Jak prosić?

Środa II tygodnia wielkiego postu, lit. słowa: Jr 18,18–20; Mt 20,17–28

Nie wiecie, o co prosicie (Mt 20,24).

Scena z dzisiejszej Ewangelii uświadamia nam, jak dalece otępiałe jest serce człowieka. Pan Jezus mówi do swoich uczniów o najbardziej dramatycznym wymiarze swojego posłannictwa, o tym, co stanie się przyczyną całkowitego załamania się uczniów, ich rozproszenia i zwątpienia. Zapowiada im tę tajemnicę, aby się nie pogubili, kiedy nadejdzie Jego czas. I zaraz po tych słowach matka Jakuba i Jana przychodzi do Niego z prośbą o dobre stanowiska dla jej synów w przyszłym królestwie! Widać, jak „nieskore” są serca do słuchania tego, co im Jezus mówi.

Jak uparcie trzymamy się naszych pragnień i oczekiwań, a przez to nie jesteśmy w stanie zobaczyć tego, co się naprawdę dzieje – całej walki duchowej, która trwa i która wyraźnie prowadzi ku nieuchronnemu finałowi.

Jak przedstawia to dramat proroka Jeremiasza z dzisiejszego pierwszego czytania, widać, że taka tendencja jest stała u ludzi. Późniejsze wydarzenia w życiu Jezusa pokazały, że rzeczywiście Apostołowie „niczego się nie nauczyli”, chociaż przecież Pan Jezus wszystko im powiedział. Ale nie jest to jedynie problem apostołów. Odnosi się także do nas. Scena z Ewangelii pokazuje, jak myślenie w ludzkich kategoriach, do których jesteśmy przyzwyczajeni, całkowicie zaciemnia sens wypowiedzi Pana Jezusa, przez co uczniowie nie potraktowali Jego słów na serio. Podobnie jest także i z naszym odbiorem Ewangelii. Póki nosimy w sobie stare ambicje: bycia lepszymi od innych i posiadania więcej, odczuwamy zazdrość i lęk przed odsłonięciem się naszych słabości… Ciągle nie rozumiemy prawdziwie Ewangelii i nie potrafimy jej zawierzyć.

Trzeba sobie dobrze uświadomić, jak bardzo silne jest w nas myślenie w kategoriach tego świata. w przypadku apostołów trzeba było całkowitego załamania się ich oczekiwań i wyobrażeń o Mesjaszu wobec wydarzeń paschalnych i później spotkania Zmartwychwstałego, aby mogli prawdziwie stać się ludźmi wiary. Trzeba było Ducha Świętego, który ich ogarnął, aby zrozumieli, co im Pan Jezus mówił. Na tym właśnie polegała metanoja, czyli przemiana serca i myśli, która pozwalała zobaczyć prawdę.

Nie wiecie, o co prosicie. Paradoks ich prośby polega na tym, że w istocie Pan Jezus pragnie im dać władzę. Zapowiada to później:

Zaprawdę, powiadam wam: Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach, sądząc dwanaście pokoleń Izraela (Mt 19,28).

Zatem władza jest dla nich przewidziana, ale jej sens jest zupełnie inny. i to wyjaśnia Pan Jezus w dalszym wywodzie w odpowiedzi zarówno na pytanie synów Zebedeusza, jak również na oburzenie innych uczniów. Władza w Jego królestwie polega na czymś zupełnie innym niż tu na ziemi. Jest ona służbą:

Kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. a kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu (Mt 20,26–28).

Tego ani Jakub, ani Jan jeszcze nie byli w stanie pragnąć, bo wydało się im to nie do przyjęcia. Później jednak, po zmartwychwstaniu Pana, Jakub stanie się pierwszym męczennikiem z grona apostołów. Jan, chociaż nie zginął za wiarę, będzie jednak prześladowany. Wtedy będą już wiedzieli, co ich prośba wówczas znaczyła. Problem polegał na tym, że przystąpili do Jezusa z prośbami, nosząc w sobie ziemskie ambicje.

My również często stajemy przed Bogiem z podobnymi prośbami, wyrosłymi z całkowicie doczesnych pragnień. Słowa Nie wiecie, o co prosicie – odnoszą się także do tych próśb. Dlatego też może się wydawać, że Bóg nie wysłuchuje nas, bo daje nam według swojego rozumienia dobra. Daje to, co dla nas najlepsze w danej chwili, a co może w naszym odczuciu wyglądać na całkowite zaprzeczenie naszych próśb. Nieraz spotykamy się w takiej sytuacji z kryzysem wiary. Przede wszystkim jednak jest to wynik niedojrzałości poznania Boga i Jego zamysłu. Przykład Jakuba i Jana wskazuje na to, że wpierw należałoby prawdziwie wsłuchać się w słowa Pana Jezusa, autentycznie zrozumieć Jego ducha, przyjąć go, i dopiero wtedy nasza prośba stanie się prawdziwa. Oczywiście, dopóki żyjemy na ziemi, nie poznamy w pełni zamysłu Pana i nasze prośby pozostaną niedoskonałe. Dlatego też nie same prośby są najważniejsze w modlitwie, ale spotkanie z Bogiem, który nas uczy tego, na czym polega prawdziwe życie. Konkretnie wyraża się to przez słuchanie, zachowywanie w sercu i rozważanie tego, co znaczą słowa Boże. Dokładnie tak robiła Maryja, jak pisze o tym św. Łukasz. Trzeba nam się przede wszystkim uczyć Bożej logiki, aby samemu nie zaprzepaścić łaski, jaką Bóg nam daje, choć może ona wydawać się nam przeszkodą, a nie łaską. Trzeba też cierpliwie wierzyć, że kiedyś zrozumiemy więcej niż obecnie.

 

Włodzimierz Zatorski OSB

 

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 2a, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także