Idumea i Wesoła

Co łączy amerykańskich farmerów z Południa, Nicole Kidman i grupę spotykającą się u dominikanów na Freta? Co mają ze sobą wspólnego tak odległe miejsca jak starożytna Idumea, drewniane kościoły baptystów w stanie Alabama oraz kościół z ikonami Nowosielskiego w Wesołej?

Długo zastanawiałem się, jak rozpocząć w blogu wątek Sacred Harp. Jak podzielić się pasją śpiewania starych protestanckich hymnów i jak tę pasję wytłumaczyć? Bo to, że polski zakonnik musi się tłumaczyć ze śpiewania amerykańskich protestanckich pieśni, jest jasne.

A potem zastanawiałem się, czemu tak trudno zacząć. Bo trzeba starannie dobrać linki. Bo trzeba zadbać o zwięzły wykład tego, czym jest Sacred Harp; odpowiedzieć na pytania: czemu te nuty mają takie dziwne kształty, dlaczego śpiewa się najpierw solmizacją, a potem z tekstem, czemu służy machanie rękami. Ale to nie jest najważniejszy powód trudności. Najważniejsze jest to, że ten śpiew stał mi się bliski – jako wyraz wiary i jako doświadczenie szczerego wspólnotowego wypowiadania się, głosem i sercem. A najtrudniej mówi się o tym, co najcenniejsze.

Stąd postanowienie: zamiast elaboratu o istocie Sacred Harp zaproponuję na początek obrazek z życia, a do niego parę objaśnień. Niech to będzie pierwszy wpis o Sacred Harp, a po nim przyjdą następne. Trzeba przecież wyjaśnić, jakimi drogami amerykański śpiew trafił do Polski. Kto ma czas, niech czyta dalej, a kto chce sobie zrobić przerwę w lekturze, niech zerknie na taki oto pokaz.

A oto obiecany obrazek. W zeszły weekend zrobiliśmy sobie wyjazd scholi DA Freta 10. Był czas na próby, modlitwy, rozmowy i filmy oraz na podziwianie wspomnianego kościoła, a w czasie wolnym zdarzyła się m.in. rzecz następująca. Staliśmy skupieni wokół śpiewnika i zaczęliśmy śpiewać to, co znaliśmy najlepiej. My – tzn. Alma, Tomek i ja, każde swoim głosem. Śpiewnik był oparty na piętrze łóżka, a ja trzymałem w ręku ogryzek, bo nie zdążyłem go wyrzucić. Zabrzmiała Idumea – ależ to przejmująca pieśń! Zgromadzili się słuchacze, ktoś zaczął robić zdjęcia (ciekawe, czy widać na nich ten nieszczęsny ogryzek?).

Idumea – to chyba moja ulubiona pieśń ze śpiewnika. Niezwykły tekst, pióra jednego z założycieli metodystów, przejmujące rozważanie o życiu i śmierci, począwszy od pytania: "And am I born to die?", przez "What will become of me?" aż do "I from my grave shall raise" (w powyższym linku jest tekst używany w śpiewniku, a tutaj – w całości oryginalny hymn Charlesa Wesleya). Dzień wcześniej obejrzeliśmy film Cold Mountain (Wzgórze nadziei), w którym ta pieśń rozbrzmiewa w dramatycznych okolicznościach (nie piszę, jakich, żeby nie psuć przyjemności oglądania filmu).

Drogi Czytelniku, stań się słuchaczem, a po części widzem, i zapoznaj się z paroma wersjami wspomnianej pieśni. Na płycie z muzyką z filmu Idumea brzmi dwukrotnie: w wykonaniu grupy śpiewaków, w wersji ze śpiewnika (nr 19), oraz w wersji solowej w wykonaniu Tima Eriksena (nr 7). Obie wersje do posłuchania tutaj. Jest też wersja koncertowa w tym samym wykonaniu, do obejrzenia. Ogromne wrażenie robi na mnie rockowa aranżacja otwierająca jedną z płyt zespołu Tima Eriksena, Cordelia’s Dad. Tytuł płyty: How Can I Sleep. W tej wersji tekst pochodzi nie tylko z Idumei, ale i z Evening Shade.

Zapraszam do zapoznania się z linkami i zadawania pytań. A przede wszystkim zapraszam do wspólnego śpiewania. Najbliższe spotkanie: 13 XII, 11-13, kaplica DA, Freta 10, Warszawa.

PS Kuba podesłał parę zdjęć do wyboru. Oto jedno z nich.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Błażej Matusiak OP

Błażej Matusiak OP na Liturgia.pl

Obecnie w dominikańskim klasztorze w Pradze. Publikacje: Hildegarda z Bingen. Teologia muzyki (Kraków 2003); recenzje płytowe w Canorze, cykl audycji „Musica in Ecclesia” w Radiu Józef.