Grzyby

Są tacy, co nie znają się na grzybach. Ja się znam. Pasjami lubię zbierać grzyby. Szukać w porę i czasem nie w porę. W ogóle niebo wyobrażam sobie jako wielkie grzybobranie. Może z tą różnicą, że nie chciałbym mieć tam zbyt dużo towarzystwa.

Nie odmawiam innym nieba. Ani nawet grzybów. Zwłaszcza gdy wysypią. Ale gdy w niedzielny wczesny poranek słychać zewsząd nawoływania i trzaski i niepowstrzymane hordy grzybiarzy przeciągają hurmem przez las… Nie, niebo grzybiarza jest jednak osobiste.

Kto by zrozumiał, jaka więź łączy serce zbieracza z grzybami? Ech, człowieku. Nie ma bardziej niezwykłego piękna niż znalezione nagle gniazdo maślaków, niż świeży widok czerwonych kozaków, prawdziwka unoszącego igliwie, stadka żółciótkich kurek! Cuda niewiarygodne, pierwotna szlachetność świata, jasne oblicza świętych. Kto by się spodziewał, kto uwierzył? Ot, niby niepotrzebna, śmieszna pozostałość po rajskich ostępach, dziecięco prosty majestat: grzyb.

Gorzkawy aromat, ziemisty jak starcze ręce, skóra, plecha żywota, mocny smak strumienia. Nieopisany i nieobjawiony. Nieznany Prorokom ani Apostołom.

Pokarm pokutny i wytworny. Tyle bogaty, co niesyty. Prosty jak pory roku, jak życie i śmierć!

Kto wstawał nad ranem, by przyglądać się mokrym mchom i trawom, kto zatrzymywał się dziesiątki i setki razy u podnóży drzew, i uginał karku, wreszcie giął się w pas i oczy wypatrzył w leśnym poszyciu. Kto zna to skupienie, tę grzybową kontemplację i z pokorą przyjął wszystkie po świecku nudne reguły zbieractwa, ten wie, że czym habit dla zakonnika, tym koszyk dla grzybiarza. A obfitość zbiorów? Ech, człowieku, co za grzyby! Z lasu i spod serca. Moje i nie moje. Prawdziwe, niewzruszone. Intymne i powszechne. Niebo to wielkie grzybobranie!

Ale tam niebo. Są tacy, co źle zbierają. Otruci i biedni. Ofiary lekceważenia odwiecznych praw gatunków. Chociaż właściwie nie wiem, po czym można nie poznać grzyba. Poznaje się jadalnego po nim samym. Dobrego po dobrym. Jak pozory sromotnika mogą uróść do rozmiarów prawdy? Nie pojmuję takiej pomyłki. Czy komuś atlas grzybiarski służy za tradycję zbieraczą?

Szczęściarz ze mnie. Nikt mi nie odbierze, nie wyrwie już ze mnie żadnymi torturami tych duszonych grzybów, gulaszów z prawdziwkami i zup. Nikt nie odwoła mi dawnego przywileju zbieractwa, godzin z kozikiem w ręku, prawa do siebie wracającego z dyskretnie zasłoniętym kapotą koszem!

Tak sobie myślę, że gdybym niezrozumiałym zrządzeniem miał zostać kiedyś świętym, to tylko od wiary maluczkiej, wiary bez cienia wątpliwości, gotującej barszcz z uszkami na urodziny Panajezusowe.  I do nieba niosącej może nie naręcza dobrych uczynków, ale suszonych grzybów, jako zadośćuczynienie za grzechy, które wyliczę tam co do jednego z pamięci.

Wiem, to niedorzeczne. Ale niech moim atrybutem będzie po prostu koszyk. Albo i jakiś grzybek. Nie musi być od razu prawdziwek. Ot, sitak, bagniak czy surojadka. I proszę pamiętać, żebym został patronem od Bóg wie czego. Od spraw zwyczajnych jak obranie ziemniaków czy sól kuchenna.

Jak sól, no i nieodzownie liść bobkowy. I pieprz. I proszę też nie zapomnieć o cebuli. Wszystko inne wedle woli. Istne cuda. Z lasu i spod serca. Cierpkie i słodkie. Jak krew w ustach, miąższ życia. Proszę o tym pamiętać! Choćby nie wiem co! Smak pozagrobowy, miąższ życia! Proszę nigdy nie zapomnieć!


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.
Grzyby

Zobacz także

  • Dom

    „Wiemy, że Jego Ciało nie może być obecne, jeśli nie odbyła się przedtem konsekracja przez... więcej

  • Urlop na Wielki Piątek

    Episkopat zadbał o to, by uroczystość Objawienia Pańskiego była dniem wolnym od pracy. Z pewnością była to... więcej

  • Ze wspomnień ministranta. Amory

    „Ministrant ma być ministrantem nie tylko przy ołtarzu, ale i poza kościołem” − grzmiała nam... więcej

Mateusz Czarnecki

Absolwent Polonistyki UJ, zajmuje się redakcją książek. Mąż wspaniałej żony i tato czterech córek. Mieszka na wsi polskiej.