Hołd Królowi

Męka szyderstwa każe też pytać o bodajże jednego, który nie nienawidzi króla za Jego wspaniałość, nie bierze udziału w błazeńczym hołdzie, ale zachował w sobie dość prawości, by oddać hołd prawdziwy. 

Tym żołnierzom były znane opowieści o cudem wyratowanych towarzyszach broni z rąk barbarzynców na minutę przed śmiercią. Niewykluczone, że wśród nich był ktoś, kto to przeżył i poznał ciemność beznadziei, gdy otoczony przeważającą liczbą wrogów wiedział, że pozostała mu tylko śmierć, tortury. Ten, gdy patrzy na szyderstwa ze skazańca i wie, że jemu nikt z pomocą nie przyjdzie, cudem nie wyratuje, a dostrzega tę hardo podniesioną głowę, to musi patrzeć z podziwem. Podziw tego żołnierza wobec tajemniczej mocy ducha tego wyszydzanego człowieka u bram śmierci, mocy, której on sam w tamtym momencie życia, gdy stanął oko w oko z nieuchronnością śmiercią, w sobie nie znalazł, jest rzeczywistym wyrazem hołdu. Prawdziwy hołd tylko z zachwytu się bierze.
 
Setnik zaś, który stał naprzeciw Niego, widząc, że w ten sposób wyzionął ducha, rzekł: „Istotnie, ten człowiek był synem Bożym” (Mk 15.39)
 
Setnik, który być może oglądał szyderczy spektakl, teraz patrzy na umieranie Jezusa. Jest doświadczonym oficerem liniowym. Jest też rzeźnikiem, jak każdy z tych żołnierzy walczących wręcz. Ile widział zarzynanych przez siebie w walce, w ilu egzekucjach uczestniczył! Widział wiele śmierci. Jest wytrawnym jej obserwatorem. W perspektywie takiego doświadczenia trzeba czytać to, co mówi u Marka.
 
Sposób umierania Jezusa wprawił go w niezwyczajne poruszenie. Tylko ktoś maksymalnie bliski Bogu (syn) mógł tak umierać. Widział ludzi oszalałych ze strachu przed śmiercią, widział też tak zawziętych, że praktycznie nie zauważali własnej śmierci. Widział umierających godnie i przeklinających w godzinie swojej śmierci dosłownie wszystko. Patrzył na śmierci spokojne i wzburzone. Pełne niedopełnienia i ulgi, ale także pełne fatalizmu. Pełne rozpaczy i ponurej zgody na swój los. Tyle śmierci, ile umierających ludzi, ale takiej jak ta nie widział. Tylko sam władca śmierci mógł tak umierać. Jej król, ten, który nią włada – Bóg. Ale Bóg jest nieśmiertelny. Boga nie można uśmiercić.
 
Zatem ten skazaniec z pretorium z dumnie podniesioną głową, ten ukrzyżowany, który umarł jak ktoś, kto panuje śmierci, a nie ona jemu, jest synem samego Boga.
 
Gdy zaczęło się trzęsienie ziemi, to pogańska dusza centuriona wrażliwa na znaki boskości w przyrodniczych wydarzeniach tylko przyświadcza temu, co zrozumiał pod krzyżem Jezusa.
 
Setnik zaś i jego ludzie, którzy trzymali straż przy Jezusie, widząc trzęsienie ziemi i to, co się działo, zlękli się bardzo i mówili: „Prawdziwie ten był synem Bożym”. (Mt 27.54)

Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marian Grabowski

Marian Grabowski na Liturgia.pl

Dr hab. fizyki teoretycznej, profesor zwyczajny nauk humanistycznych. Kierownik Zakładu Filozofii Chrześcijańskiej Wydziału Teologicznego UMK w Toruniu. Zajmuje się aksjologią nauki, etyką, antropologią filozoficzną. Autor m.in. książek: "Historia upadku", "Pomazaniec. Przyczynek do chrystologii filozoficznej", "Podziw i zdumienie w matematyce i fizyce".