„Jezus z Nazaretu II” – Brak i wypełnienie „perspektywą”

Już od ponad 2 tygodni jestem po lekturze drugiej części „Jezusa z Nazaretu” Benedykta XVI, ale dopiero teraz znalazłem czas, aby podzielić się swoją refleksją. Książka, w której Papież zachwyca niezwykłą głębią myśli wyrażoną w prostocie słów. Zachwyca również każdego, dla którego temat liturgii jest ważnym, bądź najważniejszym, gdyż myślą przewodnią, linią łączącą wszystkie rozdziały w całość jest temat „nowego kultu”. Może uda mi się na blogu również kiedyś o tym napisać. Dzisiaj jednak chciałem podjąć temat braku i tego, co ów brak wypełniło.

Temat czegoś na co oczekiwałem, a czego w książce Benedykta XVI nie znalazłem – teologii Wielkiej Soboty. Niestety, ale Papież dobierając zagadnienia, które omawia ominął całkowicie temat Wielkiej Soboty, i skoncentrował się jedynie na ekspiacyjnym modelu soteriologii, w którego centrum znajduje się wydarzenie krzyża. Jednakże pogodzenie się z tym brakiem nie było takie trudne, przede wszystkim dzięki ostatniemu rozdziałowi, a dokładnie epilogowi zatytułowanemu „perspektywy”. Ten fragment – moim zdaniem – jest wprost fenomenalny, głęboko biblijny i teologiczny, a przy tym niezwykle egzystencjalny. I właśnie tematem Wniebowstąpienia Chrystusa w ujęciu Benedykta XVI chciałbym się zająć. (Oczywiście wszystkim polecam przede wszystkim przeczytanie tego rozdziału!)

————————–
Chrystus w Janowej Ewangelii mówi, że „pożyteczne jest dla was moje odejście” (J 16, 7). Na czym więc polega ta „pożyteczność” Chrystusowego Wniebowstąpienia, i czy faktycznie od nas odszedł? Poszukajmy odpowiedzi wraz z Benedyktem w ostatnim rozdziale, a dokładnie epilogu, II tomu „Jezusa z Nazaretu” zatytułowanym „Perspektywy”.
Każde odejście kogoś dla nas bliskiego – nawet jeśli nie jest to odejście na stałe – budzi w nas smutek, żal, wyciska z naszych oczu łzy. A co dopiero mówiąc o odejściu od nas najbliższych osób na zawsze? Ból odejścia odczuwamy jeszcze przez długi czas. Podobnej reakcji można się było spodziewać po Apostołach, kiedy Chrystus od nich odchodził, aby odejść do Ojca. Wydawać by się mogło, że powinien im towarzyszyć smutek, zniechęcenie, żal i rodzące się w sercu pytania, podobnie jak miało to miejsce po śmierci Jezusa, a co było widoczne chociażby w drodze uczniów do Emaus. Ów smutek winien być związany również z oczekiwanym mesjańskim wybawieniem Izraela, przemianą świata, nowym eonem istnienia, na które oczekiwali uczniowie. Świat się jednak nie zmienił, nowy eon nie przyszedł, a jedynie ich Pan bezpowrotnie od nich odchodzi. Paradoksalnie jednak Apostołowie po Wniebowstąpieniu Chrystusa wracają do Jerozolimy z wielką radością wielbiąc przy tym Boga. Jak można zrozumieć taką postawę?
Benedykt XVI zauważa, że jedyną sensowną odpowiedzią jest stwierdzenie, że „uczniowie nie czują się opuszczeni” (s. 298). Oni Wniebowstąpienia Chrystusa nie odczuli jako radykalnego odejścia, definitywnego odejścia bez możliwości spotkania. „Nie myślą, że Jezus odszedł od nich daleko i znikł w jakimś niedostępnym dla nich niebie” – dopowiada Papież. Uczniowie są przekonani, że Chrystus jest wciąż z nimi, że jest wśród nich obecny, choć dokonuje się to w nocy, tajemnicy, ale i pełny mocy sposób. Benedykt powie, że Chrystus „jest nam tak bliski, jak może być właśnie tylko Bóg. […] Wniebowstąpienie nie jest odejściem do jakiejś odległej strefy kosmosu; jest ono trwałą bliskością, której uczniowie mają tak głębokie doświadczenie, że rodzi się z niego nieprzemijająca radość” (s. 298). Z tak rozumianego Wniebowstąpienia płynie bardzo konkretny wniosek dla naszego przeżywania wiary i dla rozumienia istoty chrześcijaństwo: ono nie jest dociekaniem historii, albo wyglądaniem w nieznaną przyszłość, ale jest głębokim doświadczeniem teraźniejszości – chrześcijaństwo jest teraźniejszością (por. s. 299).
Chrystus poszedł do Ojca, po to, aby wejść w tajemnicę Boga, i po to, aby teraz być z nami obecnym w nowy sposób – Boski sposób. Teraz będąc blisko Ojca, Chrystus „z góry” spogląda na nas, w tym znaczeniu, że Jego perspektywa spojrzenia znacznie się powiększyła – widzi więcej, bo jest bliżej Ojca. Widzi nas i jest w stanie interweniować. „Mocą samego Boga pozostaje teraz zawsze obecny z nami i dla nas” (s. 300). To jego odejście zatem jest równocześnie przyjściem, a dokładnie mówiąc nieustannym przychodzeniem. „Teraz – mocą górującą nad wszelką przestrzennością – jest obecny przy wszystkich i wszyscy mogą Go wzywać – w całej historii i we wszystkich miejscach” – skonkluduje Benedykt XVI (s. 301).
Jednakże to, że Chrystus wspiął się na „górę Ojca” pociąga za sobą jeszcze jeden wniosek – zauważa Papież. Nie tylko Chrystus widzi nas, ale również pociąga nas ku sobie i zaprasza nas do wejścia na górę, do wzniesienia się wyżej w naszym życiu, ponieważ „teraz Jezusa można dotykać tylko «u Ojca»” (s. 303). Trzeba zatem się wznieść w naszej relacji z Bogiem, w naszym kulcie – liturgii, w naszej moralności. Jednak Bóg nie zostawia nas tutaj bezradnymi i samodzielnymi, ale – jak pisze Benedykt – „przez chrzest nasze życie jest już odtąd ukryte z Chrystusem w Bogu; w naszej rzeczywistej egzystencji jesteśmy już «w górze»” (s. 303).
Podsumowaniem tej prawdy niech będą jeszcze raz niezwykłe słowa samego Papieża, który w olbrzymiej prostocie swoich słów zawiera głębię treści i przenikliwość interpretacji: „Chrystus przebywając u Ojca nie jest daleko od nas; to raczej my jesteśmy daleko od Niego; jednak droga łączącą nas z Nim jest zawsze otwarta. […] jest to droga «prowadząca w przestrzeni» serca, droga przechodzenia od wymiaru zamykania się w sobie samym do nowego wymiaru Boskiej miłości, ogarniającej cały świat” (s. 303). Kiedy człowiek zamyka się w sobie, kiedy nie znajduje w swoim życiu już miejsca dla Boga i dla drugiego człowieka, wtedy zawsze jest to zapowiedź autodestrukcji – wcześniej czy później będzie to droga własnego unicestwienia, ponieważ żyjemy tylko wtedy, kiedy jesteśmy w relacji – tym jest bycie osobą. Jesteśmy tacy, ponieważ Bóg nas stworzył na swój obraz; „kiedy nas stwarzał patrzył na swojego Syna” (M. I. Rupnik), na Chrystusa, który jest naszym wzorem; a Bóg jest wspólnotą Trzech Osób – są w Nim obecne relacje. Dlatego Benedykt mówi, że nasze życie będzie szczęśliwe, spełnione tylko wtedy, kiedy będziemy nasze serca coraz bardziej otwierali na Boga, na Jego miłość.
W kontekście Wniebowstąpienia Chrystusa rodzi się jeszcze jedno pytanie, które w naszej chrześcijańskiej pobożności dochodzi do głosu szczególnie mocno w okresie liturgicznym adwentu. Czy my oczekujemy przyjścia Chrystusa, czy oczekujemy paruzji, a więc definitywnego przyjścia Chrystusa na ziemię w celu przeprowadzenia sądu i rozpoczęcia nowego eonu istnienia? Odpowiedź – zgodnie z Bożym Objawieniem – może być tylko jedna: tak, oczekujemy przyjścia Pana, ale… To „ale” jest tu niezwykle ważne i na nim koncentruje się Benedykt XVI w swojej książce. Apokalipsa św. Jana kończy się modlitwą i obietnicą powrotu Pana: „Mówi Ten, który o tym zaświadcza: «Zaiste, przyjdę niebawem». Amen. Przyjdź, Panie Jezu!” (Ap 22, 20). To samo wezwanie, ale w języku aramejskim zapisał św. Paweł w zakończeniu 1 Kor. Użyte jest tam wyrażenie, które możemy w zależności od podziału tłumaczyć na dwa sposoby: marana tha (Przyjdź, Panie nasz), albo maran atha (Pan nasz przyszedł; Pan jest przychodzący). Zatem biblijne Objawienie kończy się wołaniem „Przyjdź” i zarazem jest pełną wdzięczności pewnością: „On przyszedł”.
Modlitwa chrześcijanina, adwent, oczekiwanie i prośba o przyjście Chrystusa nie jest nigdy tylko wpatrywaniem się w niebo, wyczekiwaniem nieznanej nam przyszłości, ale równocześnie i nade wszystko jest przeżywaniem z radością i wdzięcznością przychodzenia i obecności Chrystusa w Eucharystii. „Jest On wśród nas teraz – w sposób najbardziej rzeczywisty w obecności eucharystycznej” – napisze Benedykt XVI (s. 306). I chociaż ta obecność, to przyjście nie osiągnęło jeszcze swej pełni, to jednak jest już dla nas realnie doświadczalne i zawiera w sobie pragnienie czegoś więcej – „rodzi w nas dążenie do definitywnego spełnienia” (s. 307).
Całą książkę – II tom historii „Jezusa z Nazaretu – kończy Benedykt obrazem błogosławiącego Chrystusa w scenie Wniebowstąpienia, kiedy to Jezus „podniósłszy ręce, błogosławił ich. A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiono do nieba” (Łk 24, 50n). Benedykt kończy więc tę część opowiadania z głębokim przekonaniem, że Chrystus, wciąż jest blisko nas, obecny w nowy – Boski sposób – i się nad nami pochyla, aby nam błogosławić. W tym geście błogosławieństwa Benedykt widzi z jednej strony pewnego rodzaju „dach ochronny”, który Chrystus roztoczył nad nami i światem, który stanowi symbol czuwania, opieki i troski Boga, aby nic się nam nie stało. Bóg czuwa i jest blisko nas, a więc nie mamy się czego bać, nie musimy się lękać. Równocześnie jednak te błogosławiące ręce otwierają przed nami nową perspektywę – są gestem zaproszenia do nieba, wzniesienia się wyżej. Tym gestem – pisze Papież – Chrystus „rozrywa świat, ażeby weszło do niego niebo i mogło w nim stać się obecnością” (310).
Widzimy zatem, że zakończenie książki, będące poniekąd jakąś puentą, a może nawet i streszczeniem całej historii Jezusa z Nazaretu odsyła nas do głównej tezy teologicznej Benedykta, głoszeniu której poświęcił całe swoje życie – teologa, księdza, kardynała, papieża, chrześcijanina. Bóg jest i jest Bogiem – On jest słońcem będącym w centrum wszechświata, a my mamy stać się planetami krążącymi wokół Niego – musi się w naszym życiu dokonać ów kopernikański przewrót wiary. Ale dokonuje się to w chrześcijańskiej radości i głębokiej pewności, że On jest, że nas nie opuścił, że żyjemy w przestrzeni Jego bliskości, że wciąż trzyma nad nami swoje wyciągnięte ręce, którymi nam błogosławi i zaprasza do siebie – do nieba, do Ojca. „W swym odejściu przychodzi, ażeby nas wynieść ponad nas samych i otworzyć świat na Boga” – ostatecznie powie Benedykt XVI (s. 310). Bóg jest ostatnią rzeczywistością człowieka – napisze gdzie indziej wybitny szwajcarski teolog Hans Urs von Balthasar. „Bóg jest: i Bóg jest Bogiem” – uwierzenie w tę prawdę zmienia wszystko. Odkrycie tej prawdy z całego serca życzę wszystkim czytającym ten wpis na blogu w czasie przeżywania Wielkiego Postu, który przygotowuje nas do celebracji paschalnego misterium Jezusa Chrystusa – Jego Męki, śmierci, Zmartwychwstania i Wniebowstąpienia. 
 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Ks. Krzysztof Porosło

Ks. Krzysztof Porosło na Liturgia.pl

Ur. 1988, doktorant na Uniwersytecie Nawarry w Pampelunie (Hiszpania), gdzie przygotowuje pracę nt. pneumatologii Mszału hiszpańsko-mozarabskiego. Pomysłodawca i współorganizator rekolekcji liturgicznych „Mysterium fascinans”. Obszary badań: teologia liturgiczna, relacja między teologią dogmatyczną i liturgią, liturgia hiszpańsko-mozarabska, katecheza mistagogiczna. Napisał i zredagował kilkanaście książek, w tym ostatnio: Liturgia Jezusa Chrystusa (Kraków 2015); Przyjdź, Panie Jezu! Chrystus w tajemnicach roku liturgicznego (Kraków 2016, t. 1); Duchowość kształtowana przez liturgię (Kraków 2017, red.), Święta codzienność. O liturgii przemieniającej życie (Kraków...