Hymn Cherubinów

Dziś w pokoju Jakuba niczym dym kadzidła unoszą się mistyczne dźwięki Hymnu Cherubinów Piotra Czajkowskiego. To natchnienie muzyczne obudziło się we mnie pod wpływem ostatniego wpisu ojca Łukasza Filca OP, który to opisuje swoje przeżycia z koncelebry liturgii w obrządku wschodnim. Wspomnienie to łączy się z bardzo pięknym przeżyciem artystycznym, którego kiedyś doświadczyłem. Pomyślałem, więc że warto by było się nim z wami podzielić.

Liturgia Św Jana Chryzostoma jest prawdziwą głębią modlitwy wzorem piękna zanurzonym kontemplacji Bożej Obecności. Sama warstwa literacka jest czymś tak głębokim, że analiza teologiczna zajęłaby nam lata. Cóż się stanie, gdy do takiej głębiny modlitwy dodamy muzykę? Wówczas zostanie stworzona przestrzeń poruszająca całym człowiekiem. Powstanie, bowiem modlitwa niosąca człowieka ku Nieskończonemu. Trudno tu mówić o uczuciach, ponieważ człowiek cały „roztapia się” wielbieniu. Mogę spokojnie rzec, że dzieje się tak zarówno ze słuchającymi jak i wykonawcami. Najlepszym przykładem może na to być pewien epizod z mojego życia.
 
Otóż miałem kiedyś zaszczyt wykonywać Cherubikon Piotra Czajkowskiego. Fragment potężnej Liturgii Chryzoztomowej (wtedy to student drugiego roku ignorant dowiedział się, że Czajkowski również komponował muzykę liturgiczną, do tego jeszcze jednak powrócę). Oczywiście nie miałem wówczas pojęcia, co to jest Cherubikon i z czego się to wywodzi, ażeby było jeszcze weselej do tego dostałem naprędce nuty, nie rozczytując ich wcześniej i spóźniony usiadłem w sekcji pierwszego tenoru (mea culpa). Zobaczyłem nuty i cyrylicę, której zupełnie nie umiałem przeczytać. Na szczęście została nam podyktowana transliteracja i rozpoczęliśmy pierwsze czytanie. Utwór zaczyna się bardzo delikatnym wejściem poszczególnych głosów, to tak jakby odległe niebo schodziło nagle bardzo powoli na ziemię, delikatnie nie zasłaniając sobą wielkiej tajemnicy. Poszczególne głosy wypełniaj przestrzeń tworząc unosząca się wokół aurę świętości, delikatnie i wdzięcznie. W tym momencie zaczynają mi się szeroko otwierać oczy i zadaję sobie pytanie, czy to, aby na pewno napisał twórca „Jeziora łabędziego” i „Dziadka do orzechów”? Muzyka rozwija się, w partii mojego głosu mam dwa takty przerwy, pospiesznie przewracam stronę odczytuję nazwisko kompozytora: P.I. Czajkowski. Śpiewamy dalej. Soprany rozpoczynają potężną inwokację na cześć Niepojętej Trójcy „… i Żywotworiaszczej Torjcy…”. Zaraz po nich my, czyli tenory trzymamy długie nuty tworzy się harmonia majestatu i uwielbienia. Co prawda nie za bardzo rozumiem tekst, ale, cóż z tego, gdy człowiek popada w coraz większe zachwycenie gdyż niebo zstępuje na ziemię, (tu już operować będę wiedzą zdobytą nieco później) nie wiadomo, więc, czy jesteśmy w niebie czy na ziemi? Muzyka pochłania chór coraz bardziej a mnie, mała cząsteczkę tego potężnego muzycznego gmachu również. Co za muzyka, i gdzie ja jestem? Rozpłynąłem się na dobre. Rzadko jest tak, że już przy pierwszym czytaniu człowiek jest czymkolwiek zachwycony. W pewnym momencie mój kolega z sekcji tenorów trąca mnie w bok i mówi „Hej Kuba, jesteś tam? Śpiewaj!” Muzyka tego natchnionego hymnu tak mnie pociągnęła, że zapomniałem nawet o śpiewaniu ;). Oczywiście po dwóch taktach przerwy powróciłem dalej do śpiewu. 
 
Tak to właśnie zaczęła się moja przygoda z muzyka cerkiewną. Jak się potem okazało (muzykolodzy maja to do siebie, że jak ich coś zainteresuje to drążą to do póki nie dowiedzą się w miarę wszystkiego o utworze) Hymn Cherubinów okazał się być całością większej części, wspomnianej przeze mnie Liturgii Św. Jana Chryzostoma (lub Jana Złotoustego, jak kto woli). Kiedy zapoznałem się z całością Liturgii miałem wrażenie, że poznałem jakiegoś innego Czajkowskiego. Zmysłowość Jeziora Łabędziego ustąpiła najwyższej klasie muzyki chóralnej. Mistycyzm Hymnu Cherubinów stał się dla mnie potężnym przeżyciem artystycznym i duchowym. Śpiew mówiący o zstępujących na ziemię cherubinach, (bo mniej więcej o tym traktuje pieśń), a dokładnie o nas, którzy owe adorujące Boga cherubiny zastępujemy w świętej liturgii stawał się wówczas rzeczywistością. Człowiek słysząc ów hymn zostaje przeniesiony w inna przestrzeń, pełną adoracji i kontemplacji, wylewających się obfitych błogosławieństw, spływających na człowieka obcującego z największa tajemnicą wszechświata.
 
Cóż, więc po takim opisie pozostaje was tylko odesłać do słynnego Hymnu Cherubinów a ojca Łukasza Flica OP Bardzo uprzejmie proszę o dopisanie na swoim blogu lub w odpowiedzi w moim, transliteracje i tłumaczenie tego mistycznego hymnu.

 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Hymn Cherubinów

Nie będę ukrywał, że moją wielką fascynacją jest liturgia bizantyjska, a w zasadzie to wszystkie liturgie chrześcijańskiego Wschodu. One zachowały w sobie coś niezwykłego – poczucie sacrum, poczucie uczestniczenia w Boskich Tajemnicach. Stąd też nazwa mojego bloga - Cherubikon. Pewnie wielu z czytających ten tekst nie wie co oznacza to słowo.

Nie będę ukrywał, że moją wielką fascynacją jest liturgia bizantyjska, a w zasadzie to wszystkie liturgie chrześcijańskiego Wschodu. One zachowały w sobie coś niezwykłego – poczucie sacrum, poczucie uczestniczenia w Boskich Tajemnicach. Stąd też nazwa mojego bloga – Cherubikon. Pewnie wielu z czytających ten tekst nie wie co oznacza to słowo.

none


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także