„Ka”

Przyglądanie się rozwojowi dzieci jest bardzo pouczające, a w każdym razie dostarcza mnóstwa użytecznych paraleli czy analogii pozwalających jakoś na nowo odczytać, a może nawet zrozumieć różne aspekty rzeczywistości. Różne jak różne, w każdym razie na pewno te związane z liturgią... A w każdym razie dla takich świrów jak ja, którym - ostatnio zwłaszcza - wszystko kojarzy się z liturgią.

I tak, obserwując jak Samuel (nasze najmłodsze dziecko) wkracza na drogę poznawania liter, zrozumiałem, po raz kolejny zresztą, dlaczego o trzy nieba ważniejsze od jakichkolwiek werbalnych wprowadzeń w liturgię jest właściwe i godne jej sprawowanie. Ważniejsze również z dydaktycznego, albo lepiej – mistagogicznego punktu widzenia.

Marianka dostała kilka lat temu edukacyjną zabawkę, taki jakby laptop na baterie, z kilkoma programami do poznawania liter, cyfr, słów, zegara itd. Jakkolwiek dość sceptycznie do tego podchodziliśmy, to muszę przyznać, że rzeczywiście czytać nauczyła się w dużej mierze dzięki temu śmiesznemu urządzonku. Jakiś czas temu zainteresował się nim Samuel, przede wszystkim dlatego, że w zależności od programu, wciskanie poszczególnych klawiszy wywołuje głos mówiący słowa, cyfry, albo litery: "be", "ce", "eś", "ziet", "pe", "ka". No właśnie, "ka".

Niedawno Agnieszka przeglądała Katalog roślin (od jakiegoś czasu para się z pasją ogrodnictwem, a raczej parała dopóki ciąża jej pozwalała). W pewnym momencie Samuel wgramolił się jej na kolana i wskazując "K" w słowie "katalog", z charakterystycznym porozumiewawczym zaśpiewem zapytał "ka?", "ka?".

Dwie rzeczy sobie wówczas pomyślałem: 1). dzieci uczą się przez obserwację, przez uczestnictwo w jakiejś praktyce i ta nauka bynajmniej nie rozpoczyna się od zrozumienia teorii i znajomości prawa, one przychodzą dopiero z czasem, a ich właściwa recepcja zależy w dużej mierze od charakteru tej praktyki; 2). wobec tego, co dzieje się w liturgii każdy z nas ostatecznie niewiele się różni od takiego Samuelka – mówimy "ka", "ka", powtarzamy słowa, frazy, gesty, których tak naprawdę nie pojmujemy, nawet jeśli już "wiemy". Mówić uczymy się przez całe życie…

Nie chcę przez to oczywiście powiedzieć, że jakiekolwiek zrozumienie liturgii (w sensie głębokim) jest dla nas niedostępne. Niemniej dostęp do niego jest możliwy nie na zasadzie analitycznej (rozłożenia na kawałki, nazwania ich, odróżniania jednego od drugiego, opisania relacji pomiędzy nimi), ale inicjacyjnej, tj. przez coraz dalej idące zagłębianie się w to, co na poziomie formalnych składników ograniczone i ubogie, a w rzeczywistości bez granic.
 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Tomasz Dekert

Tomasz Dekert na Liturgia.pl

Urodzony w 1979 r., doktor religioznawstwa UJ, wykładowca w Instytucie Kulturoznawstwa Akademii Ignatianum w Krakowie. Główne zainteresowania: literatura judaizmu intertestamentalnego, historia i teologia wczesnego chrześcijaństwa, chrześcijańska literatura apokryficzna, antropologia kulturowa (a zwłaszcza możliwości jej zastosowania do poprzednio wymienionych dziedzin), języki starożytne. Autor książki „Teoria rekapitulacji Ireneusza z Lyonu w świetle starożytnych koncepcji na temat Adama” (WAM, Kraków 2007) i artykułów m.in. w „Teofilu”, „Studia Laurentiana” i „Studia Religiologica”. Mąż, ojciec czterech córek i dwóch synów.