Fascynacje literackie (1) – Świat Dysku

Zgodnie z obietnicą daną Pani Joannie chcę nadrobić długomiesięczne zaległości i zacząć poświęcać część wpisów twórczości Terrego Pratchetta. Odkryliśmy ją z Agnieszką około 1,5 roku temu i od tamtej pory przeczytaliśmy praktycznie wszystkie jego wydane po polsku książki traktujące o Świecie Dysku, większość z nich wielokrotnie (moi przyjaciele i współpracownicy mogą potwierdzić, że jest to chyba najczęściej przywoływany przeze mnie w rozmowach autor).

Dość ciekawe jest to, że wcześniej konsekwentnie broniliśmy się przed tymi książkami (pomimo dochodzących do nas z różnych stron superlatywnych opinii). Ten opór wynikał z tego, że Agnieszka krótko po studiach próbowała przeczytać któryś z pierwszych tomów i na tej podstawie strasznie się do Pratchetta zniechęciła. A potem, na zasadzie jakiejś małżeńskiej osmozy, ta niechęć przeszła na mnie (ja wcześniej raczej mało o tym autorze słyszałem). Owe 1,5 roku temu, zupełnie przypadkiem, w czasie jednej z naszych częstych wizyt w domu rodziny Czarneckich, Agnieszka zaczęła od niechcenia przeglądać Morta, pierwszą z książek, w których jedną z głównych ról odgrywa Śmierć (jako antropomorficzna personifikacja). Potem sięgnęła po Pomniejsze bóstwa. Skończyła nad ranem…

Ale dość już wspomnień rodzinnych. Wystarczy powiedzieć, że kontakt z twórczością Pratchetta jest dla nas jednym z ważnych wydarzeń w życiu w ogóle, taką rozłożoną w czasie mini-iluminacją.

Nie wydaje mi się, żeby miało jakiś sens rozpisywanie się tutaj ogólnie na temat autora i jego sposobu pisania, bo ci, którzy znają Pratchetta i jego książki tego nie potrzebują, a ci którzy nie znają, szybko się znudzą. Myślę więc, że najlepsze, co mogę zrobić to podzielić się z tymi, którzy będą skłonni to czytać, jakimś szczególnie dla mnie ważnym fragmentem i ewentualnie opatrzyć go krótkim komentarzem. Aha, jedna rzecz jest, jak sądzę, na tyle ważna, że warto o niej tu wspomnieć. Pratchett jest często identyfikowany jako humorysta lub satyryk. Bez wątpienia jest on mistrzem czegoś, co na własny użytek nazywam "konstruktywną ironią" (a co odróżniam od ironii destruktywnej opisywanej np. przez A. de Saint-Exupery’ego w Twierdzy), jak też niezrównanym wirtuozem wielopoziomowego żartu językowego i sytuacyjnego. Ale to wszystko jest tłem (do którego, jak pokazują jego ostatnie książki, autor nie jest niewolniczo przywiązany) dla niezwykle trafnych spostrzeżeń i rozważań nad naturą ludzką oraz nad problemami czy kwestiami, takimi jak odpowiedzialność, rodzicielstwo, religia, reguły życia społecznego, wojna (to ostatnie jest chyba jakąś obsesją autora), czas, kobiecość, wychowanie, itd. Pratchett jest filozofem i moralistą, którego na pierwszy rzut oka można by o to nie podejrzewać….
Fragment, który chcę dzisiaj zamieścić pochodzi z książki pt. Wiedźmikołaj, czwartej, w której jedną z głównych ról odgrywa Śmierć – siedmiostopowy szkielet w czarnej szacie i z kosą, jeżdżący na białym rumaku. Świat dysku jest konstrukcją metanarracyjną, w której rzeczy, które dla nas stanowią tylko i wyłącznie przedmiot narracji, tam istnieją realnie i są w stosunku do narracji autonomiczne. Śmierć jest więc antropomorficzną personifikacją zjawiska końca życia, jego kształt został określony przez ludzką konwencję narracyjną, a on sam, jakkolwiek człowiekiem nie jest, to będąc określonym przez quasi-ludzką formę przejmuje od ludzi pewne cechy. I, choć może to zabrzmieć dziwnie, fascynuje go życie, zwłaszcza życie ludzi. W Wiedźmikołaju (jak również w Kosiarzu i Złodzieju czasu) on sam, wraz ze swoją wnuczką Susan (która jest człowiekiem posiadającym pewne cechy Śmierci) stawiają czoła Audytorom – nieistotom będącym upostaciowieniem bezduszności praw rządzących fizycznym światem. Audytorzy nienawidzą życia biologicznego za jego nieprzewidywalność i zmienność, a nade wszystko nienawidzą ludzi, którzy przeżywają swoje życie w sposób nie dający się nijak zaszufladkować. Atakują więc ludzi na różne sposoby, a w tej akurat książce, targają się na tę szczególną ludzką zdolność, jaką jest oparte na fantazji nadawanie światu fizycznemu "ludzkiego oblicza". Chcą wyrugować tę zdolność poprzez próbę wyeliminowania z ludzkiego myślenia jednej małej cegiełki, będącej swojego rodzaju metonimią lub synekdochą całej umiejętności (vel skłonności), a mianowicie dziecięcej wiary w Wiedźmikołaja (czyli oczywiście odpowiednik naszego św. Mikołaja). Śmierć przeciwstawia im się po pierwsze oddziałując na swoją wnuczkę tak, aby zaradziła przyczynie zaniku wiary w Wiedźmikołaja (nie wchodząc tu w szczegóły), zaś po drugie, przez przebranie się za Wiedźmikołaja i rozwożenie prezentów, aby podtrzymać wiarę w niego do momentu, aż ten nie będzie mógł powrócić. Po tym, jak udało im się ostatecznie wybronić Wiedźmikołaja od ataków Audytorów rozmawiają i tę właśnie rozmowę chcę tu przytoczyć:
 

– ODWIOZĘ CIĘ Z POWROTEM, zaproponował po chwili Śmierć.

– Dzięki. Powiedz mi…

CO BY SIĘ STAŁO, GDYBYŚ GO NIE URATOWAŁA?

– Tak. Słońce i tak by wzeszło, prawda?

NIE.

– Przestań. Nie sądzisz chyba, że uwierzę. To przecież fakt astronomiczny

SŁOŃCE BY NIE WZESZŁO.


Stanęła przed nim

 

-Mam za sobą ciężką noc, dziadku! Jestem zmęczona i chcę się wykąpać! Nie mam ochoty słuchać takich bzdur!
SŁOŃCE BY NIE WZESZŁO.

-Doprawdy? A co by się stało, jeśli wolno spytać?

ZWYKŁA KULA PŁONĄCYCH GAZÓW ROZJAŚNIŁABY ŚWIAT.


Przez chwilę szli w milczeniu.


– No tak – mruknęła Susan ze znużeniem. – Sztuczki ze słowami. Wydawało mi się, że jesteś bardziej dosłowny.

JESTEM CAŁKOWICIE DOSŁOWNY. SZTUCZKI ZE SŁOWAMI TO DZIEDZINA LUDZI.

– No dobrze – ustąpiła Susan. – Nie jestem głupia. Chcesz powiedzieć, że ludzie potrzebują fantazji, żeby życie stało się znośne.

NAPRAWDĘ? JAKBY TO BYŁA JAKAŚ RÓŻOWA PIGUŁKA? NIE. LUDZIE POTRZEBUJĄ FANTAZJI, ŻEBY BYĆ LUDŹMI. ŻEBY BYĆ TYM MIEJSCEM, GDZIE SPADAJĄCY ANIOŁ SPOTYKA SIĘ Z WSTĘPUJĄCĄ MAŁPĄ.

– Wróżki Zębuszki? Wiedźmikołaje? Małe…

TAK. JAKO ĆWICZENIE. MUSIECIE ZACZĄĆ OD NAUKI W MAŁE KŁAMSTWA.

– Żebyśmy mogli potem uwierzyć w wielkie?
TAK. SPRAWIEDLIWOŚĆ. MIŁOSIERDZIE. OBOWIĄZEK. TAKIE RZECZY.

– To przecież całkiem co innego!

TAK MYŚLISZ? WEŹ ZATEM WSZECHŚWIAT I ROZGNIEĆ GO NA NAJDROBNIEJSZY PYŁ, PRZESIEJ PRZEZ NAJDROBNIEJSZE SITO, A POTEM POKAŻ MI CHOCIAŻ JEDEN ATOM SPRAWIEDLIWOŚCI, JEDNĄ MOLEKUŁĘ MIŁOSIERDZIA. A JEDNAK… Śmierć machnął ręką. A JEDNAK DZIAŁACIE, JAK GDYBY ISTNIAŁ JAKIŚ IDEALNY PORZĄDEK ŚWIATA, JAK GDYBY BYŁA WE WSZECHŚWIECIE JAKAŚ… JAKAŚ SŁUSZNOŚĆ, WEDŁUG KTÓREJ MOŻNA GO OCENIAĆ.

– No tak, ale przecież ludzie muszą w to wszystko wierzyć, inaczej nie ma sensu…

WŁAŚNIE O TO MI CHODZI.


Spróbowała zebrać myśli.

JEST TAKIE MIEJSCE, GDZIE OD MILIONA LAT ZDERZAJĄ SIĘ DWIE GALAKTYKI, stwierdził Śmierć a propos niczego. NIE PRÓBUJ MNIE PRZEKONYWAĆ, ŻE TO SŁUSZNE.

– No tak, ale ludzie o tym nie myślą – odparła Susan.


Gdzieś tam czekało łóżko…


TAK JEST. WYBUCHAJĄ GWIAZDY, ZDERZAJĄ SIĘ ŚWIATY, WŁAŚCIWIE NIGDZIE WE WSZECHŚWIECIE CZŁOWIEK NIE MÓGŁBY ŻYĆ, BY NIE ZOSTAĆ NATYCHMIAST ZAMROŻONY ALBO USMAŻONY, A JEDNAK WIERZYCIE, ŻE…, ŻE ŁÓŻKO JEST CZYMŚ ZWYCZAJNYM. TO NAPRAWDĘ ZADZIWIAJĄCY TALENT.

-Talent?
O TAK. BARDZO SZCZEGÓLNA ODMIANA GŁUPOTY. MYŚLICIE, ŻE CAŁY WSZECHŚWIAT ISTNIEJE W WASZYCH GŁOWACH.

– Tak mówisz, jakbyśmy byli obłąkani – zaprotestowała Susan.


Miłe, ciepłe łóżko…


NIE. POTRZEBNA WAM WIARA W RZECZY, KTÓRE NIE SĄ PRAWDZIWE. W JAKI INNY SPOSÓB MOGŁYBY SIĘ STAĆ?

T. Pratchett, Wiedźmikołaj, tłum. P. Cholewa, Prószyński i S-ka, Warszawa [brak daty wydania], s. 294-296.

 
 
 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Tomasz Dekert

Tomasz Dekert na Liturgia.pl

Urodzony w 1979 r., doktor religioznawstwa UJ, wykładowca w Instytucie Kulturoznawstwa Akademii Ignatianum w Krakowie. Główne zainteresowania: literatura judaizmu intertestamentalnego, historia i teologia wczesnego chrześcijaństwa, chrześcijańska literatura apokryficzna, antropologia kulturowa (a zwłaszcza możliwości jej zastosowania do poprzednio wymienionych dziedzin), języki starożytne. Autor książki „Teoria rekapitulacji Ireneusza z Lyonu w świetle starożytnych koncepcji na temat Adama” (WAM, Kraków 2007) i artykułów m.in. w „Teofilu”, „Studia Laurentiana” i „Studia Religiologica”. Mąż, ojciec czterech córek i dwóch synów.