięcy historii. Księga ta może spełniać funkcję katechetyczną i wychowawczą. Środki masowego przekazu codziennie mówią o morderstwach, aferach, kataklizmach. Martyrologium dnia informuje o zwycięstwach nad złem, egoizmem, nienawiścią. Jest to więc księga nadziei.

Wielu zdziwi fakt, że każdemu ze świętych poświęcono tylko kilka linijek tekstu. Niezależnie od tego, czy jest słynny jak św. Franciszek, czy znany tylko nielicznym. W tej materii obowiązuje w księdze całkowita równość. W ten sposób redaktorzy księgi podkreślają fakt pierwszeństwa łaski. To nie święci są w tej księdze najważniejsi, tylko łaska Boża, która w nich odniosła zwycięstwo. Święci są tylko „tłumaczami” tego, co Boże, na to, co ludzkie.

Błogosławiony kard. Schuster, biskup Mediolanu, zwykł mawiać, że szatan nie boi się stadionów, zgromadzeń, sal kinowych, tylko naszej świętości! Swoim kapłanom tłumaczył, że kazania mają na ogół mały wpływ na wiernych, ale kiedy spotykają się ze świętością, wówczas żegnają się, klękają i modlą. Gdy czyta się życiorysy świętych, przypominają się również słowa bł. Matki Teresy z Kalkuty, że świętość nie jest luksusem dla wybranych, ale zadaniem dla każdego.

Siłą Martyrologium jest to, że mówi o świętości w tysiącach barw, odcieni. Wyraża w ten sposób fantazję Ducha Świętego. Ukazuje świętość nie jako schemat, ale jako krajobraz, pejzaż do odkrycia. To niezwykła księga. Właściwie ciągle się pisze. Każdy z nas może w niej się znaleźć.

Artykuł pochodzi z „Gościa Niedzielnego”.

 

Zobacz także