Goły człowiek czyli o (być może) właściwej perspektywie

Spora część pomysłów na blogowe wpisy umarła mi śmiercią naturalną zanim zdążyłem przelać je na ekran. Ten, który właśnie zapisuję też miał szansę, ale kilka ostatnich dyskusji sprawiło, że pomyślałem sobie, iż może warto jednak do niego powrócić. Pojawił się on w sytuacji, którą opisywał tu Mateusz Czarnecki, a która wiązała się z całkowitym i dość długotrwałym brakiem prądu, jakiego również moja rodzina doświadczyła niecały miesiąc temu.

Brak energii elektrycznej oznaczał dla nas nie tylko wcześniejsze położenie się spać, ale również brak ogrzewania (szczęśliwie możemy dogrzewać piecami kaflowymi) i ciepłej wody, a po jakimś czasie brak wody w ogóle (siadły pompy w lokalnym wodociągu). Z okolicznych sklepów szybko znikały świece i woda mineralna, nieczynne były też okoliczne stacje benzynowe (o czym zorientowałem się kiedy dojechałem do jednej z nich na końcówce rezerwy). Itd., itd. Sytuacja ta we mnie osobiście wywołała przede wszystkim uczucie lęku.

Lęku, bo wyobraziłem sobie, co działoby się gdyby ta sytuacja potrwała dłużej, albo – co jest już wizją katastroficzną – gdyby ostatecznie energii zabrakło. Pratchett w jednej ze swoich książek wygłasza, chyba ustami lorda Vetinarego, tezę, że jednym z największych pragnień ludzi, niezależni od tego, co by głosili, jest żeby jutro nie różniło się specjalnie od wczoraj, żeby było "normalnie". A w tej sytuacji szlag trafia miłą rutynę codzienności, a co ważniejsze, również całą misterną sieć zajęć, rzeczy, przyjemności itd., z których ową naszą codzienność konstruujemy.

Ta sytuacja i związany z nią lęk pokazały mi jedną bardzo ważną rzecz. (to było trochę jak sytuacja graniczna Jaspersa, albo heideggerowskie doświadczenie trwogi). Pokazały mi… mnie. Bez wszystkich cywilizacyjnych zaciemniaczy i uspokajaczy. Goły człowiek, że tak powiem… Trudno to opisać.

Potem przyszło mi do głowy, że być może to przeczucie gołego człowieczeństwa jest jakoś zbieżne z celem radykalnej ascezy, takiej jak u Ojców Pustyni. Ograniczenie potrzeb, które w naszym codziennym sposobie życia puchną bez końca, powoduje konieczność bycia tylko człowiekiem.

Skojarzenia liturgiczno-teologiczne to przekleństwo. Ale cóż, skoro są, to nie będę ich przecież blokował. Myślę sobie, że warto uczestnicząc w liturgii, czy to jako kapłan, ministrant czy świecki, mieć w pamięci kim ostatecznie w rzeczywistości jesteśmy. Gołymi ludźmi. Jako takich Chrystus nas zbawił, a kiedy wreszcie przed Nim staniemy, to właśnie jako tacy.
 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Tomasz Dekert

Tomasz Dekert na Liturgia.pl

Urodzony w 1979 r., doktor religioznawstwa UJ, wykładowca w Instytucie Kulturoznawstwa Akademii Ignatianum w Krakowie. Główne zainteresowania: literatura judaizmu intertestamentalnego, historia i teologia wczesnego chrześcijaństwa, chrześcijańska literatura apokryficzna, antropologia kulturowa (a zwłaszcza możliwości jej zastosowania do poprzednio wymienionych dziedzin), języki starożytne. Autor książki „Teoria rekapitulacji Ireneusza z Lyonu w świetle starożytnych koncepcji na temat Adama” (WAM, Kraków 2007) i artykułów m.in. w „Teofilu”, „Studia Laurentiana” i „Studia Religiologica”. Mąż, ojciec czterech córek i dwóch synów.