Imitari quod colimus

Cytat z kolekty o św. Szczepanie, który umieściłem w tytule, nasunął mi się dzisiaj po drodze z kościoła do domu. Oto więc trzy obrazki, które to skojarzenie wywołały.

Msza się skończyła. Wąskim przejściem, między ławkami a ścianą nawy głównej, kierują się do wyjścia dwie osoby. W tym samym czasie wchodzi w owo wąskie przejście mężczyzna z dzieckiem na ręku, za nim kobieta. Mężczyzna sunie naprzód jak lodołamacz, niemal taranując wychodzącą parę, która zmuszona jest wcisnąć się między ławki. Mężczyzna jest zadowolony, na twarzy ma uśmiech – czy z powodu dziecka, które niesie, aby pokazać mu szopkę, czy  może dlatego, że udało mu się, bez niepotrzebnego czekania na wyjście dwóch osób, przedrzeć przez nawę? Dla jasności dodam, że szopka nie znajduje się w owej nawie bocznej; podejrzewam, że mężczyzna z rodziną wszedł do kościoła po mszy, i szukał szopki w nawie bocznej.

Ten sam kościół. Na drzwiach w kruchcie, jak co roku, wywieszki: "Kościół jest ogrzewany. Prosimy zamykać drzwi." Wychodzi roześmiany chłopak z dziewczyną, zostawiają drzwi otwarte na oścież. A za nimi nikt nie idzie, więc nie można powiedzieć, że zostawili drzwi otwarte dla kogoś.

I wreszcie pasterka w Londynie, i mój, wspomniany już tutaj, angielski przyjaciel. Po Komunii idzie ze spuszczoną głową, i uderza – właśnie głową – o kant stojących w nawie organów. Płynie krew, ludzie patrzą, dzieci pokazują palcami i śmieją się, nikt nie reaguje. Clive idzie do drzwi, opatrując się chusteczką; dopiero tam jakiś mężczyzna uświadamia mu, że poważnie rozciął sobie głowę, i daje jeszcze kilka chusteczek na opatrunek. Po mszy mój przyjaciel wchodzi znowu do kościoła, przy drzwiach stoi celebrans, zgodnie z angielskim zwyczajem żegnając się z wychodzącymi wiernymi; ignoruje Clive’a; podchodzą do niego dwie osoby, życząc wesołego Bożego Narodzenia i ze śmiechem mówiąc, jak wielki huk spowodował, uderzając się w głowę.

"Imitari quod colimus" – naśladować to, co czcimy. A w Boże Narodzenie czcimy "dobroć i miłość Zbawiciela naszego, Boga, do ludzi" (Tt 3:4; w greckim tekście to chrestotes, co można przetłumaczyć też jako życzliwość, i philanthropia).


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.