Gdy runie przybytek

Wtorek XXXIV tygodnia zwykłego, lit. słowa: Dn 2,31–45; Łk 21,5–11

Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony (Łk 21,6). Przerażająca perspektywa, która w historii się nieraz realizowała.

Jerozolima została zburzona w 70 roku po Chrystusie, świątynia zniszczona i do dzisiaj jej nie ma. Nie wiadomo nawet na pewno, czy mur, który po niej został (tak zwana ściana płaczu), pochodzi ze świątyni, czy nie jest to mur średniowieczny. Ale w historii było wiele takich zniszczeń wspaniałych budowli, miast, najświętszych miejsc. W naszej historii pamiętamy ogromne zniszczenie Warszawy w 1944 r. Kiedyś popadł w ruinę Tyniec. Dzisiaj są odbudowane podobnie jak Jerozolima. Są jednak i takie miejsca, których nikt nie odbudował po ich zniszczeniu. Po ludzku patrząc, wydaje się, że to wielka tragedia. Jednak musimy wiedzieć, że przecież wszystko, co istnieje na ziemi, kiedyś zostanie zniszczone. Giną nie tylko budowle, nie tylko miasta, ale i całe cywilizacje. Przemija bowiem postać tego świata (1 Kor 7,31).

W dzisiejszym pierwszym czytaniu z Księgi Proroka Daniela senne widzenie króla Nabuchodonozora jest wizją kolejno po sobie następujących królestw i potęg, które ostatecznie będą zniszczone przez kamień, mimo że nie dotknęła go ręka ludzka, to znaczy, że będą zniszczone przez Boga. Bóg w ten sposób wzbudzi królestwo, które nigdy nie ulegnie zniszczeniu (Dn 2,34.44). To królestwo będzie pochodziło od Niego samego.

Jednak to, co dla nas najważniejsze, to fakt, że nasze życie doczesne skończy się. Święty Paweł obrazowo porównuje to do budowli:

Wiemy bowiem, że jeśli nawet zniszczeje nasz przybytek doczesnego zamieszkania, będziemy mieli mieszkanie od Boga, dom nie ręką uczyniony, lecz wiecznie trwały w niebie. Tak przeto teraz wzdychamy, pragnąc przyodziać się w nasz niebieski przybytek (2 Kor 5,1n).

To bolesne doświadczenie odsłania przede wszystkim prawdę, że nie warto umieszczać w dobrach doczesnych swojej istotnej nadziei. Nasze trwałe mieszkanie jest u Boga. Niestety, bardzo często o tym zapominamy. Tak bardzo przywiązujemy się do doczesności, że trzeba nieraz bardzo bolesnego doświadczenia, abyśmy zrozumieli, że w naszym życiu chodzi o coś o wiele większego. Dlatego trzeba przejść przez śmierć, która nas ogołaca ze wszystkiego tego, co na ziemi, oczyszcza ze wszystkich przywiązań. A jest ich wiele w naszym życiu.

Może warto sobie zdać sprawę z niektórych z nich. Wymienię tylko dwa. Pierwsze z nich to nasze wyobrażenia, które jednocześnie są największą przeszkodą w życiu duchowym. One były przyczyną, dla której Żydzi odrzucili Pana Jezusa jako Mesjasza. Dalej coś, co zwykle jest bardzo potrzebne w życiu, ale absolutyzowane niszczy prawdziwą więź z Bogiem, mianowicie nasze zwyczaje. Pan Jezus atakował zwyczaje u Żydów wówczas, gdy przysłaniały one Bożą miłość i powinność miłości względem bliźnich. Kiedyś o. Piotr Rostworowski podsumował przyjęcie sióstr w Italii słowami: „monastycyzm, ale bez miłosierdzia”. Bywa tak, że trzeba zrujnować mury, by życie mogło odrodzić się na nowo. Tak było w przypadku pierwszego zniszczenia Jerozolimy i w naszym życiu także tak bywa.

Ten, kto prawdziwie szuka Boga, a nie jedynie siebie i swoich zabezpieczeń, przechodzi przez te doświadczenia zwycięsko. To znaczy, że coraz bardziej zbliża się do Boga i w Nim odnajduje swoją nadzieję.

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 5, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także