Gdyby Obama był papieżem…

Niegdyś wybitny teolog, Hans Küng, a obecnie teolog Hans Küng opublikował wywiad, a potem tekst pod takim, jak ten wpis tytułem. Ciekawych odsyłam do źródeł: TiimesOnline i Sueddeutsche.de. Po pierwszej lekturze odechciało mi się komentowania. Po drugiej uznałem, że może jednak warto.

Jeśli porównuje się dwie osoby lub je sobie przeciwstawia, powinna występować między nimi jakaś analogia lub jej brak. Prościej, jakaś płaszczyzna, na której porównanie lub przeciwstawienie występuje. Na przykład, gdy ktoś przeciwstawia krasnoludka i olbrzyma, powie: wzrost jest tym, czego jeden ma za mało, a drugi aż nadto. Cóż takiego ma prezydent Obama, czego papież Benedykt nie ma. I uwaga! Nie chodzi o ilość pigmentu. A można by się i takiej argumentacji spodziewać po autorze zestawienia.

Dlaczego jestem taki cięty na szwajcarskiego teologa to inna kwestia. Spójrzmy do tekstu. Obama to nowe objawienie dla części Amerykanów (o tym, że dla części nie należy zapominać). Küng przedstawia nowego prezydenta jako piewcę nadziei i cudotwórcę, który już dał wyraz swej wręcz nadprzyrodzonej mocy. Teraz USA czeka nie kryzys, ale jego przekroczenie, nie ma mowy o republikańskiej, tfu!, konserwatywnej beznadziei i stagnacji, nadszedł czas reform, których skutek będzie oczywiście pozytywny. Pominę fakt, że żaden z liczących się ekonomistów amerykańskich nie jest choć w części tak pewien ekonomicznych skutków rządów nowego prezydenta, jak Küng. Ale też i teolog niezbyt się skupia na chwaleniu gospodarczych uzdolnień prezydenta, które bądź co bądź mogą się okazać nieco niewystarczające wobec globalnej sytuacji ekonomicznej. W końcu on jest jeden, a kryzys się panoszy na wzór średniowiecznej zarazy. Co innego napawa  Amerykanów – i jak pisze Szwajcar – wspierający prezydenta cały świat (sic!) optymizmem i nadzieją.

Przyczyny są dość nieprecyzyjne, więc proszę wybaczyć, jeśli źle je wyliczę. Przede wszystkim Obama: w krótkim czasie wyprowadził USA z nastroju przygnębienia i poparł reformy przez przedstawienie wiarygodnej wizji nadziei i strategicznego "przesunięcia" zarówno w krajowej jak i zagranicznej polityce. Dalej, jest wyraźnie wychylony w przyszłość i otwarty na nią i na ludzi, skupiony na nawiązywaniu nowych relacji partnerskich i układów [politycznych], promienieje nadzieją, promuje inicjatywy obywatelskie oraz wzywa do "nowej ery odpowiedzialności", przeprowadził zdecydowane natarcie w podejmowaniu reform, wykorzystując prawa udzielone mu na mocy Konstytucji i "wielkiej tradycji" kraju (232 lata – TG).

Prawda, że cudotwórca? Trąci nieco populizmem, ale nie mi to rozstrzygać. Zwrócę tylko uwagę, że w drugim dniu urzędowania (obiecał, że zrobi to w pierwszym) dzięki zniesieniu prezydenckich postanowień poprzedników, wsparł funduszami federalnymi organizacje proaborcyjne (1 mld $). Dla dzieci nienarodzonych nadzieja chyba jednak przygasła.

Papież, według Künga, to przeciwieństwo błyskotliwego prezydenta. Gorzej nawet, Benedykt XVI przypomina G. W. Busha, a to jak wiadomo – zbrodnia. Po czterech latach rządów papieża Niemca – zdaniem teologa – w Kościele panuje przygnębienie, paraliżuje spiętrzenie koniecznych do podjęcia reform, papież jest tępy (w org.: niezdolny do nauki) w zakresie aborcji i kontroli urodzin, daleki od podjęcia jakichkolwiek istotnych reform, arogancki i pozbawiony przejrzystości w sprawowaniu urzędu, ograniczający wolność i prawa człowieka (sic!), brak mu zaufania, otacza się klakierami, a nie kompetentnymi uczonymi (Küng?), faworyzuje ludzi, którzy odrzucają: prawo do wolności religijnej, dialog z innymi Kościołami i reformę liturgiczną; dla przywrócenia jedności z grupką arcyreakcyjnych biskupów ryzykuje utratę zaufania milionów katolików wiernych Soborowi Watykańskiemu II, daje całą wstecz, inspiruje się Kościołem wieków średnich (to dopiero skandal! – TG), jest sceptyczny w stosunku do Reformacji (jak śmie!? – TG), dwuznaczny w stosunku do współczesnych praw wolności (cokolwiek autor ma na myśli – TG), nie podejmuje dialogu z Islamem, ani innymi wielkimi religiami, dialog z Żydami zdewastował, jest zmrożony lękiem, dlatego ogranicza prawa i wolności człowieka jak tylko dalece to możliwe, interpretuje otwarty Sobór Watykański II w absolutnie mylnej perspektywie "wstecz", czyli przez orzeczenia zamkniętego na nowe idee Soboru Watykańskiego I. Pewnie coś pominąłem, ale obraz chyba już mili Czytelnicy mają.

Jaki powinien być papież lub też jaki by był, gdyby był tak wspaniały jak prezydent Obama?Na to skomplikowane pytanie, pada odpowiedź w pięciu punktach. Przytoczę tylko część. Najpierw papież Obama stwierdziłby, że Kościół katolicki jest w głębokim kryzysie, którego najwyraźniejszym przejawem (streszczając) stanowi brak powołań i niewystarczająca liczba księży. Dalej, ogłosiłby pełną nadziei wizję kościoła ożywionego przez ekumenizm, porozumienie z Żydami, Islamem i każdą wielką religią świata. Natychmiast wprowadziłby na mocy dekretów najbardziej palące reformy, czyli: akceptację antykoncepcji, zniesienie celibatu, wyświęcanie kobiet do prezbiteratu (czyli "na księży"), zatwierdziłby wspólnotę Eucharystii z protestantami. Na koniec zwołałby sobór ekumeniczny, by podjęte dekrety potwierdził.

Tyle pan Hans. Ręce mi opadły i niełatwo zmusić je do dalszego klepania w klawiaturę. Ograniczę się więc już tylko do wykazania pewnych podstawowych sprzeczności. Mogłyby one jednak umknąć Czytelnikowi nienawykłemu do lektury tekstów Künga.

Po pierwsze, proszę zwrócić uwagę na fakt, że papież nadużywa swojego urzędu i łamie wolność współczesnych przez swe anachroniczne poglądy, ale nie ma nic zdrożnego we wprowadzaniu dekretów modyfikujących kilkusetletnie nauczanie Kościoła i zwołanie soboru w celu wyrażenia aprobaty dla takiego postępowania. Nie ma w tym cienia despotyzmu. Ot, logika.

Po drugie, największą winą Kościoła jest to, że jest Kościołem. To bardzo charakterystyczny element prozy teologa. Dlatego należy Kościół pozbawić cech charakterystycznych, żeby się tak nachalnie nie rzucał w oczy. Ekumenizm to zrównanie wszystkich (uwaga!) religii i pozbycie się dogmatów katolickich (ulubiony przykład: doktryna o Eucharystii i bóstwo Chrystusa). Ot, katolicyzm.

Po trzecie, teolog ani razu nie odwołuje się do Objawienia, że o Chrystusie Panu nie wspomnę. Łączy się z tym fakt, że współczesna kultura Zachodu jest ważniejsza niż wszelka tradycja kościelna. Ot, teologia.

Po czwarte i ostatnie, ważniejsze jest poczucie nadziei niż jej faktyczne uzasadnienie. Ot, poczucie realizmu.

Eh, no miało być "po ostatnie", ale dodam jeszcze, że  nie ma znaczenia przywracanie jedności pomiędzy chrześcijanami, których nie dzieli doktryna o Eucharystii (Bractwo Piusa X, TAC). Po prostu Küng, myślący logicznie współczesny teolog katolicki z głębokim poczuciem realizmu.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Tomasz Grabowski OP

Tomasz Grabowski OP na Liturgia.pl

Od początku zaangażowany w działalność Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego, w latach 2005-2010 jego dyrektor, a od przekształcenia w Fundację – prezes w latach 2010-2016. Od września 2016 r. prezes Wydawnictwa Polskiej Prowincji Zakonu Kaznodziejskiego „W drodze” w Poznaniu i stały współpracownik Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.